ŚWIADECTWO Z MODLITWY WSTAWIENNICZEJ.


Urodziłam się jako trzecie dziecko w bardzo nieszczęśliwej rodzinie. Byłam dzieckiem niechcianym. Z pozoru nasze życie wyglądało całkiem normalnie. Jak  przystało na porządną katolicką rodzinę co niedzielę do kościoła. Ale tak naprawdę w domu było piekło. Nie będę wdawać się w szczegóły, ale powiem tylko tyle, że w wieku około 5 lat planowałam zabić ojca, co więcej przyrządziłam truciznę z tabletek mojej mamy( relanium) i wsypałam do kompotu taty – całe szczęście, że Bóg czuwał nade mną i ojciec tego nie wypił.

W skutek nieszczęśliwego dzieciństwa, a raczej jego braku  w okresie dorastania pojawiły się myśli samobójcze zakończone nieudanymi próbami. Wyobcowanie, depresja – było źle..

Wtedy w wieku ok 17/18 lat Bóg niespodziewanie pojawił się w moim życiu. Zaprosił mnie na kurs Filip, tam pierwszy raz usłyszałam, że Bóg mnie kocha, było to dla mnie bardzo mocne

przeżycie, spowiedź po latach.. Niestety mój mur który wokół siebie zbudowałam przed światem, ludźmi był wysoki i mocny. Bałam się komuś powiedzieć o swoich problemach nawet nie wiedziałam jak… Nie umiałam o sobie rozmawiać… Jedyną

osobą  do której miałam jako takie zaufanie był ks. Artur Adamczak. Był moim spowiednikiem i jakoś trzymał mnie przy Bogu. Ale nie trwało to długo, bo został przeniesiony do Żar… Na tamten czas czułam nienawiść do tego miasta.

Niestety brak wspólnoty, spowiednika …  I posypałam się.. Odeszłam powoli od kościoła pakując się w życie bez Boga.

Pojawił się alkohol, papierosy, a nawet narkotyki – wszystkim tym próbowałam zagasić ten wewnętrzny ból. Z roku na rok

było coraz gorzej, traciłam szacunek do samej siebie, chciałam po prostu zniknąć nie być, nie czuć. W tym wszystkim poznałam mojego męża, urodziłam syna. Próbowałam się trzymać, ale było tylko gorzej. Przyszła ciężka depresja, wizja rozwodu… Gdy było już beznadziejnie i wiedziałam, że nic nie jest w stanie ugasić mojego bólu, zdjąć ciężaru, który był nie do zniesienia. Wtedy pojawiła się myśl o Bogu i to bardzo intensywna, tak bardzo, że cały swój wolny czas poświęcałam na słuchaniu konferencji, pieśni religijnych.  Nie mogłam przestać, wróciłam do kościoła na niedzielne msze, modliłam się, czułam ogromny- przeogromny żal za grzechy.

Potrzebowałam z kimś porozmawiać, kto jest blisko Boga – jedyną taką osobą, którą znałam był ks.  Artur Adamczak. Zaczęłam szukać informacji  na jego temat i natrafiłam na dom rekolekcyjny w Kunicach.  Okazało się, że był tutaj dyrektorem, niestety już go tutaj nie było. Zaczęłam interesować się tym miejscem, okazało się, że można tutaj uzyskać pomoc. Bardzo chciałam żeby ktoś mi pomógł, pomodlił się za mnie, ale ciągle nie umiałam prosić o pomoc. Zmagałam się tak przez 12  miesięcy. W końcu się odważyłam, gdy pojawiły sie rekolekcje „Jezus Chrystus uzdrowiciel mojej osoby”18.09.2016.

17.09.2016 wieczorem zadzwoniłam do Halinki, żeby się

zapisać (ciągle jednak czułam, że nie dam rady tam pojechać). Halinka mnie zapisała ,  po czym zapytała mnie czy mogę kogoś zabrać z Zielonej Góry. Ja bez zastanowienia się zgodziłam, no i klops…. musiałam jechać.

Na rekolekcjach zostałam całkowicie uwolniona z nałogu tytoniowego i rozpoczął się proces mojego uzdrowienia…. Od tamtej pory w przeciągu roku byłam jeszcze kilka razy na rekolekcjach i za każdym razem Jezus mnie podnosi i

uzdrawia. Dziś jestem już zupełnie inną osobą, radosną, uśmiechniętą, pełną nadziei. Jestem we wspólnocie, gdzie gram na gitarze i patrzę w przyszłość bez obaw, bo JEZUS JEST ZE MNĄ I CHWAŁA MU ZA TO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Aleksandra

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *