Janina Pisarczyk – Chcesz Bogu powiedzieć „nie”?


Siostrę Marię poznałam we wrześniu 1981 roku. Jechałyśmy w pociągu relacji Berlin-Warszawa. Przy oknie siedziała pani około sześćdziesiątki z dwoma wiadrami owoców. Mówiła o swej wizycie u papieża w Rzymie przed paroma miesiącami; o tym, że spotykają się w Zielonej Górze, modlą się, wznosząc swe ręce do Boga i ktoś przestaje się upijać, ktoś inny odzyskuje wzrok czy słuch. Przyznam, że słuchałam tych opowieści jak bajek z tysiąca i jednej nocy. Zawsze uznawałam się za osobę wierzącą, uczestniczyłam w niedzielnej Mszy Świętej (nawet w czasach komunizmu), ale o takich cudach słyszałam po raz pierwszy. Pomogłam jej wysiąść na dworcu Łódź Kaliska, wynosząc wiadra na peron. Zapytała, skąd jestem i powiedziała: „Musisz koniecznie mnie odwiedzić”. Był to ten czas, kiedy chyba nie byłam jeszcze gotowa. Przez kolejne lata często przychodziła mi myśl, aby ją odwiedzić, ale nie wiedziałam, jak się nazywa i gdzie mieszka.

Tak minęło osiem kolejnych lat. Od koleżanki z pracy słyszałam, że jej syn, Tomek, chodzi do jakiejś starszej pani. Kiedy spacerowałam korytarzami żarskiego ogólniaka, pełniąc swój dyżur, podeszłam do tego ucznia i zapytałam, czy zna panią, która była u papieża… „A, Siostrę Marię?’’ – odpowiedział. Był grudzień 1989 roku. Następnego dnia dostałam przez niego zaproszenie na Wigilię do Siostry Marii. Wtedy z niego nie skorzystałam (wszyscy się tam znają – a ja?). Poszłam do niej dwa tygodnie później z mamą Tomka. Byłam po ośmiu lekcjach bez obiadu, a kiedy przyszła córka Siostry Marii – Jadzia, zapytała: „Co wy tak po ciemku siedzicie?”. Była godzina 23. Szybko się zebrałam i wyszłam do domu, roniąc łezki po drodze. Na drugi dzień Tomek czekał na mnie przed liceum i zapytał: „Jak było?’’. Ja na to: „A nie widać?”. Oczy miałam czerwone i połowę modlitwy wstawienniczej za sobą. Siostra Maria prowadziła mnie indywidualnie, umawiając się na rozmowę co kilka dni. Któregoś dnia zapytała: „Co teraz byś chciała?”. Ja: „Chyba modlitwę wstawienniczą”. Pomodliła się nade mną, o nic już nie pytając. W ten sposób przeżyłam moją pierwszą modlitwę wstawienniczą w życiu, nie będąc na żadnym spotkaniu modlitewnym, nie znając zasad Odnowy Charyzmatycznej.

Ponieważ duża część uczniów naszej szkoły uczestniczyła w spotkaniach Odnowy, Siostra Maria przygotowała młodzież na moje przyjście. Zaprosił mnie mój syn, który wcześniej niż ja miał kontakt z Siostrą Marią. Szliśmy razem po raz pierwszy obok siebie. Do szkoły nigdy nie chodziliśmy razem, aby jego koledzy nie mówili, że jest „synkiem mamusi”. Nasza szkolna młodzież rzuciła się, obejmując mnie ze słowami: „Dobrze, że jesteś’’. Po kilku spotkaniach zaprosiłam 14 osób z Odnowy na moją wycieczkę klasową do Wiednia wraz z księdzem Zbigniewem – naszym grupowym opiekunem. Podczas wycieczki miało miejsce spotkanie modlitewne, modliliśmy się przed i po jedzeniu oraz śpiewaliśmy pieśni religijne. Dla chętnych codziennie odprawiano Mszę Świętą. W tej wycieczko-pielgrzymce brała udział najmłodsza córka Siostry Marii – Marysia, z którą teraz posługujemy w Odnowie.

Przez kolejny rok brałam udział w spotkaniach modlitewnych, które odbywały się w domu Siostry Marii przy ulicy Średniej. Przychodziło nas ok. 50 osób, więc nie mieściliśmy się w jednym pokoju. Często zajmowaliśmy 2-3 pokoje, siadając na czym było można: młodzi na podłodze, starsi na krzesłach, fotelach, jeszcze inni w 2-3 rzędach na wersalkach, gdzie kto mógł. Dla każdego było miejsce. Nie dzieliliśmy się na młodych i starszych, zwyczajnych i bardziej zasłużonych. Wszyscy byli równi, traktowani z szacunkiem, jak na Boże dzieci przystało.

Siostra Maria prowadziła spotkania osobiście lub wyznaczała prowadzącego. Często prosiła kogoś, aby został po spotkaniu i wtedy udzielała pochwał lub nagan w zależności od potrzeby. W wakacje prowadzono rekolekcje dla młodzieży szkół średnich. Odbywały się one w mieszkaniu Siostry Marii. Prowadził je z nią młody (tuż po święceniach) ksiądz Zbigniew Tartak. Ja, która nie lubię gotować, zgłosiłam się razem z koleżanką do pracy w kuchni. Nasi synowie też uczestniczyli w tych rekolekcjach, ale głównie była to młodzież z Nowej Soli, którą uczył ksiądz Zbigniew. Przez dwa lata gotowałyśmy w komórce jednodaniowe obiady dla wszystkich grup, jakie się pojawiały na kolejnych rekolekcjach. Jedliśmy na podwórku Siostry Marii, przy stołach zbitych z desek przez jej syna Janusza. Kiedy przychodziła ulewa czy burza, chowaliśmy się pod dach do szopy. Gotowałyśmy z prawie darmowych produktów z domowych ogródków lub podarowanych przez sąsiadów.

Ksiądz Zbigniew odprawiał Mszę Świętą na podwórku. Przychodzili na nią znajomi, rodzina i sąsiedzi. Młodzież śpiewała i grała na gitarach – było to niesamowite w tamtych czasach. W ogrodzie stały namioty, w których spała młodzież, a rekolekcje trwały tydzień. Wszystko to bardzo mnie ujęło. Choć nie brałam bezpośrednio udziału w rekolekcjach, ich „smak” mi odpowiadał.

W lipcu 1990 roku obchodziliśmy z mężem 25. rocznicę naszego ślubu. Po spowiedzi u księdza Zbigniewa mieliśmy Eucharystię u Siostry Marii, a potem zabraliśmy wszystkich do swego domu. Ksiądz zabrał swoje skrzypce, dostał u nas akordeon (gra na każdym instrumencie, to talent dany mu od Boga), był śpiew, muzyka i modlitwa. Tej rocznicy nigdy nie zapomnimy. Była też Siostra Maria, którą na drugie piętro wnosił mój syn z księdzem Zbyszkiem na koszyczku zrobionym z rąk.

Od 6 stycznia 1991 roku rozpoczęliśmy seminaria Odnowy w Duchu Świętym. Siedzieliśmy wokół wielkiego stołu – ojciec Błażej z jednej strony, Siostra Maria z drugiej. Było nas ok. 30 osób. Często przyjeżdżali różni ludzie ze swymi problemami i my razem z Siostrą Marią modliliśmy się w ich intencjach. Byłam świadkiem wielu nawróceń, uzdrowień na duszy i ciele. Działy się tak samo niesamowite rzeczy jak te, o których dużo wcześniej w pociągu mówiła mi Siostra Maria, tyle że teraz sama w nich uczestniczyłam.

Na seminariach analizowaliśmy, jak minął nam tydzień, co udało się zrealizować, a w czym jeszcze niedomagamy w pracy nad sobą. Dla mnie najtrudniejszy był pierwszy dzień pierwszego tygodnia. Byłam nauczycielem geografii i przez 24 lata siedziałam w pokoju nauczycielskim przodem do wszystkich. Dotąd nigdy publicznie nie żegnałam się w pracy przed posiłkiem. Teraz czułam, że powinnam to zrobić, ale się wstydziłam. Przynosiłam więc kanapki z powrotem do domu, aby się tylko nie przeżegnać. Na seminarium przy wszystkich głośno musiałam o tym powiedzieć, co też nie było dla mnie łatwe. Nie mogliśmy też pójść dalej, jeśli ktoś czegoś nie wykonał, jak należy. Przeze mnie powtarzaliśmy wtedy ten dzień. W praktyce wyglądało to tak, że 4 tygodnie do momentu wylania Ducha Świętego przerabialiśmy 10 miesięcy.

Od tego momentu minęło ponad 20 lat, a jeszcze wszystko mam żywe w pamięci. Siostra Maria rozeznawała przydatność każdej osoby, którą miała przyjąć na seminariach (tj. pytała Boga na modlitwie, czy ma brać w nich udział). Spotykaliśmy się raz w tygodniu, w poniedziałki. Byliśmy z różnych miejscowości: z Zielonej Góry, Nowej Soli, Żagania, Otynia, Żar, a potem dołączyła grupa z Głogowa i zaczęliśmy znów od pierwszego tygodnia.

9 listopada razem z Darkiem i Zbyszkiem mieliśmy pierwsze wylanie Ducha Świętego, czyli chrzest w Duchu Świętym. Pamiętam, że byłam sama w domu (dzieci na studiach, mąż wyjechał) i unosiłam się między niebem a ziemią, nie posiadając się z radości. Biegałam do Siostry Marii, analizując każde słowo proroctwa, w którym to sam Bóg do mnie przemówił! Z całej naszej grupy seminaryjnej do wylania w pierwszym terminie Siostra Maria dopuściła tylko trzy osoby (była pod tym względem osobą bardzo wymagającą, w Bożych sprawach nie znosiła kompromisów, wymagała od nas dużo, powtarzając, że „chodzi o jakość, a nie o ilość”). Wówczas zaczynałam rozumieć jej słowa i przemieniać je w czyn.

Pamiętam pewną sobotę – nie miałam specjalnej potrzeby, aby do niej pójść, ale pomyślałam, że pójdę na działkę, nazrywam truskawek i zaniosę jej parę. Gdy się u niej zjawiłam, bardzo się ucieszyła, mówiąc: ,,Właśnie przed chwilą modliłam się do mojego Staszka (nieżyjącego już męża), aby mi kogoś przysłał – za chwilę przyjdzie biskup Bronisław Dembowski – a zobacz, jaki tu bałagan!’’. Natychmiast chwyciłam za odkurzacz i ścierkę i uporałam się ze wszystkim. Zobaczyłam w tym wydarzeniu Bożą opatrzność, wszak Bóg nikogo w potrzebie nie zostawia bez pomocy.

Rok później, tj. w 1992 roku, Siostra Maria wysłała trzy osoby z naszej grupy na studia teologiczne do Gorzowa Wielkopolskiego. Buntowałam się, bo miałam już 50 lat i 30 lat pracy w szkole. Moja klasa zdawała maturę, więc wypełniłam druki na studia (te same, co moi uczniowie), lekarz szkolny podpisał mi świadectwo zdrowia i zawiozłam dokumenty do Gorzowa. Młody ksiądz, spotykając mnie na korytarzu uczelni, zapytał: „Czego pani szuka?”. A ja: „Kancelarii…”. „Po co pani kancelaria?” – zapytał znowu. „Przywiozłam papiery na studia…”. „Czyje?”. Ja: „Swoje…”. Może dziś kogoś ta rozmowa śmieszy, ale ja wtedy pomyślałam sobie: „Wezmę te papiery i już mnie tu więcej nie zobaczą!”. Jednak nie wyszłam, lecz miesiąc później pisałam egzamin wstępny na temat: ,,Aspekty moralne w IV Pielgrzymce Jana Pawła II do Polski”. Z naszej trójki sama wytrwałam do końca, ale to nie moja zasługa, tylko łaska Boża sprawiła, że się nie załamałam. Tam uczyłam się pokory jak nigdy dotąd, lecz nie chcę teraz o tym mówić.

Dlaczego o tym piszę? Chcę pokazać, jakimi trudnymi i zawiłymi ścieżkami Bóg nas prowadzi, i ile musi nas kosztować pójście za Nim. Tego właśnie nauczyła mnie Siostra Maria. Mówiła: „Chcesz Bogu powiedzieć «nie»?”. Przez pięć lat niemal co tydzień jeździłam do Gorzowa (199 km), pracując na półtora etatu w szkole, prowadząc wychowawstwo, będąc żoną i matką. W tym czasie codziennie byłam na Eucharystii, nie zaniedbując niczego. Dziś, patrząc na ten czas, sama się dziwię i nie mogę pojąć, jak to było możliwe…W nocy pisałam prace, uczyłam się, mimo że ze zdrowiem też nie było najlepiej (m.in. szpital, operacje, nawet zapalenie otrzewnej). Ciągle brałam silne leki na nadciśnienie (które stosuję do dziś), a po nich nie miałam siły wejść po schodach i serce kołatało jak szalone. Przyświecała mi jedna myśl: „Siostra Maria modliła się za mnie i Bóg tego chce!”. Wszyscy ludzie pukali się w czoło, że niby coś mi się poplątało – że w moim wieku? Nawet moja bliska koleżanka (mój rocznik, mama księdza – dziś już świętej pamięci) zapytała: „Czy masz zamiar żyć 80 lat?”. A ja na to: „Mogę umrzeć już dziś, ale powiedziałam Bogu «tak»…”.

W 1997 roku skończyłam studia, obroniłam pracę we Wrocławiu na temat: ,,Duch Święty jako źródło nawrócenia według encykliki Dominum et vivificantem”. W tym samym roku przeszłam na emeryturę po 35 latach pracy. Będąc na emeryturze, 4 lata uczyłam religii na pół etatu. Tu też miałam lekcję pokory (po ogólniaku trudne doświadczenia).

Teraz bawię wnuki, pomagam w Domu Rekolekcyjnym w Kunicach Żarskich od początku jego istnienia, tj. od 1992 roku. Dom Rekolekcyjny „W Duchu Świętym” był przez nas wymodlony – na seminariach ofiarowaliśmy w tej intencji dziesiątek różańca świętego codziennie o godzinie dwudziestej pierwszej. Dla mnie seminaria trwały 7 lat (wcześniej skończyłam teologię), a po śmierci Siostry Marii dokończył je z nami ksiądz Zbigniew.

Z Siostrą Marią zawsze się rozumiałyśmy, o wszystkim mi mówiła, wiązała ze mną nadzieje, nie chcę jej zawieść. Do dziś służę modlitwą wstawienniczą, prowadzę grupy dzielenia i głoszę konferencje, w zależności od potrzeb. Często jesteśmy zapraszani do posługi w innych miastach. Byliśmy m.in. w Krakowie u Pijarów, w Zakopanem, Czarnej k/Końskich, Chojnicach i Piotrkowie Trybunalskim. Jest nas pięć osób, które wyszły spod skrzydeł Siostry Marii, kontynuujemy jej dzieło.

Nikt nie zastąpi Siostry Marii, lecz tak jak umiemy, staramy się prowadzić jej dzieło. Formację duchową zdobywamy u jezuitów w Łodzi, czerpiąc siły i moc do pracy. W moim przypadku muszę odrobić zadanie domowe dane mi przez Siostrę Marię. To dzięki niej pokochałam Boga – stał się dla mnie Żywym i Działającym Bogiem – tu i teraz. Niech dobry Bóg wynagrodzi jej trud i przyjmie ją do swego Królestwa. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *