Halina Stroynowska – Otwarta na Ducha Świętego


Pamiętam pierwsze seminaria Odnowy w Duchu Świętym prowadzone przez Siostrę Marię dla grupy modlitewnej w Głogowie. Był rok 1984. Pogodna, uśmiechnięta kobieta, gorliwie, nie oszczędzając się, prowadziła nauczania i modlitwy wstawiennicze dla około 40 osób. Każdy musiał przerobić, przemodlić, przeżyć, nakarmić się tekstem z konkretnego dnia seminarium i wprowadzić go w życie. Siostra Maria była bardzo wymagająca, przez co wiele osób wykruszało się, ponieważ szli po linii najmniejszego oporu, mieli własne pomysły na życie.

To, co mówiła, dotykało naszych serc, chcieliśmy zmieniać zło w dobro, bardziej kochać, być świadkami Boga wszędzie, gdzie żyjemy. Była autentyczna we wszystkim, co mówiła i wymagała od nas tego, aby świadczyć nie tylko we wspólnocie, ale także w środowiskach dla nas trudnych, przede wszystkim we własnym domu. Maria była osobą bardzo otwartą, kiedy przyjeżdżałam do niej i stawałam w drzwiach, od razu mnie dostrzegała, witała i nie stwarzała żadnego dystansu. Człowiek przy niej otwierał swoje serce.

Jako młoda osoba przywoziłam zagubionych, młodych ludzi, chociaż sama dopiero zaczynałam stawiać pierwsze kroki. Wiedziałam, że Siostra Maria ma dla każdego jakiś sposób zbliżenia się do Boga, poznawania Go. I zawsze to działało. Tym, co mówiła, zachwycała, porywała do Boga. W jej domu były ,,obrotowe drzwi”, wciąż ktoś przychodził, wychodził, rano, po południu, wieczorem i w nocy. Dla niej nie było granic czasowych. Prowadziła seminaria, formację dla młodych, dla różnych grup modlitewnych, dla katechetów, spotkania z klerykami, księżmi, zakonnicami. Trudno to wszystko zliczyć. Poza tym miała indywidualne spotkania z ludźmi z całej Polski i zza granicy.

Pierwszym widokiem po wejściu do domu przy ulicy Średniej była ścieżka butów poustawianych od parteru do piętra, co świadczyło, że dom jest pełen gości. Rzadko było w nim pusto. Co zaskakujące, wszyscy, młodzi czy starsi, różnego stanu, z różnymi problemami i potrzebami, czuli się tam jak u siebie, jak w rodzinie. Kiedy czekało się w kolejce na modlitwę, rozmowę (często bardzo długo), Siostra mówiła: ,,Poprowadźcie spotkanie, módlcie się, sprawa trudna”. Włączała w te modlitwy wszystkich, którzy oczekiwali na jej posługę, a czekało się nieraz dwie, trzy, a nawet cztery godziny, niekiedy dłużej. Nigdy nie spotkałam nikogo, kto by narzekał.

Kiedy przyjeżdżałam do niej po pracy, po godzinie 20, mówiła: ,,Otwórz tu jakąś rybę, pokrój cebulkę, podaj kukurydzę, coś zjemy, ja chyba od rana nie jadłam” (dochodziła godzina 21). W międzyczasie opowiadała, jak wielkie rzeczy Bóg czyni w sercach ludzi, którzy Go szukają. Przy tej kobiecie wierzyłam, miałam pewność, że Bóg czyni cuda; że On żyje i działa, posyła i używa każdego; że nie ma przypadków dla człowieka wierzącego; że Bóg wykorzysta wszystko dla naszego dobra, jeśli otworzymy się na Jego działanie.

Poza sprawami indywidualnymi przyjeżdżali do niej ludzie w sprawach wspólnot modlitewnych, grup Odnowy, które wtedy rodziły się jak grzyby po deszczu i w związku z tym miały różne swoje trudności. Ona prosiła o to, aby klerycy już w seminarium przeżywali seminaria Odnowy i już w czasie swego przygotowania do kapłaństwa znali grupy, którymi będą się później opiekować.

W swojej pracy wyraźnie oddzielała funkcje, każdy miał swoje zadanie: ksiądz opiekun, lider, animator, uczestnik. Pokazywała kompetencje, tłumacząc jednocześnie, że każdy ma swoje obdarowanie, ale wszystko musi się wyrażać w posłuszeństwie, służbie i Kościele. Mówiła: ,,Jak ksiądz proboszcz nie chce, to nie tylko módlcie się, ale popatrzcie – może on zmęczony, może trzeba mu w czymś pomóc, zaproście go do swojego domu, niech pozna wasze problemy, a Bóg sam resztę załatwi”. I tak często było, że nawet ci nieprzejednani, widząc świadectwo służby i miłości, a nie dewocji, zmieniali zdanie i otwierali serce na Odnowę.

Otwarta na Ducha Świętego – tak bym określiła Siostrę Marię. Umiała słuchać i człowieka, i Ducha Świętego, który o nim mówił. Przez Jego obecność ona miała poznanie, jak On chce tego człowieka prowadzić, jak chce w nim działać. Duch Święty, Pocieszyciel – ile osób przez nią było świadkiem pocieszenia, podniesienia z nędzy, z grzechu. Wystarczyło popatrzeć na twarze ludzi, którzy wychodzili z modlitwy – w ich oczach było niebo. Widziałam to. Pociągało mnie wszystko, co robiła dla innych, powodowało, że w różnych trudnych sytuacjach wracałam do niej na modlitwę, na rozmowę. Jej sposób mówienia o Bogu zadziwiał mnie i porywał. Doświadczałam tej przedziwnej obecności Boga, który działa tu i teraz. W Żarach nie było przypadkowych spotkań, wszystko tworzyło jakby krąg, który ogarniał nasze serca pragnieniem, aby głosić Boga, mówić o Nim. Choć Go jeszcze dobrze nie znałam, byłam pociągnięta Jego miłością.

Na pierwszej modlitwie wstawienniczej otrzymałam wolność w sercu, przekonanie i doświadczenie, że Bóg jest przy mnie i mnie prowadzi. Nabrałam wiary, słuchając tego, co mówi. Widziałam, że Bóg działa na różne sposoby i w Siostrze Marii miał dobre narzędzie. Przy niej odczuwałam obecność Boga, który działa tu i teraz.

Szukałam swojej drogi w życiu, a ona mówiła do mnie ,,Szukajcie wpierw królestwa Bożego, a wszystko inne będzie wam przydane”. Nie były to tylko puste słowa, potwierdzało je świadectwo życia. Przychodziły do mnie wątpliwości: ,,Czy jest jakiś sens i cel mojego życia?”, a ona na modlitwie mówiła mi o pięknym Bożym planie wobec mnie; o tym, że On sam mnie poprowadzi, jeśli Mu zaufam. Nie wiedziałam, co robić w różnych sytuacjach w swoim życiu, ona odpowiadała: ,,Pytaj, a Bóg ci będzie odpowiadał, Bóg wie o wszystkich twoich kłopotach”. W takich trudnych momentach pytała: ,,A czy Pan Bóg o tym wie? Jeśli wie, jeśli Mu powiedziałaś, to On ci odpowie!”.

Innym razem, kiedy odczuwałam swoją samotność i niezrozumienie, wskazała mi Pana Jezusa, bo On najlepiej mnie rozumnie, gdyż przeżył najgłębszą samotność. Dzięki świadectwu Siostry Marii wiedziałam, że Bóg chce dla nas największego dobra i dlatego pytałam Boga, jak ma wyglądać moje życie. Chciałam Mu służyć, chciałam być blisko Niego. Wiedziałam, że mam trzy możliwości wyboru drogi życiowej, kiedy było we mnie to zdeterminowanie, zdecydowanie na wszystko, co Bóg dla mnie przygotował, po różnych swoich doświadczeniach. Wiedziałam, że słuchając Boga, dokonam najlepszego dla siebie wyboru. Mówiłam Mu: ,,Pokaż mi, jeżeli to ma być zakon – przyślij mi zakonnicę, która w jakiś sposób pociągnie mnie do Ciebie”. Tak się jednak nie stało. Będąc w Kościele, po Komunii Świętej, usłyszałam głos w swoim sercu i przynaglenie, żeby odwrócić się w prawą stronę. Zobaczyłam klęczącego chłopca z przewieszoną przez ramię torbą i usłyszałam słowa: ,,To jest człowiek dla Ciebie”. Pomyślałam, że zwariowałam, odsuwałam tę myśl intensywnie. Ale ona spokojnie, łagodnie wchodziła w moje serce. Wtedy powiedziałam Jezusowi, że jeżeli ten chłopak jest dla mnie, to niech podejdzie do mnie i mi się przedstawi, i… tak się stało. Nieznany mi wcześniej chłopak podszedł do mnie i się przedstawił. To, co usłyszałam w sercu, Bóg mi potwierdzał.

1 lipca mój przyszły mąż oświadczył mi się, a 5 sierpnia w czasie pielgrzymki do Częstochowy wzięliśmy ślub. Wszystko, na co się decydowaliśmy, poddawaliśmy rozeznaniu. Szukaliśmy zwykłych znaków, ale i na modlitwie rozeznawaliśmy wolę Bożą. Właśnie tego nauczyła nas Siostra Maria. Była między nami łączność, towarzyszyła nam w różnych momentach naszego życia przez swoją modlitwę i rozeznanie. Zaprosiła mnie też do modlitwy za innych i tak przez nią zachęcona modliłam się wstawienniczo w Głogowie i później w Żarach. To ona widziała mnie w tej posłudze.

Urodziły nam się dzieci, przeżywaliśmy różne problemy, trudności i jechaliśmy z nimi do Siostry Marii, przez którą zawsze otrzymywaliśmy od Boga światło i wiedzieliśmy, co robić dalej. Mając małe dzieci, zagubiliśmy modlitwę poranną i zaczęliśmy się kłócić, brakowało nam cierpliwości do siebie i dzieci. Ona od razu znalazła przyczynę i powiedziała nam, że jeżeli nie rozpoczynamy dnia z Panem Bogiem, prosząc o opiekę, to jak możemy myśleć, że dożyjemy spokojnie wieczora.

W 1990 roku uzyskano pozwolenie i błogosławieństwo na prowadzenie Domu Rekolekcyjnego w Żarach. Siostra Maria była z tego powodu bardzo szczęśliwa, ponieważ jej dom nie mógł pomieścić wszystkich ludzi, którzy przyjeżdżali w różnych potrzebach. Był to dom jej marzeń i oczekiwań. Mówiła o tym, że pragnie, aby w tym domu nieustannie służono modlitwą wstawienniczą o każdej porze dnia i nocy. Pragnęła, aby była tu wspólnota, która modli się, prowadzi rekolekcje i formacje dla grup Odnowy w Duchu Świętym.

Jesienią 1994 roku przyjechałam do Siostry Marii z pragnieniem znalezienia miejsca dla naszej rodziny, w którym mamy mieszkać, żyć, służyć Panu Bogu. Byliśmy we wspólnocie w Głogowie, w różnych posługach, ale chcieliśmy żyć w jakiejś wspólnocie, mieszkać razem. Robiliśmy ku temu pewne kroki, ale nic z tego nie wychodziło. Z tą sprawą przyjechałam na modlitwę do Marii. Siostra miała podczas niej widzenie: zobaczyła pełen radosnych, rozśpiewanych ludzi pociąg, w którym jesteśmy z dziećmi. Pociąg zatrzymuje się na stacji Kunice, na której ona na nas czeka z otwartymi ramionami. Wychodzimy z pociągu, a ona prowadzi nas przed lokomotywę i okazuje się, że dalej nie ma torów. Mój mąż od razu zrozumiał, że to jest pomysł Pana Boga dla nas. Po modlitwie poczyniliśmy pewne kroki, znaleźliśmy ziemię, nad którą pomodliliśmy się i otrzymaliśmy słowo z Księgi Tobiasza: ,,Panie, pozwól nam dożyć spokojnej starości”. Zrozumieliśmy wtedy, że jest to miejsce dla nas. Trzeba jeszcze dodać, że nie mieliśmy w ogóle pieniędzy – wszystkie oszczędności wydaliśmy na projekt domu i działkę, a mąż własnymi rękoma wykopał fundament – to było wszystko, co mieliśmy. Zaczęliśmy się modlić. W ciągu pół roku pieniądze spadły nam z nieba – dostaliśmy spadek od rodziny z Ameryki. Dom stanął w stanie surowym. W jubileuszowym roku 2000, dalej się modląc, dostaliśmy wyrównanie spadku i za tę kwotę wstawiliśmy okna, a później własnymi siłami zaczęliśmy prace wykończeniowe.

W 2001 roku zamieszkaliśmy w Domu Rekolekcyjnym i przebywaliśmy w nim cały rok. Skorzystaliśmy z otwartości księdza Zbigniewa Tartaka, który w tamtym czasie był gospodarzem. Pomagaliśmy przy prowadzeniu rekolekcji, służąc modlitwą wstawienniczą. Naocznie spełniała się wizja przywitania nas przez Siostrę Marię na stacji w Kunicach. Znaleźliśmy wspólnotę ludzi o otwartych sercach. Pan Bóg spełnił każde nasze marzenie i dał nam o wiele więcej. Od 2002 roku mieszkamy w swoim domu, który znajduje się 200 metrów od Domu Rekolekcyjnego, w którym do dziś służymy.