Bp Paweł Socha CM


Świadectwo wygłoszone podczas sympozjum na temat życia i działalności Marii Jurczyńskiej, zorganizowanego 20 marca 2011 roku w domu rekolekcyjnym w Żarach-Kunicach.

 

Maria Jurczyńska – liderka Odnowy w Duchu Świętym

Towarzyszyłem Siostrze Marii od 1976 roku1.  Gdy uwzględni się fakt, że Odnowa w Duchu Świętym w katolickim wydaniu zaczęła działać w Polsce w 1974 roku, to mój kontakt z Siostrą Marią zaistniał niemal u samych początków ruchu charyzmatycznego w naszym kraju. Początki te miały związek ze spotkaniem Siostry Marii z księdzem Marianem Piątkowskim, który był ojcem duchownym kleryków w poznańskim seminarium i należał do pionierów promujących Odnowę w Polsce. Mnie również był znany, gdyż spotykaliśmy się na różnych zjazdach wychowawców seminariów duchownych.

Wiedziałem od Siostry Marii, że w młodości jej spowiednikiem był ksiądz Stanisław Kobyłecki, który w latach 1957-1968 pełnił funkcję ojca duchownego księży studentów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, mieszkających w konwikcie duchownych. Był on także moim spowiednikiem w latach 1958-1962. Można więc powiedzieć, że mieliśmy z Siostrą Marią wspólnego spowiednika. Kiedy mówiła mi o swoich wyżej wspomnianych kierownikach duchownych, a także dobrze mi znanym przełożonym księży filipinów w Gostyniu, księdzu Józefie Jurze, zdawałem sobie sprawę, jak światłych i Bożych ludzi wybierała sobie na przewodników duchowych.

Wierna Kościołowi świętemu

W młodości była wychowanicą sióstr niepokalanek i tylko wojna przeszkodziła jej w rozwoju powołania i oddaniu się Bogu całkowicie jako siostra zakonna. Po wybuchu wojny trzeba było szkołę sióstr opuścić i podjąć pracę dla ratowania rodziny.

Pierwszą długą rozmowę, o którą poprosiła, przeprowadziłem z Siostrą Marią 28 stycznia 1979 roku. Wtedy opowiedziała w skrócie historię swojego życia, a także poruszyła bieżące problemy dotyczące formacji świeckich. Wówczas rozpoznałem rys charakterystyczny, świadczący o autentyzmie jej więzi z Bogiem: zawsze pragnęła być w jedności z przełożonymi Kościoła i niczego nie chciała podejmować bez porozumienia z kapłanami, a szczególnie z biskupem miejsca. Dlatego właśnie przybyła do Gorzowa Wielkopolskiego, żeby rozmawiać o problemach Odnowy w Duchu Świętym z biskupem. Przed podziałem diecezji w 1972 r., gdy Żary należały do archidiecezji wrocławskiej, jeździła z prośbą o radę i pomoc do kardynała Henryka Gulbinowicza. Problemy wiary i jej rozwoju przez pracę w ruchach zawsze chciała załatwiać z przełożonymi. Świadczy to o rozwiniętym u niej zmyśle Kościoła. Wierny świecki w Kościele nie działa na własną rękę. Najpierw stara się o błogosławieństwo przełożonego. Dla tych bowiem, którzy pracują w służbie ewangelizacji, struktura Kościoła i błogosławieństwo przełożonych jest zewnętrznym potwierdzeniem, że takie osoby znajdują się na słusznej drodze. Kiedy tego błogosławieństwa nie ma, mogą powstać różne problemy z poprawnością wiary i modlitwy. Siostra Maria szukała oparcia w przełożonych Kościoła świętego. Informowała o wielu sprawach listownie, a jeśli jej czas pozwalał, to przyjeżdżała do Gorzowa, by omówić trudniejsze problemy.

Niektóre jej listy były bardzo obszerne – ich treść obejmowała sześć albo osiem stron. Wtedy przedkładała dosyć szczegółowo swoje działania związane z pracą formacyjną w Żarach, w Zielonej Górze, a także na terenie całej Polski. Wspominała też księży, którzy już w Odnowie pracują albo są tym ruchem zainteresowani. Taka korespondencja trwała od 1976 do 1983 roku. Potem listy były znacznie krótsze. Z następnych lat w moim archiwum nie zostały żadne pisemne informacje poza świątecznymi życzeniami. Na okres 1981-1991 przypada bowiem taki nawał pracy, że już nie miała czasu na pisanie i na żaden odpoczynek, nawet konieczny dla zdrowia. Często w liście powiadamiała, że pisała go w nocy, a przed wysłaniem rano jeszcze jej się przypomniało coś, co trzeba dopisać. Często listy przesyłała przez tzw. okazję. Na przykład za pośrednictwem siostry Ireny Skibickiej, która jeździła do Żar do katechetów. W początkowych latach formacji Odnowy w Duchu Świętym w Żarach i w Zielonej Górze jej częste pisanie odbierałem jako prośbę o potwierdzenie ze strony autorytetu Kościoła, że jest na właściwej drodze. Nieraz dzieliła się również problemami, jakie napotykała w Żarach.

Kiedy Pan Bóg kogoś wybiera, nie daje mu łatwej drogi. Istnieli także przeciwnicy Odnowy w Duchu Świętym, również wśród duchownych. Były to czasy, kiedy ten ruch ze względu na swą nowość i funkcjonowanie protestanckiej gałęzi zielonoświątkowców budził wiele obaw i niepokojów. Taki konflikt miał miejsce również na terenie Żar. Siostra Maria zawsze w takiej sytuacji udawała się do biskupa! I niejednokrotnie trzeba było te konflikty łagodzić i chronić ją autorytetem duszpasterskim.

Kiedy Bóg kogoś wybiera, doświadcza go, a największą próbą jest sytuacja, kiedy cierpienie przychodzi od ludzi Kościoła albo nawet jego władz. Pamiętamy, że Święty Ojciec Pio otrzymał ze strony instytucji watykańskiej zakaz spowiadania i publicznego odprawiania Mszy Świętych. Kiedy człowiek w takich warunkach podda się i jest posłuszny, jak Chrystus Ojcu, wtedy weryfikuje się jego autentyczna świętość, czyli posłuszeństwo aż do krzyża, aż do śmierci. Jezus poddał się Ojcu w sytuacji, gdy Ten skierował Go na krzyż. Jezus modli się: „Jeśli to być może, niech ode mnie odejdzie ten kielich”. Największą próbą jest więc sytuacja, kiedy człowiek doświadcza największych trudności od kogoś, kto powinien go wspierać, a tego nie czyni. Wspominam o tym, aby lepiej zrozumieć duchowość i dojrzałość duchową Siostry Marii. Jej postawę posłuszeństwa odczytuję jako wysoki stopień duchowej dojrzałości i osobistej świętości!

W zbiorach mojej korespondencji z Siostrą Marią Jurczyńską zachowała się kartka pisana na maszynie z prywatnymi ślubami, które też nazywa zobowiązaniami, jakie podejmowała najprawdopodobniej po odprawionych medytacjach na dany temat. Mówiła mi, że nieraz jedną ręką trzymała dziecko i karmiła je, a w drugiej ręce trzymała dzieła św. Jana od Krzyża. Mówiła, że przeczytała i przemodliła dzieła mistyków karmelitańskich. Spotykamy się więc nie z osobą, która miała tylko jakieś wizje, osobiste objawienia, ale z kimś realnie stąpającym po ziemi, kto przez całe życie prowadził formację duchową.

Na wspomnianej kartce jest zanotowana odręcznie data 3 czerwca 1984 roku. Tekst brzmi następująco: „Prywatne śluby (zobowiązania), każdy podjęty po uprzedniej heroicznej pracy tak długo, aż sam Bóg – w łasce chwili – dał przeżyć jakby wlanie, pełnię tegoż – tak silnie, że ślub musiał nastąpić! – a potem w życiu… wystarcza przypomnienie natychmiastowe aktualnego ślubu, by bez trudu w nim być i ze świadomością łaski tej – wielbić Pana – jego realizacją z wewnętrzną wolnością… (z miłością nieustanną też i stąd radość).

A oto lista tematów składanych ślubów pisanych w słupku:

Wiary, Pokoju, Chwały Bożej, Ufności, Posłuszeństwa Ojcu Duchownemu, Deus Solus, Czystości (ofiary), Woli Bożej, Miłości, Radości, Heroizmu, Życia Modlitwy, Wierności, Apostolstwa własnej duszy, Apostolstwa bliźnich, Wyrzeczenia, Umartwienia, Ubóstwa, Dziękczynienia, Uwielbienia, Sodalis sum Maria, Przebaczenia, Dobrej Woli, Dobrze + Chętnie + Radośnie, Kontemplowania, Duchowi Świętemu Wierności, Pomocnika Maryi, Służby bliźnim, Cierpliwości, Długomyślności bliźnim, Długomyślności względem siebie, Hic et nunc, Nieobojętności, Pokory, Ofiary, Ofiary per, cum, in Christo, Nieodmawiania, Nieprzywiązywania się do osób, Jednakowa miłość, Miłość cała aktualnie, Wdzięczności bliźniemu, Wdzięczności Bogu, Usłuchania głosu Pana, Wolności wnętrza, Nieprzywiązywania się do czynności, Niezniechęcania się, Gorliwości, Zasługi duszom czyśćcowym, Niewybierania intencji.

Teraz pracuję nad tym: Gotowości – przygotowania wewnętrznego, Dobroci, Łagodności – nie mogę jeszcze na piątkę.

Bez potrzeby niemówienia, Milczeć w stałych godzinach 12.00 – 15.00 (Konanie Pana Jezusa szczególnie), Co dzień Droga Krzyżowa, Co dzień całą część różańca (Staś), Nienarzekania na zmęczenie, Nienarzekania na ból fizyczny, Nienarzekania na ból duchowy”. Przy ostatnich postanowieniach na marginesie jest własnoręczny dopisek: „marnie”. Podpis własnoręczny: Maria.

Widać tu nieprawdopodobną szczerość, to wylanie duszy na zewnątrz. Są to tylko hasła, ale treść za nimi ukryta daje wyobrażenie, jak daleko Siostra Maria była posunięta w rozwoju duchowym. Przytaczam powyższy tekst celowo, by w formie wprowadzenia zobrazować sylwetkę duchową osoby, która prowadziła systematyczną pracę nad sobą i przez ducha modlitwy osiągała stany kontemplacji.

Rozmowy z Marią Jurczyńską i korespondencja

Zachowały się notatki z pierwszej rozmowy przeprowadzonej w rezydencji biskupiej w Gorzowie Wielkopolskim 28 stycznia 1979 roku. Wcześniej znałem ją z korespondencji, a wtedy dowiedziałem się, kim jest pani Maria i poznałem wiele faktów z historii jej życia, m.in. o przynależności do grupy charyzmatycznej prowadzonej przez księdza Mariana Piątkowskiego z Poznania.

Jej spowiednikiem i kierownikiem duchowym był ksiądz Józef Jura – przełożony filipinów w Gostyniu. Siostra Maria bardzo często do niego jeździła. Był to znany rekolekcjonista, człowiek o wielkiej kulturze duchowej, jako przełożony w Gostyniu posługiwał przez ponad dwadzieścia lat. Znałem go osobiście, przyjaźniliśmy się i uważam, że Siostra Maria wybrała sobie bardzo dobrego spowiednika, który doskonale mógł jej pomóc w formacji. Sam też w Gostyniu odprawiałem rekolekcje przed święceniami biskupimi. Ksiądz Józef spowiadał wielu księży i wiele sióstr, do których dojeżdżał do Poznania. Był to kapłan wielkiej klasy.

Siostra Maria miło wspominała księdza proboszcza Lisowskiego z Żar. W rozmowie mówiła, że pojawiają się trudności ze spowiednikami dla formujących się w ruchu charyzmatycznym. Brakuje bowiem kapłanów, którzy chcieliby podjąć się kierownictwa duchowego członków Odnowy w Duchu Świętym. Przyjechała prosić o pomoc i wskazanie księży, którzy mogliby taką pomocą służyć. Członkowie Odnowy w Duchu Świętym potrzebują stałego kierownictwa duchowego doświadczonych spowiedników i takich kapłanów, którzy chcieliby podjąć się tego zadania. W tej dziedzinie jest wiele do zrobienia.

Prosiła także o wyznaczenie księdza Władysława Kleszcza na spowiednika dla wspólnoty charyzmatycznej z Żar. W liście napisanym do mnie 13 marca 1978 roku prosiła, aby ksiądz Władysław Kleszcz otrzymał na piśmie polecenie – nakaz duszpasterskiego opiekowania się ruchem „Odnowy życia” pod wezwaniem św. Michała Archanioła w Żarach.

Dla podkreślenia znaczenia Odnowy dla Kościoła przytoczyła w liście wypowiedź Pawła VI do uczestników Międzynarodowej Kongregacji Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej w Rzymie z 19 maja 1975 roku: „Dzisiaj albo się przeżywa swoją wiarę głęboko, z energią i radością, albo też wiara zgaśnie!…, a więc Laetati bibamus sobriam profusionem Spiritus (Radośnie pijmy wylanie Ducha) – i to jest formuła, która stanowi dla waszego ruchu pewien program, sprawdzian i życzenie”. Proszę zwrócić uwagę na to, jak Maria sprawnie posługiwała się łaciną – uczyła się tego języka i była też dobrze przygotowana filologicznie.

Zapraszała mnie też wtedy do udziału w rekolekcjach dla wspólnoty charyzmatycznej z całej Polski, które w Gostyniu miał prowadzić ksiądz Marian Piątkowski w dniach 5-8 maja 1978 roku.

List z 26 marca 1978 roku zaczyna się od słów: „Uwielbiajmy Chrystusa Pana i głębokość Jego Ofiary i w łasce współcierpienia. Tylko cierpieć, radując się i radować się, cierpiąc, można być per, cum et in Ipso Miłością, Ofiarą. I tylko taki pokarm syci dusze nieśmiertelne”. Dalszy ciąg dotyczy problemów duszpasterskich parafii i zachęty zawartej w liście pasterskim o modlitwie rodzinnej. Porusza też problem rozwoju grup parafialnych, szczególnie modlitewnych. Podaje także sprawozdanie z pracy formacyjnej grup w Zielonej Górze i Żarach. Wiele dobrego Siostra Maria pisze także o swoim mężu, który był już wtedy katechetą bardzo oddanym Kościołowi i wychowaniu młodzieży (spotykaliśmy się zresztą na kursach katechetycznych w Rokitnie, gdzie Maria miała swoje wykłady dla katechetów).

List z 3 maja 1978 roku porusza sprawę opieki duchowej ze strony księdza Władysława Kleszcza oraz 25-lecia kapłaństwa księdza Józefa Jury z Gostynia, przypadającego 16 maja tego roku.

W listach Siostra Maria wspominała także o swojej posłudze względem kapłanów i po jednej rozmowie z nimi, w liście z 1 sierpnia 1979 roku, bardzo słusznie wspomina o błędnym myśleniu niektórych księży wikariuszy: „Oni są przekonani, że trzeba oglądać wszystkie filmy, przeczytać wszystką i wszelką literaturę młodzieżową, nasiąknąć parodią…, no, no inaczej wspólnego języka z młodzieżą nie znajdą – jeżeli nie – omal nie stoczą się do ich (o tych trudnych mówię) poziomu życia i bycia… A wszystko dlatego, że liczą na siebie, na to, że to oni w ten sposób przygotowują się do nawrócenia i uświęcenia młodzieży. Trzeba będzie niejednego księdza tak przestawić i zakotwiczyć, nie według własnych spekulacji naiwnego zaprawdę rozumowania, ale na Chrystocentryzm! Teocentryzm! Oni i tak nic (lub prawie nic) nie dokonają, powołując się na Chrystusa, – a i sami siebie zgubią. Oni mają, muszą zejść, cofnąć się na pozycję zerową: zobaczyć Boga! Doświadczyć Boga! Bogu samemu dać inicjatywę i wolną rękę, i stać się li tylko narzędziem Bożej Miłości, Mądrości… – w świętej, całkowitej ufności, więc w radości zmartwychwstania dusz im powierzonych oraz w świętej, całkowitej obojętności w woli Bożej, czyli w wolności osobistej, wewnętrznej, jako alter Chrystusowie. I wtedy dopiero zrozumieją, że dawanie odpowiedzi na młodzieżowe problemy zdobywa się nie w do późnej nocy oglądanym telewizorze i w zatruwaniu duszy kapłańskiej śmietnikiem lektur, bo interesujących młodzież, ale u stóp tabernakulum i tego Osamotnionego na ołtarzach i Tego, który jest (ma być) w ścianach naszych serc, jako praktyczne, rzeczywiste promieniowanie Trójcy Świętej tam obecnej…”. Mocne słowa, wyrzeczone z miłości do kapłanów! Tak pisze do biskupa i to nie jest jedyny taki list.

Kiedy upominamy my, biskupi, czynimy to z urzędu, jako przełożeni kapłanów. Kiedy ona tak mówiła, niektórzy się oburzali, ale wielu duchownych przyznawało jej rację i podejmowało zobowiązania do modlitwy i ciągłej formacji duchowej. Potem przechodzili z antropocentryzmu na teocentryzm. Bo my z natury po grzechu pierworodnym jesteśmy antropocentryczni (antropos – po grecku człowiek), co oznacza, że w centrum staje nasze ludzkie ja. Chrześcijaństwo natomiast to chrystocentryzm, czyli postawienie siebie w roli nieużytecznego sługi Chrystusowego. Taka postawa winna dotyczyć szczególnie księży i biskupów. Wtedy dopiero Pan Bóg może coś przez nas zrobić. Z chwilą, kiedy człowiek jest skoncentrowany na sobie, następuje blokada Bożego działania.

Siostra Maria podaje też ciekawą definicję wiary: „Wiara to łaska uwierzenia, że Bóg mnie kocha. Dopóki człowiek w to nie uwierzy, to wszelkie mówienie, próby zrozumienia są fikcją. Trzeba człowiekowi pokazać, że wszelka miłość, jaką spotyka się wśród ludzi, może zawieść. Natomiast Bóg ze względu na to, że jest święty, że nas stworzył, odkupił, że dał nam swojego Syna, musi nas kochać. Oto dlaczego cierpię. To właśnie jest miłość. Wszystko, co się dzieje w moim życiu, ma sens, gdy patrzę na krzyż Chrystusa i na Jego miłość”. Taka definicja wiary rzeczywiście posiada teologiczną głębię.

Gdy opisuje owoce modlitwy wstawienniczej, liczne nawrócenia i uzdrowienia w liście z 6 października 1979 roku, wyrywają się jej słowa: „Nieustanne uwielbienie Boga staje się naszą drugą naturą, jakimś niewyrażalnym stygmatem pokornej – wdzięcznej miłości małego człowieka, będącego świadkiem objawienia się mocy wielkiego Boga. Proszę zwrócić uwagę na pokorę: ja – nic, a Bóg – wszystko. Oto warunek skuteczności”.

List z 29 stycznia 1980 roku opisuje pracę formacyjną w parafii Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze. Tu Siostra Maria miała pełną swobodę i poparcie ze strony księdza proboszcza Konrada Herrmanna i jego współpracowników, a także innych kapłanów z Zielonej Góry.

W tekście z 3-10 lutego 1980 roku opisane jest 21 uzdrowień. To załącznik w postaci maszynopisu, abym przekonał się, jak owocne jest działanie Ducha Świętego w duszach ludzkich.

W 1980 roku i następnych latach ujawnia się nieprawdopodobny dynamizm w pracy apostolskiej Siostry Marii. Jeździła do Łodzi, do seminariów, do różnych klasztorów, do sióstr niepokalanek w Wałbrzychu, na kursy katechetyczne do Rokitna, do Magdalenki, gdzie mieściło się krajowe centrum Odnowy w Duchu Świętym, i wszędzie wygłaszała konferencje, posługiwała modlitwą wstawienniczą, dokonywała mocą Ducha Świętego wielu uzdrowień.

Piękne świadectwo o działalności Siostry Marii w seminarium w Obrze podaje brat Marek Okołowski – oblat: „Pierwszy raz spotkałem się z Siostrą Marią w Magdalence pod Warszawą, na zjeździe animatorów Odnowy z całej Polski. Później jej przyjazd do Obry, kilkugodzinne oczekiwanie w kolejce na spotkanie z nią. Pytania: co, jak? Uśmiech radości na twarzach tych, którzy wychodzili od niej. A muszę powiedzieć, że było ich ponad pięćdziesięciu kleryków i nie tylko. Nasze spotkania z nią ciągnęły się do późnych godzin nocnych. Były to spotkania w wierze, zaufaniu i miłości. Mogliśmy namacalnie odkryć, że jesteśmy kochani. Podczas modlitwy za nas widzieliśmy ją jako dobrą matkę. Miłość, z jaką to czyniła, przenikała nas do głębi. Czuliśmy to. Jakbyśmy byli zmuszeni do łączności w modlitwie i miłości, której doświadczyliśmy, a którą dał Pan. Na pierwszy rzut oka dało się w niej odczuć przede wszystkim postawę służby i jej bezinteresowność. Nie chcę już więcej pisać, gdyż naprawdę trudno jest uchwycić dar łaski, jakiego doświadczyliśmy podczas pobytu Siostry Marii. Między innymi tym darem jest wielkie pragnienie życia zjednoczonego z Duchem Świętym, z Duchem Jezusa Chrystusa, który został nam dany na chrzcie świętym, abyśmy z Nim żyli, w Nim i z Nim się modlili”.

Warto wspomnieć księży, którzy mieli duży wpływ na rozwój duchowy Siostry Marii:

Ksiądz Józef Jura – wieloletni przełożony księży filipinów z Gostynia – jej stały spowiednik;

Ksiądz Marian Piątkowski – moderator Odnowy w Duchu Świętym w Poznaniu, były ojciec duchowny kleryków, potem proboszcz w Tulcach pod Poznaniem;

Ksiądz Jerzy Świątek – ojciec duchowny seminarium duchownego w Łodzi;

Ojciec Leonard Głowacki – prowincjał oblatów Maryi Niepokalanej;

Ojciec Józef Kozłowski – jezuita z Łodzi.

Nie można pominąć jej wizyty u Ojca Świętego Jana Pawła II wraz z liderami z Polski 7 maja 1981 roku, sześć dni przez zamachem na jego życie. Jak sama opisuje w liście z 30 sierpnia 1982 roku, Ojciec Święty w obecności pięciu kapłanów z Polski na prywatnej audiencji powiedział do Siostry Marii, biorąc jej dłoń w swoje dłonie: „Nie tylko pozwalam, ale dziękuję za tę służbę kapłanom i klerykom i zakonom, i bardzo proszę, aby siostra to czyniła, bo Bóg tak chce i w tym celu udzielam swego specjalnego błogosławieństwa”. Często potem odwoływała się do tych słów. Mówiła, że otrzymała bezpośrednie błogosławieństwo od Ojca Świętego do tej pracy. Później właściwie nie musiałaby już o nic pytać biskupa… Ale pytała!

Ostatni zachowany w moim archiwum list pochodzi z 23 czerwca 1983 roku, a więc został napisany trzynaście lat przed jej śmiercią. Jest to relacja o ukonstytuowaniu się w naszej diecezji Odnowy w Duchu Świętym oraz informacja o księdzu profesorze Ryszardzie Łaszczu, który został koordynatorem Odnowy dla kapłanów diecezji gorzowskiej. Siostra Maria załączyła projekty rekolekcji oraz I Ogólnopolskiego Kongresu Odnowy w Duchu Świętym na Jasnej Górze w dniach 14-16 października 1983 roku. Na tym kongresie zgromadziło się wtedy około trzech tysięcy uczestników, a słowo Boże głosił ksiądz prymas. Ja także odprawiałem tam Mszę Świętą.

Siostra Maria była wszechstronnie zainteresowana problemami Żar: kwestią budowy nowego kościoła na osiedlu (obecnego kościoła św. Józefa Oblubieńca), przejęciem kościoła luteran, a także przejęciem od narodowców kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa – w roku 1979 i latach następnych. Marię interesowało wszystko, co dotyczyło dzieła zbawienia. Rozmawiała na te tematy także z inżynierami, mecenasami. Przytaczała ich opinie. Jak więc widać, była osobą bardzo głęboko zaangażowaną w życie Kościoła i miasta. Duch Święty popychał ją do takiej troski. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że duchowni diecezjalni oraz osoby życia konsekrowanego stanowią fundamenty dzieła ewangelizacji. Im też poświęciła się bez reszty.

Gdy uwzględni się stan zdrowia Siostry Marii, postępujące trudności w chodzeniu i wiele innych dolegliwości, o których nie mówiła nikomu poza rodziną, to w zdumienie wprawia jej gorliwość w spędzaniu niemal całych nocy na rozmowach i modlitwach w intencji osób, które przybywały do niej po radę i wsparcie modlitewne.

Doświadczyła też wiele cierpień i upokorzeń – najczęściej ze strony osób duchownych. Nie skarżyła się, a tylko polecała Bogu tych ludzi, świadoma, że takie cierpienie jest potrzebne. Raz napisała mi, że pojawiło się jakieś krzywdzące ją ogłoszenie, ale – dodała – „ja się modlę”. Na wszystkie ataki, jakie ją dotykały, odpowiedzią była tylko modlitwa.

Gdy otrzymała list dziękczynny za pracę i modlitwę w jednym z seminariów, wówczas napisała do mnie, że bardziej cieszą ją słowa krytyki, niż tego rodzaju listy. Trochę się zań wstydziła…

Żona i matka, zatroskana o ducha wiary w ludzkich sercach, liderka Odnowy w Duchu Świętym, szanowana przez tych, którzy zawdzięczają jej nawrócenie i odkrycie, jak Bóg ich miłuje.

Marzyła o założeniu wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym jako odrębnej organizacji ewangelizacyjnej. W tym celu opracowywała materiały formacyjne, które miały stanowić fundament duchowego budowania członków tej wspólnoty. Jako kontynuatora swojego dzieła widziała księdza Zbigniewa Tartaka. Chociaż do założenia takiej wspólnoty nie doszło w sensie formalnym, to jednak grono ludzi, którzy korzystali z jej posługi, jest bardzo liczne i kontynuuje jej dzieło.

Myślę też, że powstały w Kunicach dom stanowi jakąś formę wspólnoty, o której marzyła nasza Siostra Maria Jurczyńska. Jej duch jest tu zawsze żywy, a podtrzymuje go szczególnie ksiądz Zbigniew Tartak, duchowy syn, który ten dom zakładał i często tu przybywa z rekolekcjami, a także obecny ksiądz dyrektor, Artur Adamczak.

Myślę, że Siostra Maria patrzy na nas z nieba i cieszy się, że nie tylko jej dawni słuchacze i uczestnicy spotkań modlitewnych gromadzą się w Kunicach i w innych regionach diecezji i całej Polski. Raduje ją, jak sądzę, że ruch Odnowy w Duchu Świętym w naszym kraju i w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej działa bardzo prężnie dla dobra duchowego wiernych. Jesteśmy też pewni, że z nieba wyprasza nam wiele łask, byśmy mieli moc i mądrość od Ducha Świętego do kontynuowania jej dzieła.