MENU:

Strona główna
 
Siostra Maria
 
Wspomnienia
 
Rekolekcje
 
Kontakt
 
Ważne info.
 
Świadectwa
 
Galeria
 
M. wstawiennicza
 
Linki
 
Dojazd do Domu
 
Geneza Odnowy
 


Charyzmatyczka Maria z Żar - życie, pisma, świadectwa
Maria Jurczyńska (1919 – 1996), zwana Siostrą  Marią, była żoną i matką pięciorga dzieci. Od końca lat 70. ...

 

KIM BYŁA MARIA Z ŻAR?

        21 marca 1996r. - pierwszy dzień wiosny. W kaplicy pw. Miłosierdzia Bożego w Żarach przed ołtarzem trumna z ciałem śp. Marii Jurcvzyńskiej. Msza św. z udziałem ponad 20 księży. Głównym celebransem był koordynator Odnowy w duchu Świętym  w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, ks . Eugeniusz Drzewiecki. Kazanie wygłosił ks. Zbigniew Tartak - opiekun Odnowy w Duchu Świętym w Żarach, którego Maria wprowadziła w rozumienie doświadczenia Odnowy. Kościół wypełnili wierni z różnych stron naszej diecezji, a także m. in. z Warszawy, Łodzi, Poznania. Przyjechali aby towarzyszyć w ostatniej drodze matce pięciorga dzieci, babci, prababci. Kobiecie jakich wiele. a jednak - czy była to przeciętna osoba?

Powołanie

        Maria Jurczyńska z domu Modzelewska urodziła się na Wołyniu 22.08.1919r. Przez 12 lat zdobywała wiedzę u Sióstr Niepokalanek Białych w Maciejowie i w Jarosławiu, gdzie zdała maturę. Jej serce od początku było przepełnione miłością do Matki Bożej, od lat dziecięcych posiadała szczególne nabożeństwo do Ducha Świętego. Złożyła ślubowanie w Solidacji Mariańskiej 08. 12. 1936r. W doświadczenie Odnowy wprowadził ją ks. prał. Marian Piątkowski, wykładowca teologii moralnej w WSD w Poznaniu. Stała się członkiem Ogólnokrajowego Zespołu Koordynatorów Odnowy w Duchu Świętym. Jest pierwszą osobą, która rozpoczęła dzieło Odnowy w naszej diecezji i została jej koordynatorem. Zainicjowała i formowała, przez gruntowną szkołę życia wewnętrznego, kilkadziesiąt wspólnot w naszej diecezji i innych. Owocem tej służby były liczne nawrócenia, odnalezione powołania i ukazani stylu nowego życia z Bogiem.

Służba innym

      Gdy w 1980r. przebywał w Polsce o. Thomas Forrest - dyrektor Międzynarodowego Biura Odnowy w Duchu Świętym w Rzymie, był także gościem Marii w Żarach. Przez 5 dni prowadził konferencje i spotkania dla żarskiej grupy modlitewnej. Od tej pory Maria wygłaszała szereg konferencji na temat życia wewnętrznego Odnowy, współpracy świeckich z kapłanami, prowadziła seminaria i modlitwy wstawiennicze. Ostateczne potwierdzenie swojej posługi dla Kościoła odnalazła gdy przebywała w Rzymie na IV Międzynarodowej Konferencji Liderów Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej, która miała miejsce w dniach 4-9 maja 1981r. Uczestniczyło w niej 523 delegatów z 24 krajów wszystkich kontynentów. Konferencji przewodniczył kard. Suenens, któremu papież Paweł VI zlecił czuwanie nad Odnową. W skład polskiej delegacji weszło 5 osób: ks. B. Dębowski z Warszawy, J. Pawlak z Łodzi, ks. M. Piątkowski z Poznania, ks. Schulz z Piotrowa i Maria Jurczyńska z Żar. Delegacja polska została zaproszona na prywatną audięcję do papieża Jana Pawła II, podczas której Ojciec Święty udzielił Marii swego błogosławieństwa.

Całe życie dla Boga

       Nieustanna służba, dniem i nocą, modlitwą wstawienniczą nie pozostawała bez wpływu na jej i tak bardzo kruche zdrowie. Pojawiły się kłopoty z nogami z powodu braku ruch, obrzęki, niedotlenienie i niewydolność krążenia serca. Coraz częściej musiała posługiwać się kulami. W skutek upadku nastąpiło złamanie ręki, pęknięcie obojczyka, a później dwóch żeber. Odtąd już więcej nie chodziła.  Rozwijająca się choroba kręgosłupa pozwalała tylko na pozycję siedzącą, chora nie mogła się położyć. Taki stan rzeczy trwał ponad 3 lata do dnia, w którym Pan zabrał ją do swego Królestwa. Odeszła do Boga 18 marca 1996r. mając 77 lat. Na to spotkanie przygotowywała się przez całe życie, jak św. Paweł, oczekiwała go z utęsknieniem, dlatego nie chciała smutku, żałoby ani łez, bo odeszła tam, gdzie jest źródło i cel wszelkiego szczęścia i stworzenia - Deus Solus - Bóg sam! Pogrzeb odbył się 21 marca br. Uroczystości pogrzebowe były wyjątkowe. Cała msza św. rozbrzmiewała radosnymi pieśniami. Śpiew prowadził zespół muzyczny żarskiej grupy modlitewnej Odnowy. Czuło się sercem i duszą, że żyje wśród nas i śpiewa z nami wieczną pieśń chwały Bogu. Pierwszy dzień wiosny - to nie tylko początek wiosny w przyrodzie - jak wspomniał nad grobem o. Józef Kozłowski - krajowy koordynator Odnowy w Duchu Świętym w Polsce - ale to początek wiosny Ducha Świętego.

niedziela 17(5)/96 - ks. Zbigniew Tartak


SIOSTRA MARIA Z ŻAR

       Jej to zasługa, bo była inicjatorem powstania tutejszego Domu Rekolekcyjnego w Kunicach. Wybierała i szukała miejsca by zawsze Wspólnota mogła służyć modlitwą wstawienniczą każdemu kto tu trafi - czyli każdemu kogo Pan Bóg przyprowadzi.           
      Pamiętając jak moje życie zmieniło się radykalnie gdy znalazłem się w jej grupie seminaryjnej zawsze z wdzięcznością i wielkim szacunkiem wspominam Siostrę Marię.  
     Pomagała mi dojrzewać i otwierała "głowę na świat' - czyli dzięki niej Jezus wyprofilował właściwie moje życie i sposób postrzegania ludzi oraz siebie, wyzwolił mnie w prawdzie o sobie, dał nowe życie w świetle Jego miłości. Siostra Maria a raczej Jezus poprzez nią obalił moje karłowate wyobrażenie Boga. Od tamtej pory nigdy nie jestem sam.
                 
                                                                                      Administrator strony Wiesław Leńczuk .

ŻYCIE I DZIAŁALNOŚĆ MARII JURCZYŃSKIEJ
W LATACH 1919-1996

  1. Losy rodziny, dzieciństwo i lata szkolne

  2. Okres II wojny światowej, osiedlenie w Żarach i praca w parafii

  3. Spotkanie z Odnową w Duchu Świętym, nowa służba

  4. Ostatnie lata życia i śmierć Marii Jurczyńskiej

  5. Duchowość siostry Marii od Ducha Świętego

  6. Dziedzictwo duchowe, modlitwa wstawiennicza

 
Kopia kartki pocztowej z
klasztorem w Maciejowie, gdzie uczyła się Maria Jurczyńska
Kopia zdjęcia Marii z
córką Urszulą


Kopia Zdjęcia Figury NMP Jazłowieckiej z Szymanowa. Jest Ona patronką Diecezjalnego Domu  Rekolekcyjego i Pomocy Charytatywnej.

Kopia zdjęcia Marii Jurczyńskiej

Kopia zdjęcia Stanisława Jurczyńskiego


Kopia odpisu skróconego aktu zawarcia małżeństwa Stanisława i Marii Jurczyńskich

Kopia dokumentu potwierdzającego pozostawienie przez Stanisława Jurczyńskiego ziem w Trublach gm. Maciejów.

Kopia zaświadczenia o przyznaniu Stanisławowi Jurczyńskiemu lokalu przy ul. Średniej 10 w Żarach

Kopia zdjęcia dzieci państwa Jurczyńskich koło figury przy kościele W.N.M.P. w Żarach

Kopia zdjęcia Marii Jurczyńskiej

Kopia zdjęcia z rekolekcji w Głusku. Maria z rekolektantką Wacławą

Kopia zdjęcia o. Józefa Jury (pierwszy z prawej) wieloletniego kierownika duchowego  Marii Jurczyńskiej podczas 50- lecia koronacjii obrazu M.B. Świętogórskiej Róży Duchownej- Gostyń 1978

Kopia zdjęcia- O. Błażej Sekuła- „duchowy brat” Marii Jurczyńskiej

Kopia zdjęcia z Międzynarodowego Kongresu Odnowy a Duchu Świętym. Maria Jurczyńska z Ojcem Świętym Janem Pawłem II-Rzym 1981

Kopia zdjęcia polskiej delegacji na Międzynarodowy Kongres Odnowy w Duchu Świętym z Ojcem Świętym Janem Pawłem II- Rzym 1981

Kopia listu o. Józefa Kozłowskiego do Marii Jurczyńskiej

Kopia zdjęcia z rekolekcji w Głusku – 1992
1992
Kopia zdjęcia z rekolekcji prowadzonych przez Marię Jurczyńską. Na zdjęciu ona sama z ks. Aleksandrem Westlerem.

Kopia zdjęcia Marii z klerykami W.S.D. w Paradyżu

Kopia zdjęcia z rekolekcji w ogrodzie państwa Jurczyńskich. Na zdjęciu Anna Maria Kusz- córka Marii, oraz ks. Zbigniew Tartak.

Kopia zdjęcia Marii z rodziną- córką Urszulą, jej mężem i
 córką


Kopia zdjęcia Marii z córką i wnukami

Kopia zdjęcia- Maria schorowana posługuje modlitwą wstawienniczą

Kopia aktu zgonu Marii Jurczyńskiej

Kopia zdjęcia z pogrzebu Marii Jurczyńskiej. Żary – 1996

 

Kopia zdjęcia- rekolektanci odwiedzający grób Marii w 5 rocznicę jej śmierci. Żary – 2001

1. LOSY RODZINY, DZIECIŃSTWO I LATA SZKOLNE                      

Losy Marii Jurczyńskiej do dnia jej ślubu są stosunkowo trudne do zweryfikowania pod kątem zgodności historycznej. Nie istnieją żadne pamiętniki z lat młodości, które pozwalają na prześledzenie tamtego okresu, dlatego też pewne fakty      z przekazów ustnych zostały przyjęte przez autorkę, jako prawdziwe.

 Opierając się na trzech źródłach tj. dokumenty administracyjne, wywiady z osobami mającymi bezpośredni kontakt z Marią oraz tekstach, w których sama charyzmatyczka opisuje swoje perypetie, powstała druga część pracy, przybliżająca życie i posługiwanie Marii, w której znajduje się kilka wątków, wymagających pogłębionych badań na dokumentach źródłowych, do których autorka nie posiada dostępu.  

          Maria Jurczyńska, której panieńskie nazwisko brzmi Modzelewska, żyła w latach 1919 -1996[1]. Urodziła się w Rosji w Talnie, jako córka Wandy Strojnowskiej i Leona Modzelewskiego. Według oficjalnych dokumentów, którymi dysponuje autorka, Maria przyszła na świat 22 sierpnia 1920 roku[2]. Fakt ten jednak został zakwestionowany przez Zofię Łoś- siostrę Marii Jurczyńskiej, która w bezpośrednim wywiadzie stwierdziła, iż rzeczywista data urodzin Marii przypada na 22 sierpnia 1919r. Podobne informacje znajdujemy również w książce Modlitwa wstawiennicza.

          Pani Zofia potwierdza fakt urodzenia się Marii 22 sierpnia 1919 roku i wyjaśnia, że błędne opinie niektórych świadków, a nawet zła data w dokumentach, stwierdzająca, iż urodziła się ona w roku 1920, wynikają z faktu celowego pozostawienia w Rosji metryki urodzenia[3].

Z zeznań bliskich wynika również, iż rodzina Marii posiadała tytuł szlachecki, autorka nie dotarła jednak do dokumentów potwierdzających wspomniany fakt.  

          Maria przybyła z Rosji do Wołynia podczas wymiany jeńców wraz z matką, bratem matki i młodszą o półtora roku siostrą Zofią, gdy miała kilka lat. Stryj, aby zapewnić dziewczynkom byt, przywiózł je pod swoim nazwiskiem. Liczył, że wtedy będą bezpieczne. Był to niewątpliwie bardzo rozsądny gest, gdyż w okresie rewolucji bolszewickiej znane i szanowane nazwisko mogło być jakąś szansą na ratunek. Poza tym, Strojnowski bardzo chciał mieć dzieci, a własnych nie posiadał[4]. Maria i Zofia podjęły naukę w szkole podstawowej z nazwiskiem brata matki, jednakże, gdy w 1927 urodził mu się syn, powróciły do nazwiska rodowego.

          Matka Marii Jurczyńskiej, kształciła się i jednocześnie pracowała w zawodzie położnej w szpitalu. Dyrektor placówki, doktor Doganowski, był przyjacielem domu     i często pomagał samotnej kobiecie. Mogła, więc utrzymać siebie i córki. Nauka i praca bardzo utrudniały jej wychowanie dzieci, dlatego Wanda Strojnowska podjęła decyzję               o umieszczeniu córek w pensjonacie u Sióstr Niepokalanek przy klasztorze  w Maciejowie, powiat Kowel. Takie rozwiązanie, z uwagi na zdolności przejawiane przez Marię, zwaną przez bliskich Marylką, pozwoliło na pomnażanie wiedzy, jak i poznanie zasad dobrego wychowania. Matka musiała podejmować się przeróżnych prac dodatkowych, aby móc zapłacić czesne i dać córkom wyprawkę. Jedyna siostra Marii, Zofia Łoś, zamieszkała w Lublinie, opisywała matczyny wysiłek związany z utrzymaniem dzieci w szkole zakonnej.

          Gdy Wanda Strojnowska ukończyła kurs dla położnych, który zdała celująco, cała rodzina przeniosła się do Maciejowa. Tam Marylka po piątej klasie poszła do gimnazjum, które przed II Wojną Światową było czteroletnie. Siostry Niepokalanki otworzyły je w miejsce seminarium nauczycielskiego, na które, z uwagi na trwanie niewoli, nie było już tylu kandydatów[5].

          Sama Maria wspomina swoje najpiękniejsze duchowe doświadczenie  z dzieciństwa, kiedy mając pięć, może sześć lat, razem z mamą modliła się przed figura Niepokalanej Matki Bożej. Nagle zobaczyła, jak ta przepiękna postać podchodzi do niej, całuje ją i błogosławi czyniąc krzyżyk na czole. Będąc dzieckiem bardzo często wracała do tego przeżycia, tęskniąc za Maryją i jej obecnością[6].

           W szkole podstawowej należała do Krucjaty Eucharystycznej Dzieci, co mocno wpłynęło, na rozwój jej osobistej duchowości Eucharystycznej i maryjnej.
         W gimnazjum została sodaliską Maryi Niepokalanej i wręcz zakochała się  w Matce Bożej
[7]. Maryja była dla niej matką i towarzyszką codziennych czynności. Starała się Ją naśladować w pokorze, ubóstwie, służbie drugiemu człowiekowi, otwarciu na Ducha Świętego i zawierzeniu Stwórcy. Dzięki tej żarliwej pobożności do Matki Kościoła, Maria stała się matką dla wielu zagubionych ludzi.

          Chętnie wspominała pierwszego spowiednika, księdza prałata dra Adama Żółkiewskiego, który w 1926 roku był proboszczem w Ołyce, skąd przeniesiono go do klasztoru sióstr Niepokalanek, jako kapelana klasztornego
[8] oraz księdza dra Stanisława Kobyłeckiego, przyjaciela rodziny[9].Byli oni kierownikami duchowymi  i spowiednikami sióstr, oraz uczących się tam dziewcząt.
          Gdy Maria miała dwanaście lat, bardzo chętnie podsłuchiwała konferencje   o Duchu Świętym, wygłaszane dla gimnazjum, wykorzystując do tego celu przerwy  w zajęciach lekcyjnych. Tak zrodziła się w niej głęboka miłość do Ducha Świętego oraz pragnienie poznawania Boga i doświadczania Jego mocy. O tej zażyłości z Bogiem, sama wspominała opowiadając o swoim życiu klerykom:
„Na rekreacjach szukano mnie, gdyż wykradałam z klęczników sióstr lektury kontemplacyjne, które czytałam schowana za fisharmonią. Zapominałam wtedy o całym świecie, a Bóg obsypywał mnie bogato łaskami.”
[10].
          Liceum ukończyła w Jarosławiu, gdzie jeszcze bardziej otworzyła się na Boże działanie i przyjęła za swoje, hasło sióstr Niepokalanek, Deus Solus
[11], czyli: tylko Bóg. Była gotowa przyjąć wolę Bożą nawet bardzo trudną do wypełnienia.
 

do góry

2. OKRES II WOJNY ŚWIATOWEJ,  
OSIEDLENIE SIĘ W ŻARACH I PRACA W PARAFII
 

          Maria mocno doświadczała Bożej obecności i kochała Boga coraz więcej. Gorąco chciała wstąpić do klasztoru, ta chęć była w niej już od dzieciństwa, ale wybuch II Wojny Światowej pokrzyżował jej plany. Mieszkając na Wołyniu, stanęła przed groźbą zsyłki na Sybir. Aby mieć opiekę dla siebie, siostry i ciężko chorej matki, zgodziła się wyjść za mąż. Maria wraz z matką na małżonka wybrała urodzonego 4 sierpnia 1913 roku w Trublach Stanisława Jurczyńskiego, syna Stefana Jurczyńskiego i Marii Kostrzewskiej[12]. Ich ślub przypadł na dzień 11 sierpnia 1940 roku[13]. Wojna pozbawiła ich prawie wszystkich dóbr materialnych.

          Z powodu przebywania w pobliżu frontu, trzynaście razy musieli szukać nowego lokum, pakując jedynie najpotrzebniejsze rzeczy. Były to niezwykle trudne przeprowadzki, przez wzgląd na ich małe dzieci. W 1942 urodził im się syn Stanisław Janusz. Rok później córki Teresa i Urszula. Wiele dni spędzili w ziemiance z obawy przed pojmaniem i śmiercią. Wciąż musieli uciekać. Zrzekali się swoich ziem i pozostawiali dorobek życia[14]. W międzyczasie przygarniali sieroty i ostatecznie wychowali ich pięcioro, oprócz pięciorga własnych dzieci. Przyjmowali pod swój dach również ubogich, którzy nie mieli środków do życia.

          Wojenna tułaczka zakończyła się dla nich w Żarach, na ulicy Średniej 10, pierwszego grudnia 1945 roku. Prawo do przejęcia lokalu otrzymali piątego grudnia tegoż roku[15]. Na miejscu, zastali Niemkę oczekującą rychłego narodzenia dziecka. Maria również była w ciąży. Pozwolili kobiecie pozostać przez około rok. Matka Stanisława była akuszerką, więc odebrała poród swojej synowej i owej Niemki. Obie córeczki otrzymały imię Elżbieta. Kobiety żyły ze sobą w przyjaźni, pomimo wrogości, jaką darzyły siebie nawzajem oba narody.

          Państwo Jurczyńscy posłali najstarszą córkę do szkoły z internatem. W 1946 roku na świat przyszła kolejna dziewczynka, Henryka Elżbieta. Po trzech latach kolejna Regina Jadwiga. Najmłodszym dzieckiem państwa Jurczyńskich była Anna Maria urodzona w 1951 roku.

          Mąż Marii Jurczyńskiej, którego cechowała głęboka wiara, wspierał działania żony i nie sprzeciwiał się realizowaniu jej duchowych potrzeb. Pracował w Królewsko-Pruskiej Kolei Wschodniej, zwanej "Ostbahn"[16]. Małżonek sam utrzymywał całą rodzinę i zamieszkujące u nich osoby. Stanisław Jurczyński był harcerzem oraz prezesem Akcji Katolickiej. Bardzo szybko założył w Żarach harcerstwo prowadzone      z dbałością o wychowanie religijne młodzieży. Niestety, komunizm nie pozwolił na takie prowadzenie hufca. Doszło do jego rozwiązania, ale sprawy młodych nigdy nie stały się Stanisławowi obce[17].

          Kierując się potrzebą odbudowy miasta po wojnie, oraz tragiczną sytuacją młodych ludzi, nierzadko powojennych sierot, często pozbawionych wykształcenia i pracy, razem z Ludwikiem Popławskim, ówczesnym Naczelnikiem Oddziału Drogowego Polskich Kolei Państwowych w Żarach oraz Leonem Fabisiem, otworzył szkołę budowlaną. Data oficjalnego rozpoczęcia funkcjonowania szkoły to 3 marca 1946 roku. W utworzonym Gimnazjum Budowlanym, funkcję dyrektora szkoły powierzono L. Popławskiemu[18]. Nie było takiej możliwości, aby mąż Marii zajął kierownicze stanowisko, ponieważ nigdy nie należał do partii, ani nie wyrzekł się religii katolickiej.

          Nauczając przez prawie 25 lat zawodu, zawsze kształtował w swoich podopiecznych zachowanie zgodne z zasadami moralności i wychowywał do praktykowania wiary. Bardzo cenił sobie pracę z młodzieżą i korzystał z każdej możliwości spędzania z nimi czasu i służenia pomocą. Według córki, Marii Kusz, był bardzo wymagającym nauczycielem. Nie wahał się wstawić nieprzygotowanemu uczniowi odpowiedniej oceny. Nie kierował się względami ludzkimi i nie dawał się namówić na ustępstwa. Wymagał uczciwości i wiedzy. Organizował szereg spotkań wyrównawczych, nawet u siebie w domu. Pragnął, aby na koniec roku każdy młodzieniec był promowany do następnej klasy, ale nie z litości, lecz po wykazaniu odpowiednich umiejętności. Robił, co mógł, aby wesprzeć słabszych uczniów, toteż udzielał niezliczonych godzin darmowych korepetycji. Był dzięki temu szanowany przez uczniów. Młodzież chętnie korzystała z możliwości spotkania ze swoim opiekunem. Powtarzał często, że mają być dobrymi budowlańcami, albo żadnymi. Zachowały się fotografie Stanisława Jurczyńskiego wraz z uczniami.

          W pracy wychowawczej korzystał z dzieł węgierskiego biskupa Tihamera Totha[19], pracując nad charakterem i zachowaniem swoich uczniów. Prowadzał chłopców na rekolekcje, toteż został zwolniony dyscyplinarnie za demoralizację. Nadzorował wiele prac remontowych w kościołach, miedzy innymi w bazylice  w Gostyniu, nie odmawiał proboszczom, którzy przychodzili z prośbą o pomoc. Praktycznie nie pobierał opłat za swoją ciężką pracę. Powtarzał, że oddaje tak chwałę Bogu za doświadczone łaski. Siostra Maria wiele razy chwaliła zaangażowanie męża w sprawy Kościoła i troskę o dom.

          Choroba tarczycy wysoce uniemożliwiała Marii podjęcie pracy zarobkowej. Częste wyjazdy nad morze, dla poprawienia zdrowia wykorzystywała na formację teologiczną. Szczególną uwagę przywiązywała do teologii moralnej[20]. Pod kierownictwem ojca superiora F. Przybylskiego przeżyła indywidualne trzydziesto dniowe rekolekcje ignacjańskie[21], gdzie zdobyła wiedzę na temat rozeznania duchów        i wyboru dróg życiowych. Bardzo dokładnie przestudiowała też bibliotekę życia wewnętrznego Apostolstwa Modlitwy.

          W duchu encykliki „Sacra Virginitas” Piusa XII, złożyła, za zgodą męża, ślub czystości. Pozwolenia na ten akt udzielił ks. prałat Stanisław Kobyłecki, poprzedni długoletni ojciec duchowny[22].

          Przez ponad trzydzieści lat jej trzecim kierownikiem duchowym był ojciec Józef Jura, prowincjał Oratorium w Gostyniu, do którego przyjeżdżała z licznymi rozterkami       i którego prosiła o błogosławieństwo na liczne posługi[23].           W Żarach pełniła funkcję instruktorki poradnictwa przedślubnego. Bardzo rzetelnie przygotowywała się do tej pracy. Zawsze modliła się za młodych, z którymi miała rozmawiać. Założyła również Sodalicję Mariańską. Należało do niej 36 dziewcząt, 16 kobiet oraz kilku mężczyzn. Na tych spotkaniach na plebanii zawsze byli obecni księża.
          Lata pięćdziesiąte przyniosły ze sobą zakaz działalności organizacji katolickich. Maria się nie poddała. Gromadziła chętnych u siebie w domu. Sama mówiła nauczania. Materiał do referatów czerpała z konferencji usłyszanych w Gostyniu. Jeździła tam kilka razy do roku na rekolekcje, gdzie zdobywała doświadczenie między innymi  w dziedzinie kierownictwa duchowego. Było to możliwe dzięki ojcu Jurze, który bardzo często podsyłał do niej ludzi, którzy potrzebowali dłuższej rozmowy na tematy wiary
[24]. Osoby, które należały do prowadzonej przez nią Sodalicji były regularnie przygotowywane do spowiedzi świętej i pouczane jak podejmować decyzje, żeby żyć   w zgodzie z wolą Bożą i pod natchnieniem Ducha Świętego. Często też przebywali u niej kapłani. Chętnie modlili się razem, dyskutowali, rozważali Słowo Boże  i spożywali posiłki. Wszystko to odbywało się w całkowitej abstynencji od napojów alkoholowych.

          Księża odczuwali pewien respekt do Marii, traktowali ją jak matkę, pomimo jej młodego wieku. Wielu spotkało się z takim zrozumieniem pierwszy raz w życiu. Katechezy prowadzone przez Marię w salkach katechetycznych gromadziły wokół niej dzieci z innych szkół, czy nawet rodziców i krewnych, którzy przychodzili niby po dzieci, ale tak, żeby posłuchać lekcji. Nic w tym dziwnego, skoro prowadziła ona prawdziwą szkołę życia duchowego. Mówiła w sposób zrozumiały o sprawach, które nie były proste, a jednak budziły zainteresowanie ludzi[25].           Kapłani nie zawsze popierali inicjatywy kobiety. Maria spotykała się czasem           z ich niezrozumieniem, brakiem zaufania, czy nawet niechęcią. Księża dziwili się, że ludzie częściej przychodzą do spowiedzi oczekując rozmów duchowych i kierownictwa. Upatrywali w zachowaniu wiernych dewocji. Nie znając Marii i obawiając się gwałtownych zmian w postępowaniu ludzi, początkowo podchodzili do niej sceptycznie Nie rozumieli potrzeb penitentów spowiadających się częściej niż z okazji pierwszego piątku miesiąca, gdyż nie spotykali się z tym wcześniej. Formy modlitwy i głoszenia Słowa Bożego, stosowane przez M. Jurczyńską przez wzgląd na ich innowacyjność przypominały im sektę, toteż byli bardzo ostrożni. Ludzie potrzebowali konkretnej porady, choćby na takie tematy, jak: co zrobić w trudnych sytuacjach, jak przebaczyć zdradzającemu współmałżonkowi, jak nie ulec jakiejś pokusie oraz żyć w zgodzie i miłości. Spowiednicy, nie widząc materii do spowiedzi, odsyłali nieszczęśników czasem bez słowa otuchy. Takim ludziom Maria przychodziła z pomocą, kupując za ostatnie pieniądze książki duchowe i objaśniając im w przystępny sposób nurtujące ich kwestie[26].

        W domu Państwa Jurczyńskich, prawie każdego dnia korzystano z dwóch maszyn do pisania, na których przepisywano, ciekawsze pozycje książkowe. Był to okres słabego dostępu do literatury z zakresu teologii, duchowości i moralności. Maria dbała, aby jak największa liczba chętnych miała jednak możliwość poznawania takiej literatury. Fragmenty ważnych dzieł przepisywano też odręcznie i przekazywano dalej. Anna Maria wspomina trud całej rodziny, włożony w dokształcanie religijne ludzi przychodzących do ich domu, na ulicy Średniej[27].

          Pomimo tak wielkiego zaangażowania zdarzali się jednak duchowni, którzy mówili, że jej pomoc jest bardziej potrzebna przy sprzątaniu kościoła. Sama Maria Jurczyńska przeżywała osobisty dramat związany z sakramentem pokuty. Kapłani kazali jej przychodzić, co trzy miesiące do spowiedzi. Wciąż słyszała, że nie jest w zakonie, wiec nie ma obowiązku tak częstej spowiedzi, a do tego niektórzy wyrzucali jej, że jest zbyt pobożna. Narastało w niej rozgoryczenie. Przecież nie mogła tak często jeździć do Gostynia, a poza tym potrzebowała zaufanego kapłana tutaj, na miejscu. Nieustannie jednak żyła w ogromnym szacunku do kapłanów. Często modliła się za nich i oddawała ich Bogu. Prosiła dla dobrych o umocnienie, a dla upadających  o nawrócenie[28]. Liczne posty i inne umartwienia ofiarowywała za dusze kapłanów. Odnosiła się do nich z respektem, choć, gdy trzeba było stanąć w czyjejś obronie, lub po prostu zwrócić uwagę na jakieś nieprawidłowości, była bardzo stanowcza. Nieraz przychodziła do kapłanów po poradę, błogosławieństwo i rozeznanie. Przyjmowała to  z wielką pokorą i uszanowaniem. Lecz kiedy widziała krzywdę ludzką wynikającą z zaniedbania jakiegoś księdza, gdy jakiś duchowny pogrążał się w grzechach, wprost mówiła o potrzebnej poprawie. Nigdy jednak nie odnosiła się do kapłanów z pogardą. Gdy miała posługiwać modlitwą księdzu, w której mogła uzyskać informacje kompromitujące jego osobę, lub gdy kapłan czuł dyskomfort otwierając się przed kobietą, dodawała mu otuchy prosząc go o spowiedź lub choćby o modlitwę nad nią 
i błogosławieństwo. Chciała przez to pokazać, że szanuje go, pomimo jego problemów  i upadków
[29].

          Maria na nikogo nie patrzyła z góry. Właśnie pokora Siostry Marii była cechą, która przyciągała całe mnóstwo osób potrzebujących modlitwy, rozmowy, jakiejkolwiek pomocy. Wiele z nich wspomina wewnętrzne ciepło, które biło od tej słabej i schorowanej osoby.

          Ksiądz Zbigniew Tartak, pochodzący z Kunic Żarskich, który spotkał ją na początku swojej drogi seminaryjnej, pisze w swoim świadectwie zamieszczonym         w książce Marii Jurczyńskiej, że poczuł się od pierwszych chwil spędzonych u niej akceptowany i przyjęty[30]. Taką opinię wyrażali gromadzący się coraz liczniej w jej niewielkim domu ludzie. Nikt nie był wyproszony, czy źle potraktowany. Nawet biedne dzieci z okolicy mogły liczyć na talerz zupy lub kromkę chleba z konfiturą.

          Jej najmłodsza córka, Anna Kusz wspomina: „w domu nigdy nie było bogactwa, wręcz nawet bieda. Ale zawsze był kawałek chleba dla potrzebującego. Przybysz mógł liczyć na dobre słowo, ale nie odchodził też głodny. Gdy rozeszła się wieść, że jakaś kobieta ucieka z dziećmi od pijanego męża, grożącego im siekierą, od razu przygotowano dla nich dwa pokoje w rodzinnym domu Jurczyńskich”. Takie sytuacje, gdy przyjmowano pod dach obcych ludzi Anna Maria pamięta trzy. Nie była to jednorazowa pomoc. Osoby te zostawały w tymże domu przez rok do kilku lat. Jest to wyraz bardzo wielkiej gotowości niesienia pomocy wszystkim potrzebującym. Zawsze w ich domu przygotowywano na zimę ogromne zapasy kiszonej kapusty, ogórków, przetworów w słojach. Spożywali to domownicy, ale rozdzielano też te dobra głodnym sąsiadom, przybyszom. M. Jurczyńska uczyła też kobiety niezaradne życiowo lub wykolejone moralnie, zajmować się domem, gotować, sprzątać i wychowywać dzieci. Nawet żonom alkoholików polecała nie rozstawać się z tyranami, ale uczyła jak przeżyć te trudne chwile w łączności z cierpiącym Chrystusem. Radziła im, jak się mają zachowywać[31].

          Maria, nie mogąc liczyć na miejscowych kapłanów w kwestii kierownictwa duchowego, a także słysząc nieraz opowiadania o nieobyczajnym życiu kleru, których prawdziwości nie mogła zaprzeczyć, podjęła się w Wielki Piątek nowenny do Ducha Świętego w intencji znalezienia świętego spowiednika blisko miejsca swego zamieszkania. Prosiła, aby Pan Bóg dał jej znak do uroczystości Zielonych Świąt.         W dzień Świąt nie otrzymała upragnionego kierownika duszy. Kolejny raz zawierzyła swoje życie Trójcy Przenajświętszej, obierając Ducha Świętego na swojego przewodnika duchowego. Poczuła Jego obecność przy sobie. Odtąd jeszcze bardziej doświadczała mocy Boga i przebywała z Nim, na co dzień[32]. Wciąż była bardzo oddana Kościołowi i ojczyźnie.

          W 1955 roku rozpoczęła potrójną nowennę: za Polskę i o nastanie w Polsce Królestwa Jezusa i Maryi, pierwsze piątki i soboty oraz niedziele do Trójcy Świętej. Złożyła ofiarę na Msze Święte w tych intencjach. W rok później cieszyła się z całym narodem Ślubami Jasnogórskimi. Tuż przed nimi przeżyła niebezpieczną operację tarczycy, cierpienia, jakich doświadczała ofiarowywała za nawrócenie się narodu polskiego. Składała swoje życie w ofierze, prosząc o duchowe odrodzenie kraju. Tak napisała w osobistych notatkach: „W tej Intencji „wykupiłam sama, lub moi – w Bogu – Przyjaciele, prawie wszystkie Msze św. niedzielne na Jasnej Górze odprawiane w czasie wakacji szkolnych, a także 22. VIII, 24 i 26, niedziela następna i 8 IX. 1956 r. Po cudownym uzdrowieniu mnie niegodnej- po operacji (po kilkunastu godzinach lekarze zauważyli, ze szwy wszystkie są zrośnięte i zaczęłam chodzić, byłam zdrowa.) W duchu najcięższej ofiary przyjęłam z rąk Bożych ten „ powrót” do życia.[33].
          Pojechała do Matki Generalnej sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i poprosiła ją o przyjęcie wraz ze ślubem posłuszeństwa do III zakonu. Matka Generalna pozwoliła jej przyjąć Szkaplerz Niepokalanej
[34].

          Niemalże w każdym miesiącu Maria dzieliła się swoimi przemyśleniami na temat laikatu i jego roli w Kościele z wrocławskim biskupem Bolesławem Kominkiem, który stał się przyjacielem i powiernikiem głębokich refleksji Marii na polecenie Prymasa Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Prymasa poznała dzięki infułatowi Kobyłeckiemu. Wizyty u biskupa Kominka trwały nieraz pół dnia i dotyczyły spraw wiernych, którzy nie mieli możliwości wypowiedzieć się przed zwierzchnikiem Kościoła, a nieraz mieli wielkie pragnienie służby i formacji. Maria Jurczyńska patrzyła od strony świeckich,    a także, jako matka i nauczycielka. Wiedziała, jakie zmiany są wprost niezbędne, aby przyciągnąć ludzi do wiary i wspólnoty Kościoła. Pomimo, iż nie odbyła żadnych studiów teologicznych, jej spostrzeżenia okazały się bardzo trafne i duchowny wiele      z nich podzielał oraz przekazał je na obradach Soboru Watykańskiego II, w których uczestniczył[35]. Kościół Powszechny właśnie takich zmian potrzebował i ten kolejny głos ludu był istotny. Ta kobieta obdarzona wielką mądrością życiową i erudycją, stale pomnażająca swoją wiedzę z troski o ludzi, którym doradzała, była równocześnie bardzo pokorna.    

          Słuchający jej modlitw i pouczeń ludzie świeccy i kapłani mogli usłyszeć jak mówi o sobie: „Boże nic[36]. Tak podpisywała się w listach, wciąż zapewniając, że niczym nie zasłużyła na takie obdarowanie. Ten zwyczaj potwierdza również jej córka, Anna Maria.
           Każdego dnia wstawała o godzinie czwartej rano. Szła ponad trzy kilometry na Mszę Świętą odmawiając po drodze różaniec i przygotowując się do Komunii Świętej. Po dotarciu do kościoła odprawiała Drogę Krzyżową i przyjmowała Ciało Pańskie jeszcze przed rozpoczęciem Eucharystii. Musiała wychodzić z kościoła w trakcie Komunii kapłańskiej, gdyż obowiązki domowe wymagały od niej szybkiego powrotu
[37]. Praktykowała też, całodzienne rozmyślanie nad jedną stacją Drogi krzyżowej dziennie, przy wypełnianiu obowiązków domowych. Radziła przychodzącym do siebie zastosowanie tej formy pobożności. Mówiła, że pomaga to zachować wewnętrzny pokój w trudach przychodzących każdego dnia, dzięki modlitewnej pamięci o męce Zbawiciela[38]. 

do góry

3. SPOTKANIE Z ODNOWĄ  
W DUCHU ŚWIĘTYM I NOWA SŁUŻBA
 

         Siostra Maria od Ducha Świętego szczególnym upodobaniem darzyła liczbę siedem[39]. Jest to w języku biblijnym oznaczenie doskonałości, a także, przez wzgląd na liczbę darów Ducha Świętego, symbol Jego Osoby. Maria dziękowała już od stycznia 1966 roku kochanemu Bogu, Duchowi Świętemu- jak często wyrażała się o Trzeciej Osobie Trójcy Przenajświętszej, za duchowe dary, które jak przeczuwała, spadną na nią w roku 1977. W szczególności 7 lipca. Nie myliła się.
         Już pierwszego stycznia 1977 otrzymała zaproszenie na sympozjum przełożonych domów rekolekcyjnych, na którym byli obecni biskupi Tadeusz Etter i Paweł Socha, oraz ojciec Jura. Podczas obrad biskup Socha zauważył, że Maria notuje pilnie jakieś swoje przemyślenia. Nakłonił ją do zabrania głosu i był pod wrażeniem trafności oceny sytuacji. Powiedziała wtedy, że nadrzędnym problemem omawianych rekolekcji jest niewłaściwy dobór osób oddelegowanych do udziału w nich przez proboszcza, oraz brak przekazywania zdobytej wiedzy członkom wspólnoty parafialnej. Zebrani potwierdzili słuszność tych zarzutów
[40]. Na owym sympozjum poznała również księdza Mariana Piątkowskiego, prezentowanego już w tej pracy. Duchowny po modlitwie nad nią zaproponował jej przeżycie Seminarium Odnowy Charyzmatycznej. Maria odebrała to, jako ewidentny znak od Pana Boga. Seminarium rozpoczęła 13 maja. Chrzest  w Duchu Świętym przeżyła natomiast 7 lipca 1977 roku. Dotychczas była zachwycona działaniem Ducha Bożego w świecie. Nie wątpiła w Jego obecność i wierzyła  w autentyczność Pięćdziesiątnicy. Nie wiedziała jednak, że takie same dary jak w dzień Zielonych Świąt, mogą zostać dane współcześnie. Gdy przeżyła Wylanie Ducha Świętego, miłość do Niego stała się źródłem wielkiego zapału do szerzenia dzieła modlitwy wstawienniczej. Bardzo szybko została włączona do grona twórców polskiej Odnowy. Zaczęła się bardzo owocna współpraca z prałatem Piątkowskim, wykładowcą teologii moralnej w Wyższym Seminarium Duchownym w Poznaniu. Maria stała się członkiem Ogólnokrajowego Zespołu Koordynatorów Odnowy w Duchu Świętym. Dwa razy w tygodniu przyjeżdżała do Poznania i uczestniczyła tam w spotkaniach grupy modlitewnej oraz pastoralnej.
         Będąc pionierką Odnowy Charyzmatycznej na ziemi lubuskiej, musiała zmagać się z licznymi przeciwnościami. Kapłani oraz wierni świeccy, nie byli przekonani         o poprawności tego rodzaju modlitwy. Była to nowość, której często nie akceptowano, pojawiały się również osoby, których ambicją była walka ze zwolennikami ruchu pentakostalnego. Zdarzało się, że księża zabraniali prowadzenia tychże spotkań na plebanii
[41]. Uczestnicy zbierali się w domu państwa Jurczyńskich, a spotkania były prowadzone przez męża Marii - Stanisława. Z trzydziestu osób z czasem zostało piętnaście, a potem siedem. Ale byli to ludzie konkretni, wytrwali i stale formujący się. Tworzyli grono gotowe podjąć rolę lidera w razie powstawania nowych grup.
         W niedługim czasie zaczęto tworzyć nowe wspólnoty w sąsiednich miastach. Siostra Maria w szczególny sposób kładła nacisk na dążenie do świętości, na wolę nie popełniania świadomie choćby grzechu lekkiego. Przypominała, że służba drugiemu człowiekowi nie zwalnia od dbałości o swoje obowiązki stanu oraz formację. Nalegała do ciągłego poszukiwania informacji podnoszących kwalifikacje do posługi drugiemu człowiekowi, oraz do praktykowania głębokiej modlitwy i stałego nawracania się. Ludzie należący do wspólnoty, napotykali na liczne problemy, jednak Maria powtarzała, że aby doświadczyć owoców zmartwychwstania Jezusa, trzeba razem z Nim przejść przez Jego śmierć
[42]. Prowadziła ich przez drogę Pomocników Maryi[43], która jest Oblubienicą Ducha Świętego do głębokiej zażyłości z Bogiem. Sama rzuciła się w wir pracy.

         Codziennie przychodziło do niej wiele osób, czasem nawet kilkadziesiąt, którym służyła modlitwą wstawienniczą[44]. Tuż po wojnie przychodzili ludzie, którzy potrzebowali rozmowy i pociechy. Wrażliwość Marii sprawiała, że widzieli w niej przyjaciela i orędowniczkę przez Bogiem. Teraz obdarowana przez Stwórcę charyzmatem modlitwy wstawienniczej, mogła jeszcze pełniej nieść im pomoc. Pośród problemów związanych z tworzeniem nowych grup napotykała na brak pomocy ze strony kapłanów. Kazania przez nich głoszone nie zawsze były zrozumiałe, a tym samym nie zawsze budowały pobożność wiernych. Sama, więc sięgała po literaturę z zakresu dogmatyki, moralności i apologetyki. Starała się być rzetelnym doradcą i cieszyła się coraz większym zaufaniem.
         Księża, których pytała, czy mają jakieś uwagi odnośnie jej konferencji, odpowiadali, że może być spokojna o czystość przekazywanej nauki, ponieważ nie popełnia błędów teologicznych. Zawsze była ogromnie wdzięczna za wszelkie przekazywane spostrzeżenia. Nigdy nie uważała się za ostatecznie ukształtowaną  i wyuczoną
[45]. Pokornie przyjmowała uwagi na swój temat, chociaż, jak sama wspominała, zdarzało się, że ratowała nieprzygotowanych duchownych, pisząc im kazania[46].

         Zwykle pisała i polecała mówić na temat Ducha Świętego i Jego działania w życiu człowieka. Tak samo powtarzała ojcu Jurze, gdy ten, widząc duże zróżnicowanie wiekowe i formacyjne zgromadzonych na rekolekcjach w Gostyniu, pytał ją, o czym najlepiej będzie nauczać[47].
         Wiele osób korzystało z prowadzonych na podwórku Marii rekolekcji. Takie spotkania wspominają między innymi Irena Łabul i Leokadia Styś. Były one jednymi z pierwszych stałych uczestników charyzmatycznej formacji prowadzonej przez Marię Jurczyńską. Pani Irena, którą na ulicę Średnią przyprowadziła koleżanka, opisuje jak wyglądała organizacja tychże rekolekcji.
Pralnia pełniła funkcję kuchni, w której gotowały sąsiadki, a na porozkładanych na trawie ławkach i krzesłach zasiadało około pięćdziesięciu słuchaczy. Siostra Maria mówiła konferencje na przemian z kapłanami, następnie wspólnie posługiwała modlitwą wstawienniczą. Na stole wystawionym w ogrodzie sprawowano Eucharystię, a później odbywała sie adoracja. Ludzie z okolicy usłyszawszy, że trwają właśnie rekolekcje, schodzili się i przysłuchiwali naukom. Wielu zaczęło później przychodzić na spotkania, coraz liczniejszej grupy modlitewnej[48].

         Ksiądz Zbigniew Tartak, który współpracował z Marią, aż do jej śmierci i wspomagał ją w nauczaniu i modlitwach wstawienniczych, był wtedy bardzo często obecny. Jeszcze, jako kleryk, po doświadczeniu modlitwy wstawienniczej, nie przestał regularnie odwiedzać duchowej matki. Nie miał już wtedy własnej rodzicielki, więc bardzo szybko nawiązał z tą kobietą niezwykle serdeczną relację. Gdy w swojej pierwszej parafii, w Nowej Soli objął stanowisko wikarego, nie mając własnego samochodu, przyjeżdżał do Żar autostopem. Na zjazd uczestników Seminarium Odnowy w Duchu Świętym, które Maria prowadziła u siebie w domu, zorganizował pielgrzymkę rowerową. Liczna grupa młodych mieszkańców Nowej Soli przyjechała na swoich jednośladach. Ich pojazdy stojące w trawie na podwórku stanowiły ogromne świadectwo wiary i gorliwości w poznawaniu Boga[49].

         Anna Maria, córka Marii Jurczyńskiej, wracając pamięcią do tamtych dni, kiedy jeszcze nie interesowała się wspólnotą prowadzoną przez mamę, opisuje zaangażowanie ludzi w rozwój duchowy pod okiem pani Jurczyńskiej. Młodzi przybiegali zaraz po szkole i siadali przy niej na wszystkich możliwych miejscach. To było znamienne, że starsza kobieta przyciągała takie tłumy młodzieży. Byli oni zachwyceni rześkością jej umysłu i konkretnymi, bardzo praktycznymi wskazówkami dotyczącymi życia. Ona znała ich problemy i żyła ich troskami. Była wymagającą nauczycielką. Wielu wybiegało stamtąd trzaskając drzwiami w postawie buntu i nieakceptacji jej surowych wskazań. Potem wracali, mówiąc, że miała rację i jej porady są skuteczne, choć ich przestrzeganie jest ciężkie i kosztuje mnóstwo wysiłku. Niemało osób na jej polecenie zostawiło u niej swoje papierosy i już nigdy więcej nie zapaliło. Ludzie rzucali alkohol      i inne nałogi. Odzyskiwali wolność od licznych zniewoleń.
         Maria każdemu służyła dokładną modlitwą wstawienniczą i z ogromną wiarą prosiła o uzdrowienie. Niejednokrotnie była wysłuchiwana. Małżeństwa, które się już rozpadały, chwytając się ostatniej deski ratunku, przychodziły na ulicę Średnią i po rozmowach oraz modlitwach podejmowały skuteczną pracę, w celu ratowania związku. Małżonkowie uczyli się pracy nad sobą, aby tworzyć rodzinę na wskroś chrześcijańską. Każdy mógł przyjść ze swoimi problemami o każdej porze dnia i nocy. W domu Marii niejednokrotnie osoby przychodzące po pomoc mijały sie w drzwiach. Kobieta często nie miała ani chwili dla siebie
[50]. Nieraz ktoś przychodzący, aby wyżalić się na dokuczających domowników, usłyszał gorzką prawdę o swojej winie. Każdy był wysłuchany i mógł wyrzucić z siebie wszystkie kłopoty, ale kiedy jego zachowanie wymagało poprawy, Maria bezwzględnie to pokazywała. Tak było, gdy pewna kobieta przyszła prosić o nawrócenie dzieci i męża, którzy się często z nią kłócili. Maria po krótkiej rozmowie zrozumiała, że owa niewiasta domaga się od rodziny nielogicznych postaw i to ona, jest przyczyna konfliktów. Próbowała przekonać ją, że jej wola, pomimo, iż jest wierzącą i rozsądną osobą, nie musi być zgodna z wolą Boga. Kobieta  z początku się zgodziła, ale gdy usłyszała, że ma przeprosić córkę, znów nazwała się poszkodowaną w tej sytuacji. W kolejnej już godzinie rozmowy, Maria niestrudzenie przekonywała ją o potrzebie pokornego przyznania się do błędów. Znów nastąpiła pozorna zgoda. Pani ta, jednak nie potrafiła podziękować Bogu, za swoją rodzinę. Okazało sie, że wciąż jej nie akceptuje. Charyzmatyczka cierpliwie tłumacząc, w końcu namówiła obrażoną kobietę na akt przebaczeniem swoim bliskim i postanowienie szybkiego jednania sie z rodziną, w razie niesnasek.  Tak rozpoczął się dla niej długi okres starań o spokój w rodzinie. Zrozumiała, że była najczęstszym zarzewiem sporów. Zaczęła pierwsza przepraszać i przyniosło to oczekiwany skutek. Rodzina sie pogodziła i trwała w serdecznych relacjach nawet, jeśli czasem zdarzały sie jakieś konflikty[51].

         Spotkania seminaryjne prowadzone przez panią Jurczyńską, nie były podobne do zwykłego Seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Maria rozłożyła zestaw tekstów       z Pisma Świętego przeznaczonych do modlitewnego rozważania przez dziewięć tygodni na ponad rok. Tak, że perykopa biblijna wyznaczona na jeden dzień, była przedmiotem refleksji i źródłem poprawy swojego życia przez cały tydzień. Tłumaczyła to tym, że w ciągu dnia człowiek przeżywa wiele przeróżnych sytuacji, na które powinien patrzeć przez pryzmat Słowa Bożego. W ciągu całego tygodnia, wydarzenia te mają zupełnie różny charakter i wpływ na losy i zachowanie. Modląc się i kierując się codziennie innym fragmentem, nie mamy możliwości odnieść pojedynczego wyjątku tekstu do zmiennych kolei losu i wypróbować go w ciągu dłuższego czasu. Biorąc pod uwagę codziennie inny passus Biblii, nie zdołamy go głębiej przestudiować i odnieść do realiów naszego życia w szerszym jego kontekście.
         Raz w tygodniu gromadzili sie wszyscy w jej domu i dzielili się swoimi przeżyciami i spostrzeżeniami. Panowała atmosfera zaufania i szczerości. Zresztą, wszystkich obowiązywała tajemnica i nikt nie rozpowiadał usłyszanych informacji. Nie był to czas egzegezy i naukowych wywodów, ale opowiadania o swoim życiu i wpływie Słowa Bożego na jego zmianę.
         Maria często prosiła uczestników o powtórzenie poznawania któregoś tekstu. Jeżeli ktoś z grupy źle przeżył ten czas, wszyscy mieli okazje zagłębić się bardziej w to Słowo. Każdy usłyszał wprost wskazówki, dotyczące dalszego postępowania według natchnień Ducha Świętego. Jeśli jakaś osoba nie przykładała się do pracy lub mimo szczerych chęci nie poczyniła konkretnej poprawy swojego życia, nie była dopuszczana przez siostrę Marię do Wylania Ducha Świętego. Tłumaczyła ona to tym, że po tym wydarzeniu, każdy powinien podjąć określoną posługę otrzymanymi darami. Charyzmaty, bowiem nie są dane dla zbudowania pojedynczej osoby, ale stanowią wyposażenie do pracy we wspólnocie Kościoła. Seminarium do tej misji przygotowuje. Jeżeli zaś, ktoś źle je przeżył, nie powinien się śpieszyć do zdobycia wielkich darów, aby ich nie marnować z braku umiejętności pracy nad sobą i niewiedzy na temat służby
[52].

            Duchowe przewodnictwo realizowane przez Marię miało bardzo budujący wpływ na ludzi, którzy doświadczyli kryzysów wiary i przeróżnych dramatów życiowych. Tę działalność dobrze obrazuje poniższe świadectwo:Pierwsze spotkanie z jej osobą miało miejsce w roku 1989, kiedy to po wyjściu z wojska nie bardzo wiedziałem, co ze sobą począć i zagubiłem się w sobie i w ogóle byłem mówiąc delikatnie i skrótowo „niepozbierany”. Tak działał właśnie wtedy Pan Bóg w moim życiu: Po rozmowie z obecnym ks. Zbigniewem Tartakiem udałem się na gruntowną spowiedź do ks. Kulki – obecnego proboszcza parafii W N M Panny w Żaganiu. Ten człowiek cierpliwy i życzliwy, widząc, co się ze mną dzieje wysłał mnie na „modlitwę wstawienniczą” do s. Marii. Nie wiedziałem ani co to takiego ta „modlitwa wstawiennicza” ani czego po tym się spodziewać. Po dłuższym jednak czasie spełniwszy zalecenie spowiednika stanąłem w progu domu Jurczyńskich. Kiedy wszedłem do mieszkania na piętrze powitała mnie serdecznie, ciepło i z radością jakby na mnie czekała starsza i już wtedy schorowana chodząca o kulach kobieta. Wyjaśniłem, w czym rzecz. No i zaczęła modlitwę wstawienniczą – wszystko było inne niż w tradycyjnym Kościele Katolickim – byłem, więc zmieszany i targały mną różne myśli i nawet niepokoje. Byłem bardzo czujny – myślę, że gdyby nie skierował mnie tam kapłan to nawet było by we mnie więcej obaw.
            Nie mniej jednak w czasie, gdy wsłuchiwałem się w słowa jej modlitwy – bardzo proste i rzeczowe, wyrażające sedno problemów, które mnie dotykały bardzo mocno dziwiłem się skąd ona o mnie tyle wie. Nie potrzebowałem niczego prostować ani dodawać, znamiennym była jej trafność precyzja, z jaką rozumiała wszystko, z czym przyszedłem. Wydawało mi się, że ktoś jej o mnie wszystko opowiedział – byłem w szoku. Z wcześniejszej rozmowy ze mną nie mogła wywnioskować aż tak dużo. Czułem się akceptowany.
            Po wyjściu stwierdziłem, że nic się nie zmieniło i upewniałem się czy to nie jakieś czary – zapamiętywałem słowa, w których widziałem jakieś wskazówki dotyczące mojego życia, ale nie było to manipulowanie tylko raczej mobilizacja do samodzielnego wyboru.
            Wszystko z czasem zaczęło się układać w głowie - nic się szczególnego nie zmieniło, ale wiedziałem, że chcę tam wrócić i szukać dalej – nie umiałem nazwać tego co się zaczynało zmieniać. Po kolejnych okazyjnych wizytach i rozmowach z Siostrą Marią zaczynałem rozumieć coraz więcej. Wyjaśniała, co to znaczy wolność, jak działa Duch Święty, co to jest Odnowa w Duchu Świętym. Zrozumiałem, że to nie Ona mnie znała tylko Bóg mnie znał – Ona była tylko Jego narzędziem.
            Zawsze mówię, że otworzyła mi głowę na świat – wyrzuciłem wszystkie stare stereotypy myślenia, kompleksy, skarłowaciały obraz Boga stworzony niestety przez tak zwaną tradycyjną religijność. Z czasem przyszło rozumienie, że w tej kobiecie naprawdę działał Bóg żywy – nie taki jak w nauczaniu  kapłanów, którzy w swoim życiu chyba nie doświadczyli żywej obecności i działania Bożego – ot po prostu wykonują swój zawód.
            Jej posługa była w pełni charyzmatyczna trzeba tak to nazwać- w jej osobie działał Duch Święty. Zawsze tłumaczyła, że istota Odnowy w Duchu Świętym polega na zaczynaniu każdego dnia od nowa, jak czystej strony w zeszycie. Co najważniejsze, pokazywała miłość Boga do każdego z nas i prostymi słowy wyjaśniała to co w Kościele zostało uwikłane w terminologię i dziwną grę słów. Prowadziła do wiary przez rozumienie tej wiary i zaufanie Bogu a nie jakiejś wierze w Boga.
            Co można by zarzucić tej kobiecie, to chyba to, że była ogromnie wymagająca, – ale w duchu miłości. Może tak naprawdę to miłość Boga emanowała przez nią i dało się to wyczuć w każdej rozmowie. Owszem miała także i swoje słabe punkty czy upadki, bo jak każdy po przeżyciach gehenny wojny i ciężkiej pracy nad utrzymaniem i wychowaniem 10 dzieci nie da się wciąż tryskać energią. Na pewno piętno wojny zostawiło w jej osobowości wiele lęków czy asekuracyjnych zachowań”
[53].

         Maria Jurczyńska bardzo często czytała Pismo Święte. Rozmyślała nad Słowem Bożym na codziennej modlitwie i sięgała po nie prowadząc modlitwy i konferencje. Właściwie wszędzie chodziła z Biblią. Co rusz cytowała nawet duże fragmenty i tłumaczyła je innym[54]. Zapisywała swoje refleksje w duchowych zeszytach i polecała tak czynić swoim duchowym dzieciom. Podczas rozmów pytała o zawartość zeszytu. Tworzenie wewnętrznych zapisków uważała za minimum pracy nad tekstem natchnionym. Taki duchowy pamiętnik ukazywał drogę przemiany człowieka. Niejedna osoba bardzo ceniła sobie to prowadzenie, gdy Maria czytała ich zapiski i komentowała je.
         Wiele jest świadectw nieocenionej wartości takiej praktyki. Liczne osoby wspominają konkretną pracę M. Jurczyńskiej nad każdym. Była bardzo stanowcza  i wymagająca. Owocem tego były liczne nawrócenia
[55].
         Niektóre osoby nie oczekiwały zbyt wiele od swojej wiary. Myślały, że robią wszystko, co potrzebne do jej rozwoju, poprzez należenie do jakiejś grupy przy parafii. Maria wskazywała, jak znaczący wpływ na żywą wiarę u człowieka ma Odnowa w Duchu Świętym. Dowodziła również, że zawsze należy troszczyć się o swoje życie duchowe, bo wciąż może być lepiej. Nie można lekceważyć okazji do pogłębienia życia wewnętrznego, bo to prowadzi do rutyny. Charyzmatyczka pomagała ludziom pozbywać się takiej obojętności
[56]. Pewien szanowany przez ludzi uczestnik spotkań usłyszał kiedyś od Marii pytanie: czy ty umiesz przepraszać swoja żonę? To pytanie nie dawało mu spokoju, bo wydawało mu sie, że jest „porządnym” katolikiem. Okazało sie, że faktycznie miał problem z przeproszeniem żony. Po jakimś czasie zaczął przepraszać współmałżonkę[57].
         W Marii rozwijało się pragnienie stworzenia apostolstwa laikatu, jak to nazwała, Apostolstwa Miłości w Duchu Świętym. Już w roku 1967 otrzymała takie poznanie, że Bogu podoba się myśl założenia grupy rozwijającej się duchowo i intelektualnie dla podźwignięcia narodu z upadku moralnego i pomocy kapłanom w ratowaniu dusz. Maria, modląc się o nawrócenie Polaków, zapisała w swoim duchowym zeszycie:
        „I wtedy otrzymałam – ja, niewarta, niegodna, nulla, Boże takie „nic”- taką niezwykłą łaskę, Objawienie Myśli Bożej! Wyraźnie, przytomnie, usłyszanej nie tylko jakimś wewnętrznym i zewnętrznym słuchu zmysłem… Oto, gdym tonęła w szczęściu uwielbienia i wdzięczności za łaskę jutrzejszego poranka – nagle usłyszałam Głos Najukochańszej Matuchny Jezusowej i Mojej przecież też; głos zdumiony pytał: sama?! A reszta?! Boża Nasza Mateńka miała na myśli współwychowanki Sióstr Niepokalanek  i tyle, tyle innych Dusz, pragnących też (jak i ja) mądrze służyć Bogu, a też nieumiejących, męczących się…. Wstyd mi się zrobiło bardzo, żem taka egoistka, że nie pomyślałam o nich, że nie ja tylko sama męczę się na świecie bezbożnym. I słyszę dalej: zbierz je wszystkie i złącz w jedności działania dla miłości mojej -to będą dusze moje. Towarzyszyły mi pomieszane uczucia lęku, pokory, pokory ogromnej! Zdumienie  i poczucie nieumiejętności podjęcia takiego zadania” [58].

         Wokół charyzmatyczki gromadzili się ludzie gotowi podjąć wyzwanie do ekspiacji i konkretnego działania na rzecz swoistej rewolucji duchowej. Wciąż brakowało jeszcze oddanych kapłanów, a nade wszystko miejsca do realizacji Bożych planów. Potrzeba było budynku, który pomieściłby chętnych do posługi, potrzebujących, rekolektantów i stanowił dom dla wspólnoty życia, którą miała  w zamyśle Maria.
          Przełomem w posłudze Siostry Marii od Ducha Świętego była wizyta ojca Toma Forresta, ówczesnego przewodniczącego Międzynarodowego Biura Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej (ICCRO). W 1980 roku odwiedzał bardziej znaczące ośrodki Odnowy. Maria była wtedy świecką koordynatorką Odnowy w Duchu Świętym w diecezji gorzowskiej.
          Charyzmatyk przyjechał do jej domu na ulicę Średnią 10 w Żarach, 12 listopada
[59]. Wygłosił konferencję, tłumaczoną przez Stanisławę Kurzeję. Wysłuchało jej siedemnaście osób. Między innymi dwóch księży: Władysław Kulka i Stanisław Gręś. Byli tam również obecni przedstawiciele grup. T. Forrest mówił o dwóch rodzajach cudu: ważnym, czyli upragnionym przez człowieka i koniecznym, czyli takim, który jest na prawdę potrzebną. Czasem czegoś oczekujemy od Boga i jest to dla nas ważne, ale nie jest nam koniecznie potrzebne. Oba te kryteria spełnia cud kochania miłością Chrystusową i cud umierania dla siebie[60]. Przez dwa dni T. Forrest odprawiał w domu Marii Eucharystię, służył wszystkim zebranym modlitwą wstawienniczą. Na koniec modlił się nad Marią Jurczyńską. W chwili, gdy prosił za nią, nagle w pół słowa zamilknął. Trwał w ciszy przez jakiś czas, po czym wypowiedział skierowane do Marii słowa proroctwa: „ Pan Jezus przekazuje ci teraz dar specjalnej służby dla kapłanów, kleryków, zakonów. Zabiera ci wszelką tremę, obawę. Otrzymasz moc Ducha Świętego, miłość i mądrość i będziesz dusze ich uzdrawiała i uwalniała od złego ducha".

           Siostra Maria nazwała to później cegłą na swoją głowę, gdyż często między nią a klerem dochodziło do licznych nieporozumień. Była osobą dość gwałtowną i gdy uznawała coś za słuszne, dążyła do tego z ogromną determinacją. Bardzo często spotykała sie z takim niezrozumieniem, że tylko głęboka modlitwa przynosiła jej pokój. Widziała olbrzymią potrzebę ciągłego nawracania. Ale nie siłą, czy samym słowem, ale własnym przykładem i chrześcijańską miłością. Pomimo takiej postawy, jednak coraz częściej zdarzały się sytuacje konfliktowe między nią a księżmi.
          Zresztą nie czuła się kompetentną do, jak to nazwała, nawracania kleryków. Jednak całe życie pytała o ważne sprawy Pana Boga, zawsze starała się szukać Jego woli. Nie chciała, żeby decyzje podejmowane były pod wpływem emocji. Maksymą jej było „nigdy Bogu nie odmówić”, więc przyjęła tą wiadomość w duchu uwielbienia Pana za Jego hojność, choć nie miała jeszcze pojęcia jak tą wolę Stwórcy pełnić. Charyzmatyk otrzymał jeszcze prezent od męża Marii- jego czarny kapelusz, który bardzo się gościowi spodobał. Córka charyzmatyczki wciąż przechowuje odpowiedź kapłana na list od Marii. W tekście z
14 kwietnia 1982 roku przewodniczący ICCRO dziękuje za zaangażowanie kobiety w dzieło zapowiedziane w proroctwie, dodaje jej otuchy, opisuje wizytę u ojca świętego Jana Pawła II, prosi o modlitwę w intencji realizacji w Rzymie dużych rekolekcji charyzmatycznych dla kapłanów oraz… dziękuje za ofiarowany kapelusz
[61].
          Tom Forrest po modlitwie nad Marią odjechał
[62]. Ledwie minęła godzina od wyjazdu ojca, a listonosz dostarczył telegram do siostry Marii o takiej treści: „Czy Pani może przyjechać, by poprowadzić skupienie dla kleryków w Seminarium? Prosimy o telegraficzną odpowiedź.” Ta wiadomość od księdza profesora Jerzego Świątka  z Łodzi była dla Marii powodem do wielkiego zadziwienia nad mądrością Bożą. Nie rozumiała, jak to się może stać, że w Seminarium Duchownym niewykształcona teologicznie, schorowana kobieta ma prowadzić rekolekcje. Jednak miała zwyczaj  o wszystkich pilnych sprawach rozmawiać ze Zbawicielem przed obrazem zawieszonym w swoim pokoju przedstawiającym Serce Jezusa. Po każdym wyjeździe, czy nauczaniu, jeszcze zanim zdjęła okrycie wierzchnie, od razu szła do pokoju z długopisem i zeszytem w ręku prosząc Pana, aby podyktował swoje uwagi odnośnie jej posługi. I wtedy zwróciła się w modlitwie o poradę, co ma z tym telegramem zrobić. Usłyszała wewnętrzny głos, tak silny, że miała wrażenie, iż wszedł ktoś do pokoju. Odpowiedź brzmiała: „Nigdy nie odmów Mi, nigdy nie mów Mi „nie”.

           Mąż kobiety, który powrócił właśnie z pracy, jak zwykle był bardzo opanowany poradził jej, aby poszukała odpowiedzi w Słowie Bożym, jeżeli ma jeszcze jakieś wątpliwości. Maria otworzyła tekst mówiący o łasce od Pana. Wiedziała, że nie powinna się już lękać. W odpowiedzi na telegram napisała, że przyjmuje tę wolę Bożą  i prosi o modlitwę. Jednak już tego samego dnia jej stan zdrowia tak bardzo się pogorszył, że choć miała już mnóstwo pomysłów na nauczania, nie przygotowała się ani trochę. Zdążyła tylko poprosić okoliczne grupy o modlitewne i ekspiacyjne o wsparcie.

          Zawsze postępowała w ten sposób. Nigdy nie wybierała sie na służbę zupełnie sama licząc na własne siły. Nawet, jeśli jechała w pojedynkę, zawsze prosiła wspólnoty  o modlitwę. Dolegliwości, jakie ją spotkały odebrała, jako znak Pana, aby nie liczyła na swoją mądrość, ale dała się we wszystkim prowadzić swojemu umiłowanemu Duchowi Świętemu[63].
          Stan jej zdrowia był bardzo poważny- ciśnienie 240, stan przedzawałowy, stawy kolan mocno ją bolały. Codziennie było w jej domu mnóstwo osób, które polecały ją  w przeróżny sposób miłosiernemu Bogu prosząc o życie, o zdrowie. Chcieli pomóc, ale i oni byli dużym obciążeniem dla ledwie żywej kobiety. Ona była gotowa na śmierć,a zgromadzeni prosili, aby Pan Bóg pozostawił ją wśród żywych. Tak, dzień po dniu, upłynęły dwa miesiące, które Maria chciała przeznaczyć na przygotowania, lecz to się zupełnie nie udało. Skupienie miało się odbyć w dniu 13 stycznia 1981 roku. Ostatniego dnia z wielkim wysiłkiem wyszła z łóżka i zapowiedziała mężowi, że dziś już nikogo nie przyjmuje, bo chce przygotować sobie, chociaż plan skupienia. Goniec z telegramem jednak pokrzyżował jej zamiary. Rektor prosi o przybycie dzień wcześniej. I w tej sytuacji Maria dała świadectwo swojej wiary. Stwierdziła, że widocznie jej predyspozycje do poprowadzenia takiego ważnego spotkania nie są wystarczające, a Bóg dla
„swoich kochanych kleryków” wszystko chce sam uczynić.  Z pomocą męża wsiadła do pociągu i po krótkiej modlitwie, zanim zasnęła ze zmęczenia, napisała na skrawku gazety, że ma mówić trzy półtoragodzinne konferencje o tym, po co klerykom seminarium, o Odnowie w Duchu Świętym, o wielbieniu Boga.

          Po przyjeździe Maria poprosiła ojca duchownego, aby mogła nocować  u koleżanki, gdyż pomoże jej ona w toalecie porannej i ubraniu się, co w takim stanie zdrowia sprawia jej znaczne problemy. Kapłan przerażony tym stwierdzeniem, postarał się o natychmiastową poradę lekarską u ojców bonifratrów. Lekarz był zszokowany fatalnym stanem serca i całego organizmu kobiety oraz oburzony, że tak chora osoba wybrała się w podróż. Radość Marii uznał za niedorzeczną. Charyzmatyczka powiedziała jak często zwykła mówić: „a czy Pan Bóg o tym wie?”. Były to słowa, które nawet w najgorszej sytuacji dodawały nadziei. Jak sama tłumaczyła przychodzącym do niej ludziom, tak i temu zakonnemu lekarzowi; skoro Pan Bóg nas stworzył, kocha nas największą i wierną miłością oraz jest wszechmogący i wie wszystko, co dzieje się w naszym życiu, czego ma się bać człowiek? Jeżeli Bóg zechce przyciągnąć ją do siebie, to obojętne jest, czy uczyni to w domu, w pociągu, czy w seminarium duchownym.

          Właśnie wola Boża była dla Marii wyznacznikiem życiowych decyzji. Chciała robić tylko to, co się Bogu podoba. Mówiła: „Wola Boża najświętsza i najmędrsza i kochana!” Brat był pod takim wrażeniem, że nie wziął pieniędzy za badanie i przyniósł Marii całe pudełko obrazków.
          W seminarium, jeszcze zanim zaczęła mówić konferencje, klerycy wypytywali ją już o różne sprawy, gdyż byli bardzo ciekawi charyzmatów, posługi i Odnowy w Duchu Świętym. Pomimo swoich schorzeń rozmawiała i modliła się sie nad sześćdziesięcioma klerykami. Nie miała przy tym czasu na jedzenie i odpoczynek. Po dwóch dniach powróciła do domu. Klerycy opowiadali swoim kierownikom duchowym, że doznawali uzdrowień duchowych, ale także fizycznych. Tak rozpoczęło się to dzieło Boże, któremu Maria Jurczyńska była oddana bez reszty do końca swoich dni. Odtąd otrzymywała liczne zaproszenia do nowicjatów, seminariów duchownych, zakonnych  i diecezjalnych, aby prowadzić rekolekcje, dni skupienia, seminaria, zjazdy
[64]. Również w jej domu, w drzwiach stawał stale ktoś inny, prosząc o wsparcie modlitewne, otwierając się przed Marią jak przed żadnym spowiednikiem.

          Maria miała zwyczaj powierzania swoich gości Panu Bogu już zanim ich ujrzała. Członkowie jej rodziny, jak i stali bywalcy wspominają, że gdy tylko usłyszała szczekanie psa, pukanie do drzwi, czy kroki na schodach już modliła się za tą osobę, która za chwilę się u niej zjawi. Za każdego od razu dziękowała i modliła się  w intencjach, z jakimi przychodzi[65]. Starała się być dla każdego dyspozycyjną. Ucząc posługi, powtarzała jak ogromną rolę pełni gotowość służenia braciom i wielka miłość do ludzi. Mówiła, że nie można pomóc komuś, jeżeli się go po prostu nie kocha[66]. Nazywana była mamą i tak też się zachowywała. Dniem i nocą gotowa była odpowiedzieć pozytywnie na prośbę o modlitwę wstawienniczą, czy egzorcyzm[67].

          Dwa miesiące po pierwszym wyjeździe do Łodzi na spotkanie z klerykami, została zaproszona po raz drugi w to samo miejsce, ale z zaznaczeniem, że na dłużej. Większa liczba studentów chciała skorzystać z posługi siostry Marii. Zauważono, że nawet przy bardzo dobrym prowadzeniu przez ojców duchowych w młodych mężczyznach były sprawy nie do końca oddane Bożemu władaniu[68]. Seminarzyści po wielokroć nie zdawali sobie sprawy z własnych ograniczeń i słabości. Byli wychowywania na przyszłych kapłanów i czasem wydawało im się, że Pan Bóg w dniu święceń zabierze im wszystkie błędy bez ich wcześniejszej pracy nad sobą. Siostra Maria od Ducha Świętego, wiedziała, że tak nie będzie i powtarzała im wiele razy  o konieczności kształtowania w sobie ducha służby i mocnego charakteru, aby nie uginać się w chwilach zniechęcenia. Wciąż dawała wyraz swojej ogromnej miłości do kleryków. Szanowała ich, jako przyszłych spowiedników, już widziała w nich drugiego Chrystusa. Bardzo zależało jej na jak najlepszym wychowaniu alumnów do wielce trudnej posługi. Powtarzała, że każdy ksiądz potrzebuje modlitwy wstawienniczej, gdyż nikt nie jest wolny zupełnie ze zranień duszy i choroby ciała. Tym bardziej każdy kleryk powinien, jeśli tylko ma intencję zerwać z grzechami i doświadczyć wolności  i szeroko rozumianego zdrowia, pozwolić na otoczenie go taką modlitwą. Swoich seminarzystów traktowała jak matka, czule, ale też wymagała od nich posłuszeństwa  i pracy.

          Mawiała: „neoprezbiter nie staje się "świętym" przez samo otrzymanie święceń. Tę osobistą świętość będzie miał w takim stopniu, w jakim ją sobie sam wymodli            i wypracuje od pierwszego dnia pobytu w seminarium[69].

          Pan dał jej dar poznania, dzięki któremu bardzo trafnie nazywała stan duszy prowadzonych osób. Bywało, że miała dokładne poznanie grzechów, z jakimi ktoś się borykał.  Dla dobra dusz potrafiła twardo nazwać rzecz po imieniu, pouczyć czy nawet złajać kogoś, jeśli twierdził, że nie można mu nic zarzucić. Podkreślała olbrzymią rolę szczerości. Mówiła, że Pan Bóg jest w stanie zaradzić wszystkim problemom, jeśli są uczciwie wypowiedziane. Jednak nigdy nie podejmowała modlitwy nad kimś, kto  z własnej woli nie chciał sie otworzyć. Nigdy nie zmuszała, jedynie opisywała siłę Bożego działania przy rzetelnym zawierzeniu sie Zbawicielowi. Nie było jednak w tym przymusu a jedynie zachęta do przyjęcia daru wolności od Chrystusa.

          Jeżeli już ktoś zadeklarował się, że chce iść tą drogą, była bardzo wymagającą przewodniczką. Tak miało miejsce na przykład, gdy nieprzygotowanym klerykom zarzuciła świętokradzkie Komunie Święte i niegodne spowiedzi. Trafiła w samo sedno. W bardzo jasnych słowach udzieliła im reprymendy. Pouczyła o rozeznawaniu duchów i zachęcała do dania posłuchu dobremu duchowi. Zaleciła rozmowy z kierownikami, wykazując, iż jasno sprzeciwiają się swojemu powołaniu i w ten sposób zażegnała długo już trwający proceder przemilczania problemów i kryzysów na rozmowach duchowych[70].

          W roku 1981 miał się odbyć IV Międzynarodowy Kongres Charyzmatyczny  w Rzymie. Polska otrzymała pięć bezimiennych zaproszeń na to spotkanie zaplanowane na termin od 5 do 9 maja. Ojciec Thomas Forrest, który poznał siostrę Marię osobiście, gdy nie znalazł jej na przysłanej liście z Polskim składem delegacji, sam zarezerwował jej miejsce w hotelu i wysłał ekspresem wypisane na Marię Jurczyńską zaproszenia na Kongres do jej prywatnego domu i do Warszawy. Jednak posiadanie zaproszenia nie było najważniejszym dokumentem, jakiego Maria potrzebowała. Do spotkania w Rzymie zostało tylko trochę ponad tydzień, w tym dni Świąt Wielkiej Nocy  i pierwszy maja, a charyzmatyczka nie posiadała paszportu, ani pieniędzy na podróż.
         Tak jak zwykła robić, chcąc załatwić jakieś sprawy na milicji lub urzędzie, najpierw gorąco modliła się sie za funkcjonariuszy, z którymi będzie rozmawiać. Prosiła aniołów stróżów tych urzędników i wychodząc z domu zabrała ze sobą opisywaną w tejże pracy książkę Wilkersona
Krzyż i sztylet. Gdy tylko znalazła się przy właściwym milicjancie wyciągnęła tą książkę i zaciekawionemu kolorową okładką zaczęła ją reklamować. Powiedziała, że jest tam opisane jak pastor zmieniał życie hipisów. Jak sama opisuje na pytanie, jakim sposobem, odrzekła,
„Przekona się pan z niej, że z młodzieżą zdeprawowaną można dać sobie radę za pomocą miłości, a nie pałek milicyjnych”[71]. Przez dwa następne miesiące książka pozostała na komendzie, co było przyczyną wielkiej radości Marii. Nie ma jednak pewności czy funkcjonariusze ją czytali.  Maria przychodziła codziennie prosząc o szybsze rozpatrzenie jej prośby o paszport. Przy tych wizytach kobieta przynosiła książki i broszury na temat chrztu świętego, spowiedzi świętej, nawrócenia i życia duchowego oraz próbowała rozmawiać z funkcjonariuszami na tematy związane z wiarą.    
         Ostatecznie Maria trzeciego maja otrzymała niezbędny dokument, dzięki czemu następnego dnia mogła wylecieć na kongres do Wiecznego Miasta. Przed wyjazdem, zanim otrzymała paszport, godząc się już na niepowodzenie w tej sprawie, dziękowała Bogu za radość bycia zaproszoną. Usłyszała wtedy wewnętrzny głos, który odpowiedział jej, że pojedzie, gdyż taka jest wola Boża. Otrzymała też proroctwo zapowiadające jakieś straszne wydarzenie w Rzymie. Kartka z tą wiadomością spoczywała w teczce, którą zabrał ks. prałat Dembowski.

           Na kongres, któremu przewodniczyli: kardynał Suenens i ojciec Tom Forrest, spośród 96 krajów przyjechało 600 liderów. W skład polskiej delegacji weszło pięć osób: ks. B. Dębowski z Warszawy, J. Pawlak z Łodzi, ks. M. Piątkowski z Poznania, ks. Schulz z Piotrowa i Maria Jurczyńska z Żar.
          Ojciec Święty przyjął ich na czterogodzinnej audiencji. Razem z nimi modlił się spontanicznie w ogrodach watykańskich. Sama Maria wspomina, że papież podnosił ręce i śpiewał z nimi, również w językach. Oprócz animatorów świeckich obecnych było 180 kapłanów i biskupów
[72]. Już po tym spotkaniu, późnym wieczorem Polacy  w trakcie kolacji byli wyraźnie zasmuceni. Przyczyną ich strapienia była chęć rozmowy z Ojcem Świętym. Jeszcze w trakcie kolacji poproszono księdza Dembowskiego do telefonu. Prałat Dziwisz dzwoniąc z sypialni papieskiej, zapraszał ich, na Mszę Świętą  i spotkanie z papieżem, które miało się odbyć następnego dnia rano. Podczas audiencji ksiądz Dembowski zapytał Jana Pawła wprost o jego nastawienia do Odnowy w Duchu Świętym. Ten, wyraźnie rozbawiony odpowiedział: „A wy co, myślicie, że wczoraj udawałem?” Atmosfera otwartości i braterstwa, jaką wprowadził papież ośmieliła księdza Piątkowskiego oraz Dembowskiego do prośby, aby wypowiedział się na temat proroctwa o. Toma Forresta, które polecało służbę kapłanom i osobom zakonnym modlitwą wstawienniczą i egzorcyzmem. Ojciec Święty po krótkim namyśle wziął Marię za rękę i powiedział jej: "Jak najbardziej! Pan Bóg w dziele zbawienia również użył niewiastę. Nie musiał tego czynić, ale tak chciał, bo Bóg stworzył kobietę na matkę lub siostrę i obdarzył ją subtelnym rozeznaniem. Jeżeli kapłan mający problem zechce go przedstawić drugiemu kapłanowi, nawet przyjacielowi, aby go zrozumiał, najczęściej tego się nie uda, bo spotkają się dwa umysły, które tylko na rozum różne rzeczy będą sobie tłumaczyć. A tymczasem tenże sam kapłan nawet wielce uczony, pojedzie do swojej matki, gdzieś na wieś, nawet do analfabetki i jej przedstawi swoje problemy,        a ona mu je w mig rozwiąże intuicją matki, intuicją kobiety. I dlatego nie tylko pozwalam, ale dziękuję Siostrze za to, co Siostra czyni i proszę, żeby to Siostra nadal czyniła i udzielam swojego specjalnego pozwolenia i błogosławieństwa i obiecuję pamiętać w modlitwie".  Gdy wizyta się kończyła dodał jeszcze: "Przekonasz się Siostro, że nawet w konfesjonale kapłan, czy kleryk nie otworzy się tak, jak przed tobą!"[73].

          Zapowiedź papieża była bardzo trafna. Od wielu lat Maria była powiernicą spraw i słabości ludzkich. Po powrocie z Watykanu nie miała dnia dla siebie. Nie zaniedbywała jednak swoich obowiązków domowych. Upewniała się, że domownikom niczego nie brakuje, a dopiero wtedy wyjeżdżała na kolejne rekolekcje. Zawsze powtarzała, że „milsze posłuszeństwo niźli nabożeństwo”. Uczyła tego rodzinę  i przychodzących po formację ludzi. Jeśli spostrzegła, iż ktoś przybywa na seminarium, lub spotkanie modlitewne kosztem swoich bliskich i tak zwanych obowiązków stanu, polecała im wrócić do domu i zająć się praniem, gotowaniem, pracami remontowymi   i tym podobne. Bo nie może być tak, że rodzina będzie poszkodowana przez to, iż ktoś chce się dłużej modlić. Zniechęca to domowników do praktykowania wiary. Słowa takiej osoby nie są w stanie nikogo zmienić, jeśli na przykład dzieci chodzą głodne do szkoły. Na jednej z kaset magnetofonowych z zarejestrowanym nauczaniem, można usłyszeć konferencję głoszoną razem z księdzem Drzewieckim w Głusku. Maria tłumaczyła w niej między innymi, że mówić o Jezusie trzeba w odpowiednim czasie oraz w odpowiedni sposób. Tak, więc mężowi, który wrócił zmęczony z pracy należy najpierw podać obiad i pozwolić odpocząć, a dopiero potem można mu proponować modlitwę, czy próbować nakłaniać do jakiejś innej formy pobożności. Zresztą Siostra Maria wciąż kładła nacisk na uprzednią pracę nad sobą, a dopiero później pozwalała próbować zmieniać coś w innych. Głosiła, że ewangelizacja powinna zacząć się od modlitwy i miłości oraz przykładu życia, a na samym końcu można rozeznawać czy kogoś pouczyć. Najpierw potrzeba kochać człowieka takim, jakim jest i pamiętać, że za takiego właśnie Chrystus umarł na krzyżu. Nawet, jeśli stanowczo kogoś kształtowała    i miała wiele uwag, które wypowiadała w nieraz ostrych słowach, traktowała wszystkich bardzo sprawiedliwie i nikogo nie poniżała.

          Pomimo faktycznej troski o dom i domowników, nie zawsze rodzina była zadowolona ze służby Marii. Dorosłe już potomstwo oczekiwało, że babcia ich dzieci będzie stale dostępna. Wizyty nieznanych gości i częste wyjazdy denerwowały czasem nierozumiejące wagi tej służby pociechy. Maria próbowała delikatnie zachęcać je do otwarcia sie na drugiego człowieka, który przychodzi po pomoc, ale też rozumiała ich pretensje. Rodzina państwa Jurczyńskich była bardzo religijnie wychowywana. Wszyscy szanowali niedzielny obowiązek uczestniczenia w Eucharystii, czy wiele innych religijnych zwyczajów. Mimo istnienia na początku jedynie jednej parafii i związanych z tym niedogodności, między innymi dużej odległości od kościoła, wszyscy chodzili na Msze Święte, pierwsze piątki, czy przeróżne nabożeństwa. W domu zawsze panowała atmosfera wiary, jednak dzieci nie do końca podzielały apostolskie zaangażowanie matki i buntowały się na jej ofiarę i trud. Nie podobało się im, że chora kobieta martwi sie bardziej o losy obcych ludzi, niż o własne zdrowie. Siostra Maria próbowała uzmysłowić im, że nie każdy ma szczęście pochodzić z wierzącej rodziny. Nie każdy ma wokół siebie życzliwych ludzi i trzeba pomagać potrzebującym. Ale dzieci pozostające na poziomie tradycyjnej pobożności, nie pojmowały tak wielkiej potrzeby matki, aby poświęcić swoje życie na służbę obcym.

          Maria Jurczyńska, choć nigdy nie planowała zamążpójścia i rodzenia dzieci, a zawsze pragnęła życia zakonnego, spędzonego na postach, ekspiacjach, modlitwach  i pracy, pokochała mężczyznę, z którym przyszło jej dzielić los. Dla dzieci stała się dobrą matką. Tak realizowało sie w jej życiu pełnienie woli Bożej i umieranie własnych zamiarów i dążeń. Nazywała to umieraniem sobie. Całym sercem wyrywała sie do pełniejszego życia duchem, a jak najmniej ciałem. W życiu małżeńskim nie mogła jednak realizować jedynie własnych pomysłów. Zawsze liczyła sie z opinią męża.      
          W domu państwa Jurczyńskich cały czas były jakieś babcie, ciotki, które wspierały Marię w wychowywaniu dzieci. Córka Marii, Anna wspomina wspólne prace w dużym ogrodzie. Wiele rzędów ziemniaków i innych jarzyn trzeba było plewić              i doglądać. Te czynności były stałym zajęciem dzieci małżeństwa Jurczyńskich. Było to bardzo cenne wychowanie do pracowitego i odpowiedzialnego życia. Dzieci mogły liczyć na czas przeznaczony na zabawę, ale najpierw miały zatroszczyć się o porządek w domu i w ogrodzie. W ten sposób uczyły sie szacunku do trudu starszych i dobrego gospodarowania dobrami materialnymi. Warzywa stanowiące plon ich pracy były zapasem na zimę.

          Często z tego pożywienia korzystali głodni sąsiedzi, czy znajomi. Każdy przychodzący potrzebujący otrzymał, choć trochę chleba, czy talerz zupy
[74]. Oczywiście sama Maria korzystała z pomocy innych osób, na przykład Haliny Strojnowskiej. W swojej refleksji na temat posługi siostry Marii kobieta opisuje jak charyzmatyczka pomogła jej, pozostając w ich wzajemnych relacjach zwyczajną kobietą, panią domu.Marię poznałam, jako 19 letnia dziewczyna. Pewien ksiądz polecił mi jej osobę. Maria zaimponowała mi swoją głęboką wiarą i służbą. Zawsze znajdowała czas, by komuś posłużyć. Z czasem nasza znajomość przerodziła się             w swego rodzaju przyjaźń. Przyjeżdżałam do Marii na noc fatimską i zostawałam na noc. Jako, że byłam ekspedientką w sklepie, często pomagałam jej zaopatrzyć się w trudne w tamtych czasach do zdobycia artykuły przemysłowe. Dużo wtedy rozmawiałyśmy. Ona rozeznała mi, że powinnam z mężem zamieszkać w Kunicach Maria bardzo często mówiła o Bogu. Był stale obecny w tym, co mówiła”[75].

          Pan Stanisław zajmując się pracą zarobkową i dzierżąc finanse domu, załamywał nieraz ręce, kiedy brakowało funduszy na opłaty, bądź zakupienie jakiś niezbędnych rzeczy. Nigdy jednak, nie wypominał żonie jej apostolskiej pracy. Zawsze modlili się wspólnie o Bożą pomoc i ufni w jej rychłe nadejście, nie zaprzestawali pomocy bliźnim. Właściwie jedynie kwestie finansowe, były w stanie wyprowadzić małżonka Marii           z równowagi. Jednak dzięki wierze i własnej przedsiębiorczości szybko zaradzał tym problemom. Taki obraz rodziców pozostał w dzieciach i jest dla nich świadectwem tego, jak pięknie można przeżyć swoje życie wraz z Bogiem[76].                 
      
W Łódzkim seminarium Maria prowadziła często spotkania modlitewne, więc rozentuzjazmowani klerycy poprosili ją o poprowadzenie Seminarium Odnowy  w Duchu Świętym. Z powodu dużej odległości większość spotkań formacyjnych przypadło w udziale kapłanowi z Warszawy, który, niestety, będąc wikariuszem, nie był w stanie sprostać tak dużym wymaganiom. Gdy Maria przyjechała przed wyznaczonym terminem wylania Ducha Świętego zobaczyła, że alumni nie są odpowiednio przygotowani. Przez tydzień nadrabiała z nimi zaległości. Mężczyźni chcieli, aby modlitwy nad nimi były odprawiane poza murami seminarium. Znaleziono kaplicę przy kościele, zaproszono gości duchownych i świeckich. Gdy uroczystość się zaczęła, odezwały się dzwony. Wszyscy zdali sobie sprawę z powagi sytuacji, w jakiej sie znaleźli. Tuż obok odbywał sie pogrzeb. Niektórzy narzekali, że jednak źle wybrano miejsce. Siostra Maria powiedziała wtedy, że przecież chrzest w Duchu Świętym jest czasem umierania w sobie, śmierci grzechu, aby móc rozpocząć nowe życie z Bogiem. Wszyscy bardzo się uradowali tą uwagą i jeszcze goręcej modlili się o przyjście Boskiego Parakleta[77].

          W 1982 roku Maria została zaproszona do Sanktuarium w Siecznej, gdzie znajdował się Dom Nowicjacki, miała przeprowadzić tam seminarium w Klasztorze, skierowane dla nowicjatu. Ojciec Błażej Sekuła w 1981 roku sam skorzystał z modlitwy wstawienniczej. Choć miał wątpliwości, czy przyjść do poznanej w Gostyniu charyzmatyczki. W napisanym przez siebie dokumencie o skutkach współpracy z Siostrą Marią wyznał, że prawie spowiadała. Bardzo dokładnie badała serce, a poprzez jej modlitwę wielu otrzymało zdrowie duszy i ciała[78]. Sam wychowawca nowicjatu, powiedział o owocach posługi tej skromnej kobiety:, „Kiedy Maria jest  w Klasztorze, nowicjat staje się lepszy, bardziej cichy, skupiony   i trwa w nieustannej modlitwie".

          W dniu 13 sierpnia 1982 roku, klerycy i ojcowie przeżyli wylanie Ducha Świętego. Maria przybyła wraz z wieloma animatorami i kapłanami z Zielonej Góry, Gorzowa, Żagania. Coraz częściej Maria była zapraszana do seminariów duchownych. Również już wyświęceni tłumniej przychodzili, aby skorzystać z posługi niepozornej, coraz bardziej podupadającej na zdrowiu kobiety.
          Prowadziła seminarium Nowego Życia w Duchu Świętym między innymi dla kleryków seminarium zakonnego ojców oblatów Maryi Niepokalanej w Obrze. Rektor tego zgromadzenia okazał się bardzo przychylny, stąd Maria spędziła tam wiele pracowitych dni i bezsennych nocy spędzonych na nauczaniu, modlitwie i rozmowach duchowych.

          Pierwsze seminarium Odnowy przeprowadziła wraz z księdzem Piątkowskim  i grupą świeckich. Maria omodliła wtedy około stu młodych mężczyzn. Następne poprowadziła sama dla poprzednich uczestników, którzy zafascynowani tą duchowością i taką formą rekolekcji dołączyli do nowej grupy 44 kleryków. Z ojcem prowincjałem przeprowadzili serię rekolekcji dla sióstr Świętej Rodziny. Otrzymała po nich reportaż    z zakonnego czasopisma „Mozaika”, w którym artykuły o Odnowie pisał ojciec Kazimierz Lubowicki[79]. Reportaż ten został zredagowany przez brata Marka Okołowskiego. Maria mogła w nim przeczytać o pięknych przeżyciach kleryków  i o odbiorze jej osoby w środowisku seminaryjnym. Były tam przytoczone świadectwa młodych mężczyzn. Nazywali ją matką, opisywali nawrócenia, modlitwy wśród łez, pełne odczuwalnej obecności Boga. Pisali o tym, że obawiali się, czy rozmowa i rekolekcje ze starszą kobietą będą dobre. Maria obudziła w nich nowe pragnienie świętości  i przestrzegała przed zagrożeniami powołania. Wskazywała metody radzenia sobie z różnymi grzechami i zniewoleniami. Ostrzegała przed przyzwyczajeniem, które zabija w kapłanie ducha służby. Alumni pisali również, że doświadczenie modlitwy wstawienniczej otworzyło im oczy na Boga i drugiego człowieka. Niejeden został uzdrowiony i zaczął gorącej pragnąć żywej relacji do Pana Boga. Wielu opisuje początkowo sceptyczne podejście do nauk głoszonych przez osobę świecką, bez wykształcenia teologicznego i to kobietę.

          Posługa wstawiania się za nimi wywoływała jeszcze większe kontrowersje. Nie mieli chęci otwierać się przed nią.  Ale po tym spotkaniu wielu zaczęło doceniać głęboką duchową formację i dążyć do rozwoju życia wewnętrznego a nie jedynie intelektu. Maria przekazała im oczekiwania ludu wobec kapłanów, którzy mają być jak drugi Chrystus. Dała wiele trafnych porad, dotyczących zachowania gorliwości w życiu kapłańskim, pomimo zderzenia się neoprezbitera ze światem poza murami seminarium. Radziła, jak reagować na zniechęcenie starszych kapłanów, aby nie popaść w rutynę.  Charyzmatyczka zachwyciła ich działaniem Ducha Świętego i mnogością Jego darów. Pisali, więc o zaskoczeniu wywołanym znajomością ich problemów i spraw początkowo zatajonych na modlitwie wstawienniczej. Maria zadawała im pytania pomocnicze, które ukazywały im, że Bóg dobrze ich zna i chce uwalniać przez służbę pani Jurczyńskiej Byli jej bardzo wdzięczni i koniecznie chcieli podtrzymywać kontakt ze swoją „mamą”[80].     

          Łódź, Arturówek, Obra, Paradyż Pieniężno, Osieczna, Gostyń, Poznań, Chludowo, Głusko i około piętnastu miejscowości na Śląsku i wiele miejscowości na terenie rodzimej diecezji stało sie polem bitwy o prawdziwą i ofiarną wiarę wielkiej liczby osób. Maria wspominała około prawie dwa tysiące kleryków, którym służyła modlitwą. Trzystu kapłanów, którym pomogła powrócić na drogę gorliwej służby Bogu. Gdy została zaproszona do nowicjatu w Osiecznej, ks. Piątkowski prowadził tam rekolekcje dla proboszczów. Maria miała służyć modlitwą wstawienniczą. Kapłan jednak postanowił posłać kobietę na głębokie wody. Już od drzwi zapowiedział, że za kilka minut zacznie się konferencja, którą przybyła ma wygłosić. Nauki te miały być zapisywane do dziennika. Maria mówiła, co jej Duch Święty podpowiadał, ufając  w Jego pomoc[81]. Zresztą często powiadała: Duchu Święty! Kochany! Jakżeś taką gapę sobie wybrał, to teraz za nią mów[82].

          Ileż pokory musiała mieć w sobie kobieta, która nieustannie zmagała się z niezrozumieniem ze strony kleru. Trzeba jej było nie ulec mało chlubnej możliwości zatriumfowania nad zgromadzonymi proboszczami. Mogła im zacząć wyrzucać brak zaangażowania i zrobić rachunek sumienia. Zamiast tego zaczęła mówić spokojnie o Duchu Świętym i Jego działaniu w duszy człowieka. Następnie posługiwała modlitwą wstawienniczą obecnym na spotkaniu księżom i młodzieży w wieku od 19 do 22 lat.

          Maria przytaczała później sytuację zaistniałą w tymże seminarium. Jeden  z młodzieńców usiadł przed nią i pytał: a nie powie siostra nikomu? I znowu:, ale na prawdę nikomu?  Po tym kolejnym wyrazie swojego braku zaufania chłopak usłyszał, że jak nie chce mówić, to nikt nie będzie go zmuszał. Alumn po chwili namysłu odparł, że jego koledzy mówili, iż ona i tak wszystko wie, to nie będzie czegokolwiek ukrywał. Faktycznie zdarzało się tak, że siostra Maria słyszała wewnętrzny głos mówiący  o problemach ludzi, którym pomagała. Zresztą nie raz prosiła w swoich modlitwach o to, aby sam Pan Bóg prowadził to spotkanie. Nawoływała innych do posłuszeństwa natchnieniom Ducha Świętego. Mówiła: „Pan tak pomaga, prowadzi, kieruje, gdyż częściowe uzdrowienie nie jest w ogóle uzdrowieniem”. W istocie Marii zależało, aby jak największa liczba kleryków, których losy były jej szczególnie bliskie, skorzystało z duchowego odrodzenia. Jednocześnie szanując dar wolności, nie przymuszała nikogo do zwierzeń wiedząc, że akt oddania swoich bolączek Jezusowi jest skuteczny tylko, jeśli jest szczery i dobrowolny. Choć miała dar poznania, nie chciała bawić się z nikim w zgadywanie czyichś słabości. Często pomagała pytaniami, aby człowiek, nad którym się modliła wypowiedział wszystko, co może mieć na niego jakiś zły wpływ. Oczywiście zawsze pytała, czy może podpowiedzieć. Otrzymywała, bowiem wielokroć wewnętrzne poznanie, z jakimi problemami dana osoba się do niej zwraca. Wymagała, więc szczerości od osoby, która przychodzi, nigdy zaś nie zmuszała nikogo do modlitwy wstawienniczej. Podkreślała nieraz rolę dobrej woli i autentycznych decyzji odnośnie przemiany swojego życia[83]. Częstokroć modliła się za ludzi, po dwie godziny nad każdym, do późnych godzin nocnych, przez wiele dni. Prawie nie spała, gdyż już od rana pod jej drzwiami ustawiała sie kolejka kleryków. Bywało, że jakiś przełożony w trosce o jej zdrowie, prosił ją, aby wyjechała i odpoczęła, a za jakiś czas wróciła omodlić resztę chętnych. Tak było na przykład w Gostyniu, gdzie ojciec Jura poprosił Marię, aby pojechała z nim do Poznania, a następnie pociągiem do Żar, uciekając alumnom, bo dalsza praca byłaby zagrożeniem dla zdrowia, a nawet życia kobiety.
          W nowicjacie w Osiecznej siostra Maria dokonała smutnego odkrycia. Chcąc uzyskać samoocenę kleryków, by dowiedzieć się jak przeżywają sakrament pokuty i pojednania zapytała ich:, „kto z was miał w życiu dobrze odbyte spowiedzi?” Dało to dowód ogromnych braków w formacji tychże studentów i pokazało jak duże problemy mają z życiem sakramentalnym i wiarą. Młodzi mówili, bowiem w większości, że nie pamiętają, żeby się tak szczerze i owocnie spowiadali. Zwykle tłumaczyli to brakiem informacji i złymi spowiednikami, którzy nie poświęcają im odpowiednio dużo czasu. Maria postanowiła zrobić, co tylko było w jej mocy, aby te błędy naprawić. Zaczęła indywidualne rozmowy, przygotowała ich do spowiedzi jak potrafiła i wezwała Ojca Jurę, aby rzucił wszystkie swoje plany i przyjechał nazajutrz do seminarium. Obiecała klerykom, że duchowny mając świadomość odpowiedzialności za dusze mu powierzone, ofiaruje każdemu tyle czasu ile będzie trzeba. Każdy młodzieniec po skończonej spowiedzi przychodził i dziękował Marii za doprowadzenie go do tak wspaniałego przeżycia pojednania z Bogiem
[84].

          Maria prowadziła Seminarium Nowego Życia w Duchu Świętym również dla kapłanów. Zaproszona do Gorzowa Wielkopolskiego na obchody jubileuszu kapłaństwa biskupa Pawła Sochy, przejeżdżała wraz z ludźmi z Pieniężna, nad którymi się modliła, przez Rokitno. Okazało się, że odbywały się tam rekolekcje przed święceniami kapłańskimi. Diakoni otoczyli Marię i prosili o choćby krótką modlitwę. Niektórzy podzielili się z nią obawą, czy wytrwają w powołaniu. Obiecała im wtedy poprowadzić seminaria po przyjęciu przez nich sakramentu kapłaństwa. Po skończonych uroczystościach 25-lecia prosiła biskupa o możliwość zorganizowania rekolekcji dla neoprezbiterów.

          Ksiądz biskup Paweł Socha zgodził się na zrealizowanie siedmiu tygodni seminariów podczas comiesięcznych zjazdów w Rokitnie. Na ten rok osobiście postarała się dla nich o dobrego spowiednika.

          W Pieniężnie pewien alumn prosił ją o modlitwę za swoją chorą siostrę. Maria podjęła się wstawiennictwa za leżącą pod kroplówkami, prawie konającą na raka piersi kobietę. Niedługo po tym M. Jurczyńska przybyła ze swoją posługą do Chludowa. Zaprosił ją ojciec Prowincjał Księży Misjonarzy Słowa Bożego. Modliła się nad prawie setką kleryków. Razem z nimi przeżyła też pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski. Pojawił się tam też ów kleryk z Pieniężna, który dostał pozwolenie na wyjazd do siostry. W szpitalu jej nie zastał, więc przerażony pojechał do rodzinnego domu. Okazało się, że konająca do niedawna kobieta nosi wodę w wiadrach. Guz znikł a lekarze polecili jej jedynie zjawiać się, co miesiąc na wizytach kontrolnych. Kleryk ten wbiegł na salę, gdzie Maria spożywała kolację z młodzieżą w Chludowie i cała grupa poderwała się do radosnego wielbienia Pana Boga. To jeden z licznych Bożych cudów wyproszonych przez Marię. Wiele z jej modlitw zostało wysłuchanych. Stwórca bardzo mocno działał przez tą posługę. Miedzy innymi udzielał jej daru proroctwa przykładem może być wydarzenie z Pieniężna. Maria Modliła się nad ojcem Wodeckim. Miała poznanie, że Kapłan powinien udać się do Hiszpanii. Ojciec Potoniec podał jej Pismo Święte. Otworzyła fragment, w którym święty Paweł pisze o wyjeździe do Hiszpanii. Duchowny wyraźnie zdziwiony oświadczył, że ma już kupiony bilet do Saragossy, ale nie zdradzał tego nikomu[85]. To tylko kilka przykładów spotkań Marii z potrzebującymi duchowego wsparcia.

          Miejscowości, w których Maria prowadziła dni skupienia, czy rekolekcje było bardzo wiele. Założyła również mnóstwo grup modlitewnych, niektóre wciąż istnieją. W miejscowościach, w których Maria Jurczyńska zawiązywała grupy modlitewne, wciąż istnieje Odnowa w Duchu Świętym. W świeżo powstałych grupach, czy też trwających nieprzerwanie od wielu lat są jeszcze obecne osoby pamiętające charyzmatyczkę. Tak jest we wspólnotach miedzy innymi w Zielonej Gorze, Nowej Soli, Kożuchowie, Żaganiu, Szprotawie, czy w Nowogrodzie Bobrzańskim.

do góry

4. OSTATNIE LATA ŻYCIA I ŚMIERĆ MARII JURCZYŃSKIEJ 

          Maria poświęcała bardzo dużo czasu na pracę z ludźmi. Troszczyła się o każdego człowieka, który do niej przychodził i nie odmawiała pomocy. Cieszyła się z nawrócenia swojej najmłodszej córki. Anna Kusz, z domu Jurczyńska, była owszem, osobą wierząca, ale nie chciała się angażować w posługę matki. Na jednych  z rekolekcji, prowadzonych przez Marię i księdza Zbigniewa Tartaka pojawiła się  z intencją odwiedzenia jej z synami. Zwykle była bardzo zazdrosna o czas poświęcany obcym ludziom. Wyrzucała matce brak troski o zdrowie i buntowała się na widok tłumów gromadzących się przy rodzinnym domu. Tego czerwcowego dnia przysłuchiwała się jednak naukom, a następnie wzięła udział we Mszy Świętej sprawowanej w ich ogrodzie. Ujrzała radosne twarze, tańce, śpiewy i gorącą modlitwę. Nie było tam nic z nudnej powinności chrześcijańskiej. Panią Annę urzekło świadectwo żywej wiary zgromadzonych tam ludzi. Gdy nadszedł koniec rekolekcji, córka charyzmatyczki zrozumiała, że kończy się coś bardzo ważnego. Odczuła wielką tęsknotę za podobnymi doświadczeniami. Zdała sobie sprawę z tego, że pragnie Bożej miłości i obecności w trudach życia.

Ksiądz Tartak widząc, że kobieta coś przeżywa, zaprowadził ją do pokoju, gdzie po raz pierwszy zgodziła się na modlitwę wstawienniczą, którą posługiwała jej mama, wraz z tym kapłanem. Niebawem Anna Kusz zaczęła wzrastać w wierze i formować się do posługi wraz z rodzicielką[86].

          Stan zdrowia Marii Jurczyńskiej zaczął pogarszać się w ogromnym tempie. W ciągu swojego życia przeszła kilka operacji tarczycy. Miażdżyca rozwijała się niezwykle szybko. Kobieta coraz częściej nie była w stanie poruszać się o własnych siłach. Po wielogodzinnej służbie chodziła o kulach i nogi odmawiały jej posłuszeństwa. Nie mogła już, jak to miała w zwyczaju po skończonej modlitwie w jakimś domu zakonnym, gdy tylko w pobliżu była kaplica, biec przed Najświętszy Sakrament i chwalić Boga.

          Tak wspomina to Irena Łabul, która korzystała z posługi Marii na rekolekcjach w Gostyniu. Siostra Maria pomiędzy osobami, nad którymi się modliła, wychodziła na chwilę do znajdującej się tuż obok kaplicy i na głos wypowiadała swoje dziękczynienia Panu Bogu za dar miłości do człowieka. Śpiewała przy tym i uśmiechała się promiennie, zachęcając w ten sposób do skorzystania z jej pomocy[87].

          Koniec lat osiemdziesiątych i lata dziewięćdziesiąte nacechowane były olbrzymim cierpieniem. Maria wciąż marzyła o płynnej i ofiarnej współpracy kleru z laikatem. Szansą mógł sie okazać podział Parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Nowa parafia, pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego, powstała 26 sierpnia 1991 roku. Dekret erekcyjny wydał ówczesny Biskup Diecezjalny Józef Michalik. Księgi metrykalne datowane są również na 1991 r., a Kronika parafialna powstała w 1992 r. Kaplica, która tymczasowo służyła nam do modlitwy, była dawną halą fabryczną, poświęconą w kwietniu 1991 r. przez bpa Józefa Michalika[88]. Było to miejsce modlitwy położone znacznie bliżej od dotychczasowego. Nowi kapłani przynosili ze sobą nadzieję na owocna współpracę.  

          Po pewnym czasie przyszedł do parafii gdzie mieszkała siostra Maria nowy proboszcz, ks. Ludwik Lewandowski. Zauważył on dobre efekty pracy Marii i innych świeckich zaangażowanych w formacje charyzmatyczną i popierał tego rodzaju modlitwę. Również ksiądz Zbigniew Tartak został przeniesiony, jako wikariusz do tejże parafii.

          Idea domu Apostolstwa Miłości w Duchu Świętym zaczęła się konkretyzować w 1990 roku. Wtedy to pojawiła się szansa na spełnienie jej marzeń. Okazało się, że w Kunicach Żarskich jest budynek, który mógłby stać się miejscem dla wspólnoty życia i ośrodkiem rekolekcyjnym. Był to pustostan po dawnej szkole podstawowej. Tej samej, do której uczęszczał ksiądz Zbigniew Tartak, który od spotkania siostry Marii nie tylko nie zerwał z nią kontaktu, ale prowadził razem z nią rekolekcje i modlił się nad ludźmi. Duchowny zafascynował się pomysłem domu modlitwy, prowadzonego przez grupę ludzi żyjących według wskazań Marii Jurczyńskiej. Aktywnie starał się o pozyskanie przez Kościół Katolicki zabudowania przy ulicy Wyzwolenia 2. Wreszcie Dnia 8 kwietnia 1992 roku Aktem Notarialnym - Repertorium A numer 2696/1992, budynek po byłej Szkole Podstawowej w Kunicach, zostaje przekazany na własność Diecezji Zielonogórsko - Gorzowskiej[89]

        Czas płynął jednak nieubłaganie i siły starszej kobiety słabły. Zdążyła jeszcze, pomimo olbrzymich już dolegliwości, na cztery lata przed śmiercią, poprowadzić Seminaria Nowego Życia w Duchu Świętym. Rekolekcje te skierowane były do kleryków piątego roku Seminarium Duchownego w Paradyżu. Trwały prawie rok. Klerycy przyjeżdżali do niej, gdyż nie była w stanie się poruszać[90].

          Nieustanna służba, dniem i nocą, modlitwą wstawienniczą nie pozostawała bez wpływu na jej i tak bardzo kruche zdrowie. Kłopoty z nogami wynikały z braku ruchu, pojawiły się obrzęki, niedotlenienie i niewydolność krążenia.        

          Na dodatek Maria poruszając sie po własnym domu, uległa poważnemu wypadkowi. Kula, na której się wspierała, poślizgnęła się i M. Jurczyńska z impetem upadła na podłogę. Nastąpiło złamanie ręki, pęknięcie obojczyka i dwóch żeber. Od tego wypadku już więcej nie chodziła. Była przykuta do łóżka. Rozwijająca się choroba kręgosłupa, pozwalała tylko na pozycję siedzącą, chora nie mogła się położyć. Ciągle miała do wyboru tylko dwie pozycje: siedząca, z nogami opuszczonymi na podłogę i ta sama z nogami na taborecie. Tak spała, jadła i posługiwała. Jak wspomina córka Marii, do snu podkładała sobie rolkę papieru toaletowego pod podbródek, aby jej głowa nie opadała. Taki stan rzeczy trwał ponad 3 lata do dnia, w którym Pan zabrał ją do siebie[91]. Bardzo cierpiała, ale nie skarżyła się. Wciąż przyjmowała potrzebujących modlitwy i rozmów duchowych. Nie mogła już nigdzie jeździć, więc chętnych na przyjazd do domu przybywało. 

          Jej pokój był zapełniony modlącymi się w jej intencji ludźmi. Ona jednak nie chciała już nadwyrężać Bożej woli i gotowa była umrzeć. Pocieszała tych, którzy płakali nad jej stanem zdrowia. Ci, którzy mówili, że nie wyobrażają sobie życia bez jej pomocy przestrzegała przed takim patrzeniem. Nie chciała nikogo zatrzymywać dla siebie. Nie pragnęła sensacji wokół siebie, a tylko służby Bogu. I teraz, w tak późnym wieku, pośród wielu swoich niedomagań, potrafiła być wsparciem dla innych. Imponowało to wielu osobom. Przychodzili, aby ją pocieszyć i dodać otuchy na czas umierania, a wychodzili pokrzepieni i pełni nowego zapału. Do ostatnich chwil udzielała porad, modliła się nad ludźmi.

          Nawet już w szpitalu, gdzie było jasne, że niewiele dni dzieli ją do odejścia do domu Ojca, mężnie znosiła te trudy, słuchała o problemach innych i dawała nadzieję.

          Jej ostatnie lata wspomina ojciec Błażej Sekuła, który stał się jej duchowym przyjacielem: „Kontakt z Marią trwał aż do jej śmierci. W ostatnich latach, gdy już nie mogła podróżować odwiedzałem ją w domu, odprawiałem jej Mszę Świętą, udzielałem jej sakramentu chorych. Choć była mistrzynią w modlitwie wstawienniczej wobec innych, to za każdym razem prosiła o modlitwę wstawienniczą mnie i osoby mi towarzyszące. Wiele razy myślałem, że to jest już moje ostatnie spotkanie z nią, ale przekonywałem się, że człowiek ducha nie podlega ogólnym prawom medycznym i fizycznym Zapraszała mnie też wiele razy na modlitwę dla trudnych spraw. Byłem świadkiem natychmiastowych uzdrowień palaczy i z innych nałogów. Uczestniczyłem wiele razy w egzorcyzmach wobec ludzi zniewolonych grzechami cielesnymi, zmysłowości, dzieciobójstwa i innymi. Podziwiałem jej spokój i ufność do Boga w chwilach bardzo trudnych w duszach ludzkich. Nie była urzędnikiem. Poświęcała tyle czasu ile było potrzeba - aż do skutku. Często mówiła przed trudnymi egzorcyzmami - musisz być gotów oddać życie dla sprawy Bożej, aby uwolnić człowieka z mocy zła”[92].
          Choć remont domu rekolekcyjnego ruszył i zaczęły się już pierwsze spotkania formacyjne, Maria nie mogła w tym uczestniczyć. Zobaczyła tylko ten budynek. Niczego więcej zrobić nie mogła. Nie poprowadziła w nim żadnych rekolekcji, choć to ona walczyła o takie miejsce dla diecezji. Chciała bardzo, aby było odpowiednie lokum dla wiernych, którzy poszukiwali wiedzy religijnej i pragnęli pogłębić swoją wiarę. Sama jednak nie skorzystała z owocu swych starań. Odeszła do Boga mając świadomość tego, co się z nią dzieje. Na to spotkanie przygotowywała się przez całe życie, tęskniąc za spotkaniem z „ukochanym Duchem Świętym”.
          Ksiądz Zbigniew Tartak modląc się nad Marią miał wewnętrzne obrazy, ukazujące stan duszy człowieka, wolę Bożą względem niego. Miał przeczucie zbliżającej się śmierci.
          Przy szpitalnym łóżku z trudem oddychającej kobiety siedziała na zmianę rodzina wraz z osobami ze wspólnoty. M. Jurczyńska wprawiała ich w dużą konsternację. Każdy pragnął cudu uzdrowienia i gotów był na wielkie modlitewne ofiary w tejże intencji, a wątła i przygarbiona kobieta prosiła: módlcie się, abym szybciej umarła. Tłumaczyła oczywiście, że tęskno jej do Pana Boga. Anna Kusz wspomina trud, z jakim wypowiadała słowa. Bardzo się już męczyła. Nie mogła złapać oddechu.
          Wciąż w jej pokoju ktoś miał się modlić o dobrą śmierć dla niej. W niedzielę 17 marca, późnym wieczorem, córka Anna, wraz z księdzem Zbigniewem, żegnali się         z siostrą Marią od Ducha Świętego, na noc. Siedzieli na jej łóżku po obu stronach i tulili się do niej. Gdy mieli odejść, Maria prosiła ich o pozostanie jeszcze, choć chwilę. Zwykle o określonej godzinie po prostu się rozstawali. Prośbę spełnili, więc ich pożegnanie przeciągnęło sie prawie do północy.
          Dnia 18 marca 1996 roku, około godziny siódmej dwadzieścia, jej marzenie o zobaczeniu Boga twarzą w twarz się spełniło. Odeszła cicho do Pana. Nie bała się tej chwili, dlatego nie chciała smutku, żałoby ani łez, bo odeszła tam, gdzie jest źródło i cel wszelkiego szczęścia
[93]. Często mówiła, że święty Józef ją zabierze do Boga. Faktycznie, zmarła w wigilię obchodów Uroczystości świętego Józefa Oblubieńca. Zdawała się wiedzieć, kiedy to nastąpi. Nie była jednak bierna. Póki mogła zrobić cokolwiek dla drugiego człowieka, działała. Nawet siedząc na szpitalnym łóżku pod tlenem, wysłuchała ostatni raz ludzkich trosk i służyła modlitwą.

          Gdy Anna Kusz, przez wzgląd na mamę nazywana przez bliskich Marysią, przyszła w poniedziałkowy poranek do pracy, nie zdążyła sie jeszcze dobrze wypakować, a w drzwiach biura stanął ksiądz Tartak. Stał i tylko na nią patrzył.          A. Kusz zapytała: Czy już? Kapłan odpowiedział, że już. Wszystko było wiadome. Marii Jurczyńskiej nie ograniczało już stare, schorowane ciało.

          M. Jurczyńska prosiła, aby na jej pogrzebie śpiewano radośnie, oraz żeby do trumny ubrać ją w wiosenną sukienkę w kwiecistą łączkę. Tak też się stało. Jej pochówek, który odbył sie 21 marca był podobny do święta. Zdawać by się mogło, że odbywa się tam wesele, a nie uroczystości pogrzebowe. 

          Maria prosiła, aby ciało pożegnać w domu. W dużym pokoju, wokół ustawionej na prowizorycznym katafalku z krzeseł stanęło mnóstwo osób.  Następnie rozpoczęto spotkanie modlitewne. Śpiewano przy gitarach pieśni pełne energii i radości. Sąsiedzi byli zgorszeni takim obrotem sprawy. Nie wyobrażali sobie pogrzebu bez łez                   i żałobnych pieśni. W domu na ulicy Średniej popłynęła modlitwa uwielbienia Boga za dar życia siostry Marii. Gdy odmawiano Ojcze Nasz, wszyscy złapali się za ręce. Również Marię złapano za dłonie i została włączona w ten krąg. Odbyło tam się ostatnie spotkanie Odnowy w Duchu Świętym z jej fizyczną obecnością.

           Pierwszy dzień wiosny, w kaplicy pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego w Żarach przy trumnie z doczesnymi szczątkami Marii Jurczyńskiej, zgromadziły się tłumy ludzi. Było wielu księży. Głównym celebransem Mszy Świętej był koordynator Odnowy w Duchu Świętym w Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej, ksiądz Eugeniusz Drzewiecki. Kazanie wygłosił ksiądz Zbigniew Tartak - opiekun Odnowy w Duchu Świętym. Kościół wypełnili wierni z różnych stron diecezji, a także między innymi z Warszawy, Łodzi, Poznania. Na Eucharystii, ale i na pogrzebie śpiewał zespół Żarskiej wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Wykonał pieśń ze słowami: „Już teraz we mnie kwitną Twe ogrody, już teraz we mnie Twe Królestwo jest” Był to niewątpliwie bardzo trafiony utwór. Gdyż Maria z wielką nadzieją oczekiwała na swoją śmierć wierząc, że to tylko przejście przez bramę. Było w niej ogromne przekonanie                        o czekającym na nią Chrystusie, któremu przecież starała się służyć ze wszystkich sił. Często tłumacząc coś odwoływała się do życia wiecznego, że tam już nic nie będzie takie samo. Nie będzie bogatych i biednych, tylko wieczność z Bogiem, który zapyta jedynie o miłość i będzie sie cieszył nami i tymi, których do Niego przyprowadzimy[94]. Tęsknota za Stwórcą,      o której nie raz mówiła, mobilizowała ją do wielkiego wysiłku na rzecz ludzi. Osiemnastego marca 1996 roku nadszedł kres jej doczesnego życia.

do góry

5. DUCHOWOŚĆ SIOSTRY MARII  
OD DUCHA ŚWIĘTEGO 

          Nie sposób opisywać postać Marii Jurczyńskiej bez poruszania kwestii duchowych. Jej życie i posługiwanie pełne było Bożego prowadzenia. Motorem wszelkich jej działań była wiara. Podczas jednej z modlitw, której świadkiem była Wiesława Arciszewska, Maria zanotowała słowa, które usłyszała w swoim wnętrzu: „Powierzam ci tajemnicę uzdrawiania Moją miłością, Moim sercem. Nie wiesz, bo nie możesz wiedzieć o głębokości Mego pragnienia uzdrowienia każdego człowieka z jego niemocy duchowej. Spójrz Mi w oczy, zanurz się w nich cała - zanurz w nich twego chorego. Moje Boskie oczy przenikają ciebie, przenikają chorego, którego Mi dajesz. Pod wpływem promieni miłości, które na wskroś przenikają chorego, bo nieskończenie go kocham - dziecko Moje - topnieje w nim zło, które go jak rak toczyło. Obserwujesz proces jego własnej złej woli idącej ku zgubie i przekształcasz ją w silny most, pomost między chorym a Mną. Idę tym pomostem, dostępnym mi przez człowieka i dotykam jego jaźni, duszy, ciała, jego psyche; wszystko się ożywia, rozkurcza, taje, zaczyna rozkwitać. Zeschła ziemia zielenieje, słońce Mych oczu promienieje, niesie ciepło, skała się rozkrusza, pięści zwalniają ucisk, nogi się stają proste i silne, głowa i czoło - uniesione. Człowiek gotowy do nowej drogi z pieśnią dziękczynienia i uwielbienia Mnie w Ojcu - na ustach. Oto cud uzdrowienia, łaski Mojej, danej ku pomocy. A potem mówię: Idź, okaż się kapłanom na świadectwo, na chwałę Mojej miłości do Ojca”[95]. Oczywiście przyjęła je, jako słowo Boga, skierowane do niej.

          Opisywany tu cud przemiany to nic innego, jak właśnie skutki posługi modlitwą wstawienniczą. Nie była to żadna gotowa technika. Maria zwyczajnie rozmawiała z ludźmi. Jako wrażliwa, mądra i zasłuchana w Ducha Świętego kobieta, potrafiła pocieszyć każdego i wskazać możliwe, zgodne z wolą Bożą, rozwiązanie. Do dziś właśnie taki sposób modlitwy jest praktykowany w domu rekolekcyjnym w Żarach – Kunicach. Do dziś istnieje ogromne zapotrzebowanie na taką służbę. W związku z tym, że taka forma modlitwy wciąż występuje w założonej przez Marię placówce, temat ten zostanie szerzej omówiony w rozdziale trzecim, gdzie poruszone będą kwestie spuścizny po siostrze Marii. Podczas głoszenia niezliczonych konferencji wiodącym tematem dla  M. Jurczyńskiej był Duch Święty i Jego działanie. Warto zapoznać się z tokiem jej myślenia, poznać logiczność i życiową przydatność wypowiadanych przez nią nauk. Maria kochała młodzież. Miała z nią dobry kontakt. Młodzi ludzie bardzo ją szanowali  i ufali jej. To właśnie do młodzieży wypowiedziała konferencję, której najważniejsze wątki znajdują sie poniżej.    
            Dary Ducha Świętego przekazane są człowiekowi, aby ten, umocniony, mógł z ich pomocą śmielej i łatwiej iść za natchnieniem Ducha Świętego. Owe Dary są trwałymi zdolnościami, które pomagają nam w spełnianiu dobrych uczynków łatwo, szybko, radośnie oraz z uległością Duchowi Bożemu. Dary te ponadto, ułatwiają człowiekowi zdobycie cnót, i są z nimi ściśle związane by wspierać główne władze duszy- rozum i wolę. Dary są duszą cnót i ułatwiają ich wykonywanie. Cztery pierwsze dary wspierają rozum. Bojaźń Boża, męstwo i pobożność odnoszą się do woli. 
              Należy, by chrześcijanin wysoko cenił Dary Ducha Świętego z dwóch powodów: są one konieczne, by dojść do wieczności, oraz dlatego że posiadają wielką wewnętrzną godność i wzniosłość. Poprzez używanie darów wszystkich nasze władze    i czynności prowadzą nas do jeszcze większego zjednoczenia z Bogiem.

            Dar rozumu
: umacnia on wiarę, która jest w stanie przyjąć oparte na Słowie Bożym i Tradycji nauczanie Kościoła. Jest on szczególnie ważny dla kapłanów, katechetów, nauczycieli oraz wszystkich tych, którzy głoszą wiarę w Chrystusa. Dar ten współpracuje z człowiekiem o pokornym i czystym sercu.
            Dar umiejętności
: dar ten pomaga człowiekowi zrozumieć objawienie w świetle dowodów świata stworzonego.  Różni się on od daru rozumu, ponieważ on przyjmuje wiarę za pewnik, umiejętność natomiast ją wzmacnia podając powody. Dar ten doskonali także poznanie nas samych oraz innych ludzi. Kształci w nas umiejętność służby bliźniemu, dlatego też jest bardzo potrzebny kapłanom, rodzicom i wychowawcom, których zadaniem jest inspirować do czynienia dobrych uczynków.
            Dar mądrości
: daje on człowiekowi niezwykłe światło pozwalające mu poznać Boga. Daje on duszy niezwykłą radość i pokój oraz rodzi wielką miłość.  Mądrość otrzymujemy przez pragnienie i modlitwę, pracę nad czystością serca i pokorę. Jest to najwyższy i najwznioślejszy dar Ducha Świętego.
            Dar rady
: pozwala on człowiekowi w pewnych wypadkach rozeznać, co należy czynić i jakich środków użyć. Jest on pomocą, aby wszystkie nasze czyny czy działania zgodne były z wolą Bożą. Wiąże się on z cnotą kardynalną roztropności i ją udoskonala. Jest on niezwykle potrzebny do służby bliźniemu, ponieważ pomaga nam po bratersku   i z miłością służyć mu wsparciem.
|            Dar męstwa
: W przeciwieństwie do powyższych darów, ten odnosi się do woli. Dany jest nam w celu pokonywania przeszkód stojących na drodze naszego życia takich jak pokusy, oschłość, problemy z modlitwą. Męstwo czyni nas zwycięzcami wszystkich tych trudności. Bez tego daru nie potrafilibyśmy sprostać żadnemu powołaniu. Szczytem męstwa jest męczeństwo za wiarę.

            Dar Bojaźni Bożej: pozwala on naszej duszy by nie wybierała zła nie tylko przez wzgląd na karę, ale przede wszystkim z dziecięcej ufności Bogu i z przeświadczenia, że za nic nie chcę go zranić. Pismo Święte nazywa Bojaźń „początkiem Mądrości”. Przynosi ona pokój serca, ufność i wesele. Pozwala też człowiekowi na przeżycie modlitwy, jako spotkania pełnego czci, bojaźni i miłości.
            Dar pobożności
: skłania ona człowieka do oddawania czci Bogu, jako Ojcu. Pomaga on człowiekowi z dziecięcą ufnością stanąć przed Bogiem. Dar pobożności zaleca miłość do Kościoła, jako matki oraz do wszelkich form kultu i ćwiczeń pobożnych. Pomaga nam też dostrzec i ukochać Chrystusa w naszych bliźnich[96].
           Oprócz opisu działania Trzeciej Osoby Trójcy Przenajświętszej Maria najczęściej posługiwała sie zwrotem: dobrze, chętnie i radośnie. To wskazówka dla wszystkich chcących formować się na drodze dojrzałej wiary. Jest to swoista forma rachunku sumienia. Polega ona na tym, by w każdej czynności naszego życia obecne było owe: dobrze, chętnie radośnie.
            Zwraca się uwagę, aby każda czynność wykonywana w ciągu dnia przepełniona była Bożą obecnością. Chodzi o to, by każdą chwilę uczynić modlitwą na cześć Boga. To nieustanne pytanie, czy to, co wydarzyło się od rana było dobre, chętne, radosne.   W ten sposób możemy prześledzić cały dzień od wstania aż do położenia się spać               i zadawać sobie pytania czy rzeczywiście to, co robiłem było dobre, chętne, radosne. Już sam moment wstania może być dziękczynieniem Bogu za łaskę kolejnego dnia. Nawet takie drobiazgi jak mycie naczyń w tej perspektywie mogą nabrać niezwykłego znaczenia –„myję naczynia, bo kocham Boga, który daje mi tę pracę bym mógł go chwalić”

            Bóg stworzył świat w ciągu sześciu dni i to, co stworzył było bardzo dobre. Wszystko, co Bóg czyni, jest dobre. My zaś, jako ludzie mamy naśladować Boga, czyniąc wszystko dobrze. Bóg jest naszym wzorem, za którym mamy podążać. Mamy być doskonali jak Ojciec nasz jest doskonały (Por. Mt 3, 16) Czynić coś chętnie, to czynić to jak Jezus. Postawa Jezusa zawsze była pełna poddania woli Ojca. Najbardziej ukazało się to w męce i śmierci na krzyżu. Podjął cierpienie chętnie zapatrzony w Ojca Niebieskiego i posłuszny Jego woli.
            Radośnie
to znaczy z Parakletem- Pocieszycielem. A jeżeli jest Pocieszyciel- to nie może być mowy o klęsce. Jeśli więc wszystko czynimy w Duchu, z Duchem i przez Ducha- zwycięstwo mamy zapewnione.

Jest to, więc sposób refleksji, który rozwija nas w miłości do Trójcy Świętej, a także daje nam udział w Jej wewnętrznym życiu
[97]
              Maria Jurczyńska wypowiedziała wiele konferencji, ale zawsze mówiła w odniesieniu do życia codziennego. Zdawała sobie sprawę z tego, że mawia do ojców, matek, kapłanów, pracowników albo kogoś, kto przygotowuje się do tej funkcji. Dostosowywała swoje mowy do słuchaczy i ich możliwości. Potrafiła zachwycić profesorów, ale też dotrzeć do analfabetki, która przyszła po chleb, a odeszła posilona dodatkowo pokarmem dobrego słowa. Bogactwo doświadczeń życiowych wykorzystywała w rozmowach i modlitwie, dzięki czemu ludzie czuli, że mają do czynienia z kimś z ludu, kto ich zrozumie i nie odrzuci
[98].

do góry

DZIEDZICTWO DUCHOWE MARII JURCZYŃSKIEJ 

6. MODLITWA WSTAWIENNICZA 

              Rozdział ten ma na celu poznanie praktyki modlitwy wstawienniczej w takiej formie, w jakiej funkcjonuje ona na terenie diecezjalnego Domu Rekolekcyjnego  w Żarach- Kunicach. Jest to metoda, która powstała na przestrzeni wielu lat posługi siostry Marii od Ducha Świętego. Właśnie takiego sposobu uczyła Maria.
             Poniższy tekst powstał w oparciu o treść konferencji formacyjnej siostry Marii, której tematem jest sposób przygotowania się do prowadzenia modlitwy wstawienniczej oraz jej przebieg.
              Następnie, rozdział ten przybliży funkcjonowanie Wspólnoty Apostolstwa Miłości w Duchu Świętym (A.M.D.). Grupa owa, była sposobem realizacji idei współpracy laikatu z duchowieństwem autorstwa Marii Jurczyńskiej. Nieodzownym elementem omawiania tej kwestii, okaże się analiza kongregacji A.M.D   i funkcjonowania placówki rekolekcyjnej w Kunicach.
              Modlitwa wstawiennicza, jest to zwracanie się do Boga, prośba do Niego skierowana w czyjeś intencji, za jakąś osobę. W modlitwie tej niezwykle ważne są dwie kwestie: otwartość omadlanego oraz dyspozycyjność osoby modlącej się.
              Otwartość zakłada prawdziwą chęć zmiany swojego życia i odwrócenie się od zła, a także bycie szczerym wobec samego siebie i Boga.

              Natomiast dyspozycyjność osoby modlącej się polega na stałej gotowości do służby. Gotowość owa wyraża się przede wszystkim w stałym wzroście modlącego się. By mógł on posługiwać swemu bratu w imię Boże, musi być z Bogiem w głębokiej relacji. Z tej relacji wynika zaś miłość do drugiego człowieka, która jest fundamentem posługi modlitwą wstawienniczą. Posługujący musi naprawdę kochać swojego brata szczerą miłością, pełną pokory i zrozumienia, bo Chrystus w nim mieszka. Bardzo ważne jest to, żeby to Duch Święty prowadził modlitwę, by nie były to pomysły człowieka.  Człowiek jest tylko lichym narzędziem w ręku wszechmocnego Boga[1].

              Stosowanie egzorcyzmów: zdarza się, że jeżeli jakiś nałóg nie da się pokonać przez spowiedź, to pozostaje egzorcyzm[2]. Każdy człowiek powinien codziennie odmawiać egzorcyzm prosty nad sobą np. podczas modlitwy porannej[3]. Bardzo zalecane jest nabożeństwo do św. Michała Archanioła. Zawiera ono, bowiem wiele modlitw egzorcyzmowych i warto z tego korzystać, by się bronić przed atakami złego ducha. Egzorcyzm, jako taki, może usunąć opętanie. Opętanie może nastąpić wtedy, kiedy człowiek zniewolony jest jakimś grzechem. Szatan ma wtedy otwarte drzwi, by zawładnąć duszą człowieka. Kiedy następuje uwolnienie człowieka, zerwanie  z grzechami często nawet sam wygląd zewnętrzny się zmienia.
              Praktyczny sposób modlitwy wstawienniczej: na początku wielbimy Boga, potem dziękujemy za wszystkie łaski, następnie, jeżeli można, to należy użyć egzorcyzmu.
            Przygotowaniem jest gotowość służenia. Nigdy człowiek nie może odmówić modlitwy komuś, kto o nią prosi. Nawet, kiedy bardzo ci się spieszy, to powinno się      w krótkim westchnieniu zmieścić całe pragnienie dobra dla drugiej osoby.

Miłość Boża przynosi uzdrowienie: Bóg kocha człowieka i chce tą miłością obdarzać swoje dzieci. Miłość Boża rekompensuje człowiekowi niedosyt miłości ludzkiej. Bóg przychodzi do człowieka z uzdrowieniem, nieraz także z uzdrowieniem fizycznym.

            Poranna intencja: każdy człowiek, który chce służyć powinien już w swej porannej modlitwie oddać każdego, kogo Pan postawi na naszej drodze. Żaden dzień nie powinien przeminąć bez drobnych praktyk, czy drobnych modlitw wstawienniczych. Bez służby, dary, które otrzymaliśmy, które otrzymaliśmy przy wylaniu Ducha Świętego, mogą zupełnie zniknąć. Dlatego nigdy nie można odmówić modlitwy tłumacząc, że nie wie się, czy ma się dary.

Ze współczuciem, pokornie: służący modlitwą musi być osobą, która jest głęboko współczująca i ma pokorne serce. Każdego należy obdarzać serdecznością i łagodnością.

            Osobę omadlaną i tak wiele kosztuje otwarcie się, tym bardziej powinien odczuć, że osoba, która się modli, żywi do niego uczucie autentycznej braterskiej miłości. W takiej atmosferze współczucia i miłości rodzi się coraz większa otwartość na Boże działanie. Jednak nie należy wyciągać pewnych rzeczy na siłę, lecz jeżeli ktoś jest zamknięty należy tłumaczyć mu, że aby nastąpiło całkowite uzdrowienie Bóg potrzebuje otwartości[4]. Bóg nie czyni niczego połowicznego, lecz chce uzdrawiać całego człowieka. Dlatego tak ważna jest otwartość człowieka, nad którym się modlimy.
            Modlitwę należy przeprowadzać w ścisłym zjednoczeniu z Bogiem. Zawsze należy słuchać Ducha Świętego, nawet czasami wbrew pomysłom osoby, która do nas przychodzi. Sam człowiek, bowiem czasem sam nie wie i nie rozumie, czego naprawdę potrzebuje
[5]. W modlitwie, zatem musi istnieć naprawdę bardzo głębokie zjednoczenie ze Stwórcą.
            Na wstępie warto zadać człowiekowi kilka pytań. Pytanie o środowisko, jest pytaniem podstawowym. Wydawałoby się, że tak odległe czasy jak poczęcie i dzieciństwo nie mają większego znaczenia, tymczasem mają znaczenie zasadnicze. Bardzo ważne jest czy człowiek urodził się w atmosferze miłości, czy może awantur pijackich, zdrad małżeńskich, rozwiązłości. Pan Bóg stworzył człowieka pięknie i harmonii, lecz to rodzice i prarodzice poprzez swoje grzechy, zniekształcili  w człowieku tę harmonię. Nawet, jeżeli wydaje się, że dziecko było chciane to, jeżeli    w momencie poczęcia rodzice, choć przez chwilę, nie chcieli tego dziecka, to ono już będzie nosić pewien deficyt miłości, której zabrakło od najbliższych ludzi. Może tworzyć to w dziecku przestrach. Lęki często związane są z sytuacją kobiet w ciąży. Wszelkie stresy i komplikacje związane z porodem odbijają się później na dziecku. Tak też jest z egocentryzmem. To sytuacja rodzinna jest temu winna. Jeżeli dziecko wzrasta w atmosferze awantur, alkoholu to najczęściej ucieka w samotność, izoluje się. Deficyt miłości i samotność często kończą się tym, że dziecko wpada w nałóg samogwałtu. Później taki egocentryk będzie osobą potrzebującą miłości, zaakceptowania przez innych. Będzie rozżalony i nie będzie potrafił docenić miłości, którą będzie mu się okazywało. Najgorsze w skutkach lęki, to lęki przed pijącymi i znęcającymi się ojcami, ciągła potrzeba ratunku, ucieczki. Takie sprawy zostają potem w człowieku bardzo głęboko. Do takich lęków zaliczyć można także przeżycia wojenne, a także kwestię zaakceptowania dziecka w szkole przez nauczycieli, wychowawców, kolegów
[6].

              Następnym ważnym zagadnieniem jest pytanie o moment pierwszego rozbudzenia religijnego. Czy nastąpił wcześnie, czy późno i w jakich okolicznościach? Należy również zapytać przychodzącego do nas o jego życie wewnętrzne: jak często się spowiada, czy ma stałego spowiednika, czy lubi się modlić? Gdy jest to kleryk, można zadać pytanie, czy chętnie odmawia brewiarz. Pytania te mają na celu, by człowiek zobaczył swoją relację do Boga, do siebie samego, a także do innych ludzi. Bardzo często na modlitwie wstawienniczej poruszana jest sprawa powołania. Młodzi klerycy czasami wątpią w to, czy są powołani. Każdy powołany przeżył chwilę uroczystego, wewnętrznego przekonania, że Bóg chce, aby był kapłanem. I jest to wystarczający powód potwierdzającym, że ma się powołanie.

              Jeżeli chodzi o nałogi wśród kleru, to należy pamiętać, że kapłan powinien być człowiekiem wolnym wewnętrznie, ponieważ reprezentuje Chrystusa. Kapłan  o istnieniu alkoholu powinien zapomnieć raz na zawsze. Szatan, bowiem bardzo często używa najróżniejszych podstępów by zniewolić duszę człowieka, opętać nałogiem. Jeżeli kapłan szanuje swoje kapłaństwo i kocha Boga, to nie da się wewnętrzne zniewolić alkoholem. Podobnie jest z papierosami. Niszczą one zdrowie fizyczne i moralne. Kapłan jest człowiekiem poświęconym Bogu, nie może, więc nie ma prawa niszczyć swego ciała, swego zdrowia[7].

              Kolejnym pytaniem zadawanym klerykom jest kwestia zachowania poza seminarium. Czy poza seminarium także potrafił dochować wierności Bogu, czy atmosfera rozluźnienia spowodowała także rozluźnienie relacji z Bogiem?
              Sprawa miłości bliźniego jest tu bardzo ważnym pytaniem. Jeżeli żyje się w większej społeczności, takiej jak seminarium, to bardzo łatwo o konflikty. Wtedy właśnie miłość bliźniego jest bardzo ważna. Potrafić przemilczeć pewne niewłaściwe zachowania drugiego człowieka. Radą jest wtedy, by zadać sobie pytanie: a czy Pan Bóg o tym wie? Bo jeżeli wie to dopuścił taką a nie inną ciężką sytuację, aby móc spojrzeć na swojego współbrata i dostrzec w nim Boga, który ma coś konkretnego do powiedzenia. Kiedy człowiek ćwiczy się w takim opanowaniu względem drugiego człowieka, wtedy miłość i pokora w nim wzrastają. Jest jeszcze jeden aspekt przyjmowania ciężkich sytuacji, jakie spotykają człowieka w pokorze i cichości- ekspiacja. Należy wtedy przyjąć to cierpienie i ofiarować je w duchu wynagrodzenia za kogoś. Takie postępowanie przynosi wielki pożytek duchowy.

              Modlitwa osobista. Jest to kolejne ważne pytanie, które powinno być zadawane podczas modlitwy wstawienniczej. Jeżeli bowiem coś człowiek ma sumieniu to i modlitwa sprawia duże trudności. Potrzebny jest jednak ten najintymniejszy kontakt      z Bogiem, ponieważ on to może wszystkie nasze trudne sprawy załatwić. By jednak modlitwa była w pełni zjednoczeniem z Bogiem, należy najpierw westchnąć do Ducha Świętego. Jest to najlepsze przygotowanie do modlitwy czy to wspólnotowej czy indywidualnej. Modlitwa powinna być dla człowieka radością, nabieraniem sił duchowych, a nie jedynie formalnością czy przymusem. Do tego właśnie uzdalnia nas Duch Święty.

              Przy okazji tematu modlitwy, można zapytać o różaniec. Modlitwa różańcowa nie jest potrzebna Maryi. Ona jest potrzebna ludziom, aby powtarzając słowa tej modlitwy, stawali się coraz bardziej pokorni, podobni do Matki Bożej. Modlitwa różańcowa nie musi być zrutynizowana. Można przeżywać ją w perspektywie różnych wydarzeń naszego życia, lub z Aniołami, ze świętymi, misjonarzami.

              W trakcie modlitwy wstawienniczej warto zająć się też tematem oschłości. Jest ona jak choroba. Kiedy ona się pojawia, człowiek powinien zadać sobie pytanie, co jest tego przyczyną? Najlepiej jest poradzić się jakiegoś zaufanego kierownika lub własnego spowiednika. W kwestii spowiedzi, to powinna być ona cotygodniowa, najwyżej 2 tygodniowa. Oprócz tego kontrola u swojego kierownika duchowego.
              Jeżeli sumienie wyrzuca człowiekowi coś to człowiek powinien jak najszybciej reagować. Jeżeli potrzebne jest przeproszenie lub przebaczenie należy zrobić to jak najszybciej. Najlepszą radą jest częsta modlitwa, Bóg, bowiem czeka na nas w każdej chwili i okoliczności naszego życia by przyjść nam z pomocą.

Bardzo ważne jest, aby oprócz pokuty zadanej przez kapłana, wziąć sobie jeszcze jakąś pokutę dodatkowo. Taką, która by kosztowała i pouczała. Jeżeli zaś zdarzają się często te same grzechy, jest jedna zasada: nigdy nie szukać okazji do grzechu. Bardzo ważne jest w człowieku nastawienie, że za wszelką cenę nie chce zgrzeszyć
[8].
              Podczas modlitwy wstawienniczej należy zapytać osoby nad którą się modlimy o jakiś plan życia, postępowania. Jest to bardzo ważne w życiu duchowym, kiedy pewne rzeczy są harmonijne, poukładane. Porządek jest bardzo potrzebny i musi być zachowany. Sam Duch Święty jest bowiem Bogiem porządku i ładu
[9].
              Po modlitwie o duchowe uzdrowienie człowieka, bardzo często następuje również uzdrowienie fizyczne. Jednak można modlić się bezpośrednio o uzdrowienie fizyczne a nawet o cud. Im większe jest zaufanie człowieka do Boga, tym bardziej prawdopodobne, że uzdrowienie dokona się.

              Taka szkoła Marii sprawia, że wciąż istnieje duże zainteresowanie posługą modlitwy wstawienniczej, od poczęcia. O tejże napisano w 2007 roku książkę „Praktyka modlitwy wstawienniczej” Jest w niej zamieszczony rozdział napisany przez córkę Marii Jurczyńskiej - Annę Marię Kusz[10]. Modlitwą taką mieli posługiwać członkowie Apostolstwa Miłości w Duchu Świętym. Jest to grupa mająca żyć według kongregacji napisanej w duchu konferencji i poleceń Marii Jurczyńskiej[11].

Fragmenty z pracy magisterskiej za zgodą autorki p. Agnieszki Bażowskiej
ŻYCIE I DZIAŁALNOŚĆ MARII JURCZYŃSKIEJ W LATACH 1919-1996

Historia Kościoła

Praca magisterska napisana pod kierunkiem
ks. dra Dariusza Śmierzchalskiego - Wachocza
SZCZECIN 2010

do góry


[1] Archiwum Własne Autora, M. Jurczyńska, O modlitwie wstawienniczej, Gostyń.

[2]Egzorcyzmy, wielkie lub uroczyste, to obrzędy liturgiczne. Z tej racji egzorcyzm mający na celu wypędzenie złych duchów lub uwolnienie od ich demonicznego wpływu innej osoby, mocą duchowej władzy, jaką Jezus powierzył Kościołowi, są przeprowadzane przez wybranych w tym celu szafarzy. Siostra Maria często zachęcała do stosowania prostej formy tej modlitwy. http://www.microchip.net.pl/~aliando/forummf/printview.php?t=167&start=0&sid=5354b3ce3ccd1d13853c4f8025edd61b. (15. 11. 2010.)

[3] Krótka modlitwa, odmawiana za samego siebie,  na przykład do świętego Michała Archanioła, mająca na celu ochronę przed wpływem złego ducha, nie zaś prośba o uwolnienie z opętania.

[4] Zanim podejmie się modlitwę w konkretnej intencji, trzeba pomóc osobom potrzebującym odszukać w pamięci wydarzeń z przeszłości, wspomnień, które mogą mieć zły wpływ na ich życie.

[5] Bóg, jako Dawca życia, zna potrzeby człowieka a jako dobry Bóg, chce je realizować. Dlatego wyposaża osoby posługujące w szereg darów, umożliwiających wniknięcie w pewnym stopniu we wnętrze człowieka, aby odkryć prawdziwe źródło lęków i choroby duszy oraz ciała.

[6]  Stąd Maria Jurczyńska wstawiając się za potrzebującymi zawsze sięgała pamięcią modlitewną do momentu poczęcia, a nawet życia rodziców i innych przodków.

[7] Siostra Maria była pod tym względem bardzo stanowcza. Stawiała klarowne zasady i oczekiwała pracy nad swoimi słabościami.

[8] Maria Jurczyńska mawiała, że postanowienie poprawy jest wtedy, gdy woli się umrzeć, niż zgrzeszyć.

[9]  Modlitwa może się w takich sytuacjach zakończyć konkretnymi wskazówkami dla człowieka, nad którym się modlimy, dotyczącymi sposobu realizacji jego marzeń i planów. Zazwyczaj modlitwa wstawiennicza zawiera w sobie jakieś pouczenia i zalecenia, aby polepszyć swoje relacje z Bogiem           i ludźmi.

  [10] M. Gryz., Praktyka modlitwy wstawienniczej. Materiały formacyjne z sesji „Jedność w różnorodności”  Wolbórz, luty 2007, Łódź 2007, s. 49-79.

[11]Archiwum Własne Autora, M. Jurczyńska, O modlitwie wstawienniczej, s. 1-5.


[1] Archiwum Rodziny Jurczyńskich, Z. Tartak, A. Kusz, U. Ilminowicz, Wywiad z Zofią Łoś, s. 1.

[2]Archiwum Własne Autora, Odpis skrócony aktu zawarcia małżeństwa Stanisława i Marii Jurczyńskich.

[3] Archiwum Rodziny Jurczyńskich, Z. Tartak, A. Kusz, U. Ilminowicz, Wywiad..., poz. cyt. s. 1.

[4]  Archiwum Rodziny Jurczyńskich, Z. Tartak, A. Kusz, U. Ilminowicz, Wywiad..., poz. cyt. s. 1.

[5] Tamże, s. 2.

[6] Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt. s. 23.

[7] Tamże.

[8] W. Żółkiewski, Maciejów, http://wolyn.ovh.org/opisy/maciejow-04.html, (18. 08. 2010).

[9] Siostra Maria od Ducha Świętego [Maria Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt. s. 24.

[10] Tamże.

[11] Posługiwała sie nim podczas konferencji a także pisząc listy. Zob. Archiwum Własne Autora, Świadectwo o Nowym Życiu w Duchu Świętym, s. 1.

[12] Archiwum Rodziny Jurczyńskich, S. Wądołek, Maria Jurczyńska..., poz. cyt., s. 3.

[13] Archiwum Własne Autora, Odpis skrócony aktu zawarcia małżeństwa Stanisława i Marii Jurczyńskich.

   [14] Tamże, Dokument potwierdzający pozostawienie przez Stanisława Jurczyńskiego ziem w Trublach gm.               Maciejów.

   [15]Tamże, Kopia zaświadczenia o przyznaniu Stanisławowi Jurczyńskiemu lokalu przy ul. Średniej 10       w           Żarach.

[16]Ostbahn była główną linią kolejową, łączącą wschodnie prowincje Niemiec z Berlinem,                       w: http://www.ostbahn.pl/, (24. 09. 2010).

[17] Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt. s. 25.

[18] J. Jaworski, R. Józefiak, Z dziejów Zespołu Szkół Budowlanych w Żarach, http://www.zsb.zary.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=45&Itemid=48, (24. 08 2010).

[19]Biskup Toth był długoletnim rektorem seminarium duchownego w Budapeszcie i profesorem kaznodziejstwa na uniwersytecie. Przez cały rok akademicki gromadził tłumy studentów, na Eucharystii w czasie, której przemawiał. Jego kazania przetłumaczono na wiele języków, http://www.tedeum.pl/tytul/31,Malzenstwo-chrzescijanskie, (15. 11. 2010).

[20] Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt., s. 27.

[21] Ich autorem jest św. Ignacy z Loyoli, założyciel zakonu jezuitów. Ćwiczenia Duchowne przeżywane są w klimacie rozważania Słowa Bożego i zupełnego milczenia. Każdy uczestnik jest prowadzony indywidualnie przez wyznaczonego kierownika duchowego. Członkowie grup Odnowy w Duchu Świętym bardzo cenią tą formę rekolekcji. Maria Jurczyńska często je polecała. Por. L. Mądrzyk, D. Michalski, http://www.rekolekcje.vel.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=50&Itemid=40, (22. 08. 2010).

[22]Archiwum Rodziny Jurczyńskich, M. Jurczyńska, Geneza powstania Myśli o „Apostolstwie Miłości”, s. 22.

[23] C. Sękalski, Charyzmatyczka Maria z Żar, List, 1998, nr 6, s. 26.

[24] Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt, s. 27.

[25] Tamże.

[26] Archiwum Własne Autora, Wspomnienia Anny Marii Kusz, s.1.

[27] Tamże.

[28]  Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt, s. 29.

[29]Archiwum Własne Autora, M. Jurczyńska, O modlitwie wstawienniczej, Gostyń 1982 r., s. 5.

[30] Z. Tartak, w Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt.,    s. 9.

[31]Archiwum Własne Autora, Wspomnienia Anny..., poz. cyt., s. 1.

[32] Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt, s. 29.

[33] Archiwum Rodziny Jurczyńskich, M. Jurczyńska, Geneza powstania..., poz. cyt, s. 21.

[34] Tamże, s. 22.

[35]Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt., Łódź 2006,           s. 30.

[36]Archiwum Rodziny Jurczyńskich, M. Jurczyńska, Moje świadectwo o Nowym Życiu w Duchu Świętym, s. 10.

[37]Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt., s. 32.

[38] Archiwum Własne Autora, Wspomnienia Anny..., poz. cyt., s. 2.

[39] Archiwum Rodziny Jurczyńskich, Z. Tartak, A. Kusz, U. Ilminowicz, Wywiad..., poz. cyt. s. 1.

[40] Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt., s. 32-33.

[41] C. Sękalski, Charyzmatyczka Maria…, poz. cyt. s. 26.

[42] Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt. s. 37.

[43] Dzieło zapoczątkowane przez księdza Kardynała Prymasa Stefana Wyszyńskiego dnia 26 sierpnia 1969 r. w Bazylice Jasnogórskiej. Ruch Duszpasterski Pomocników Matki Kościoła polega na osobistej realizacji Aktu Millenijnego poprzez modlitwę i pracę na rzecz Kościoła. Por. R. Kozłowski, Ruch Pomocników Maryi Matki Kościoła, http://www.4lomza.pl/index.php?wiad=1693, (23. 08. 2010).

[44] Jest to praktyka opisywana już na kartach Pisma Świętego, szczególnie związana z Odnową w Duchu Świętym, polega na modlitwie z nałożeniem rąk nad chętną osobą w powierzonej przez nią sprawie. Często chodzi o jakaś duchową łaskę lub dar zdrowia. W Odnowie, modlitwa tą posługują osoby wybrane do tego przez Pana Boga poprzez specjalny charyzmat. Często są to ci, którzy otrzymali dar uzdrawiania oraz proroctwa.

[45] Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt. s. 38.

[46] Tamże, s. 31.

[47] Tamże, s. 34.

[48] Archiwum Własne Autora, Wspomnienia Ireny Łabul, s. 2.

[49] Tamże, Wspomnienia Ireny Łabul, s. 2.

[50] Tamże, Wspomnienia Anny..., poz. cyt., s. 1.

[51] Por. Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt. s. 76-79.

[52] Archiwum Własne Autora, Wspomnienia Anny..., poz. cyt, s. 2.

[53] Archiwum Własne Autora, Wiesław Leńczuk, Świadectwo o Marii Jurczyńskiej, 2010, Kunice Żarskie.

[54] Tamże, Wspomnienia księdza Andrzeja Szkwarka, s. 2.

[55] Tamże, Wspomnienia Danuty Bylicy, s. 1.

[56] Tamże Wspomnienia Leokadii Styś, s 2.

[57] C. Sękalski, Charyzmatyczka Maria…, poz. cyt. s. 28.

[58] Archiwum Rodziny Jurczyńskich, M. Jurczyńska, Geneza powstania..., poz. cyt, s. 22.

[59] C. Sękalski, Charyzmatyczka Maria..., poz. cyt. s. 2.

[60] T. Forrest, Jak żyć według Ducha, Łódź 1994. s. 34-48.

[61]Archiwum Rodziny Jurczyńskich, List Toma Forresta do Marii Jurczyńskiej, s. 23.

[62] Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza...  poz. cyt. s. 39.

[63] Tamże, s. 40-41.

[64] Tamże, s. 43-44.

[65] Z. Tartak, Wstęp w: Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt, s. 10.

[66] Archiwum Własne Autora, Wspomnienia Anny..., poz. cyt, s. 2

[67] Egzorcyzm, greckie słowo exorkizeinm - „ zaklinać lub błagać bóstwo, aby wyzwoliło jakąś osobę od obecności złego ducha” W chrześcijaństwie egzorcyzm jest uroczystym obrzędem, który sprawuje wybrany przez biskupa szafarz. Do modlitwy tej można przystąpić tylko, jeżeli szafarz uzna, że nie ma do czynienia z chorym psychicznie. Do objawów pozwalających to stwierdzić nalezą: nadnaturalna siła opętanego, posługiwanie sie nieznanym językiem, znajomość spraw przyszłych, wstręt do rzeczy poświeconych. Por. Encyklopedia Chrześcijaństwa, Historia i współczesność 2000 lat nadziei, Katowice 2001, s. 191 – 192.

[68] Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza...  poz. cyt. s. 45.

[69] Tamże, s. 53.

[70]Archiwum Własne Autora, M. Jurczyńska, List do kleryków, s. 1-2.

[71]Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt, s. 65-66.  

[72] Tamże, s. 67.

[73] Archiwum Rodziny Jurczyńskich, S. Wądołek, Maria Jurczyńska...,poz. cyt, s. 4.

[74] Archiwum Własne Autora, Wspomnienia Anny..., poz. cyt, s. 1.

[75] Archiwum Własne Autora, Wspomnienia Haliny Strojnowskiej.

[76] Tamże, Wspomnienia Anny..., poz. cyt, s. 1.

[77] Siostra Maria od Ducha Świętego [Maria Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt. s.  47.

[78] Archiwum Rodziny Jurczyńskich, B. Sekuła, Świadectwo o Marii Jurczyńskiej, s. 11.

[79] Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt s. 48.

[80] Siostra Maria od Ducha Świętego [Maria Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt s. 50-55.

[81] Tamże, s. 57.

[82] Tamże, s. 44.

[83] Tamże, s. 58.

[84] Tamże, s. 59.

[85] Tamże, s. 60-65.

[86]A. Kusz, Moja mama – Odnowa - i ja!, w: Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt s.  12-15.

[87] Archiwum Własne Autora, Wspomnienia Ireny..., poz. cyt,  s. 2.

[89] Archiwum Rodziny Jurczyńskich, Sprawozdanie z Działalności Diecezjalnego Domu Rekolekcyjnego   i Pomocy Charytatywnej w Duchu Świętym, s. 29.

[90] Z. Tartak, Wstęp w: Siostra Maria od Ducha Świętego [Maria Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt, s. 11.

[92]Archiwum Rodziny Jurczyńskich, B. Sekuła, Świadectwo o..., poz. cyt., s. 11.

[94] Por. Siostra Maria od Ducha Świętego [M. Jurczyńska], Modlitwa wstawiennicza, poz. cyt s.  95.

[95]Archiwum Własne Autora, M. Jurczyńska, Proroctwo - odpowiedź Pana Jezusa na pytanie: czym  jest   modlitwa   wstawiennicza?, Łódź 1981. 

[96]Archiwum Własne Autora, Por. M. Jurczyńska, Do młodzieży o darach Ducha Świętego, s. 1-8.

[97]Tamże, M. Jurczyńska, Dobrze, chętnie, radośnie, s 1.

[98] Archiwum Własne Autora, Wspomnienia Anny..., poz. cyt, s. 2
 

 

 

 

 

 

 

 

Do góry

Copyright © 2006 www.domrekolekcyjnyzary.pl Wszystkie prawa zastrzeżone. Prowadzenie serwisu: ewawiech@wp.pl